Abramsy nad Wisłą

Kolejny raz zostaliśmy zaskoczeni propozycją (a może już zakupem) podstawowego sprzętu dla wojsk operacyjnych. Mowa o amerykańskich czołgach Abrams. Ostatnim zaskoczeniem kupna bezprzetargowego były tureckie drony bojowe Bayraktar TB2. O ile zakup dronów nie musi uzależniać naszej armii na lata od kooperacji z Turcją, to zakupy czołgów tak.

Położenie geostrategiczne Polski wymusza posiadanie wielu pododdziałów wojsk pancernych. Podobnie jak Grecji zagrożonej przez Turcję.

Po wstąpieniu do NATO w 1999 roku, zapadła decyzja o odchodzeniu od sprzętu radzieckiej konstrukcji na rzecz sprzętu zachodniego. W broni pancernej pierwszym zwiastunem takich działań było przejęcie „po kosztach transportu i przywrócenia do służby” w 2003 roku niemieckich czołgów Leopard 2 A4. Wydawało się, iż Niemcy redukując swoje siły zbrojne miały swoje naturalne pośrednie cele w ich przekazaniu.

Pierwszym była próba związania na trwałe Polski z niemieckim produktem i lobbowaniem nad wykluczeniem prób opracowania własnego produktu pancernego. Drugim wzmocnienie bufora pancernego na wschodzie od Niemiec, który zapewniłby temu krajowi ograniczenie wydatków na armię. Kontynuując tą politykę w latach 2014/15 zakupiliśmy dodatkowe 14 czołgów w wersji A4 oraz 105 czołgów w wersji A5.

Wraz z decyzją o formowaniu nowego batalionu czołgów w ramach odtwarzanej 18. Dywizji wystąpił problem związany z przywróceniem do służby czołgów T-72 i ich modernizacji jak również modernizacji posiadanych już 128 czołgów Leopard A4 do standardu Leopard 2PL. Wspomniana modernizacja czołgów Leopard jest rozłożona na lata, a do końca 2021 ma ich być zmodernizowanych tylko około 20 sztuk. Z kolei odnowa czołgów T-72 będących w służbie oraz z rezerw strategicznych ma otrzymać nowe pasywne systemy celowniczo-obserwacyjne, szyfrowaną łączność oraz kilka innych niewielkich unowocześnień. Do końca 2025 roku zakłada się, iż takie odświeżenie przejdzie co najmniej 250 czołgów.

Cały czas mówimy o podtrzymaniu stanu gotowości bojowej wybranej ilości maszyn, a nie o przełomie, który zakłada program „Wilk” – pozyskaniu nowego czołgu.

Poza odległymi terminami modernizacji czołgów (które na czas remontu są wyłączone z gotowości bojowej) nakłada się konflikt między Bumarem a Wojskowymi Zakładami Motoryzacyjnymi z Poznania, które konkurują o modernizację Leopardów. Nie jest także tajemnicą, iż Bumary produkujące w przeszłości czołgi T-55, T-72 oraz PT-91 z każdym rokiem tracą zdolności produkcyjne i staja się głównie zakładem remontowym. Ostatni czołg PT-91 M zjechał z linii produkcyjnej w 2009 roku.

Podejmowane próby konstruowania nowego czołgu wskutek oddziaływania zewnętrznego lobbystów na polityków i wojskowych nie powiodły się. Praktycznie co roku zmieniano prezesa firmy. Do tej pory mieliśmy prototypy czołgów „Goryl” (1991 r.), czołg „Anders” (2010 r.), PL-01 Concept (2013 r.) i ewoluujący ciągle projekt nieistniejącego czołgu „Wilk”. Bumar w zakresie swoich prac remontowych jest i tak uzależniony od dostawy części od niemieckiego Rheinmetall Landsysteme GmbH. Zapewne jest to na rękę innym producentom czołgów na świecie.

Bumary-Łabedy koncentrując się na remontach, będąc faktycznie zakładem ukierunkowanym na produkcję czołgów. Traci z każdym rokiem swoje zdolności degradując nadal posiadane całe ciągi technologiczne.

Pewną szansą dla polskiego przemysłu zbrojeniowego była oferta Hyundai Rotem. Zaoferował polskim firmom z branży obronnej możliwość wspólnej produkcji czołgu podstawowego K2PL. Jeden z menadżerów koreańskiej firmy Lee Han-Soo mówił wprost: „Jesteśmy otwarci na współpracę z polskimi firmami, takimi jak PGZ. Czołg byłby produkowany w Polsce, a my zaopatrywalibyśmy polskie zakłady w naszą technologię”.

Obecnie szacuje się, iż Polska potrzebuje co najmniej 800 czołgów, czyli prawie tyle ile wspólnie posiadają Niemcy, Francja i Wielka Brytania. W projekcie budowy nowego czołgu przez wspomniane państwa jest mowa o zakupie w przyszłości tylko około 600 sztuk, czyli mniej niż potrzebuje nasz kraj.

Z 314 wytypowanych do modyfikacji T-72M/M1 nie wiadomo, czy uda się w ramach przewidzianego budżetu zmodyfikować aż 250 czołgów. Tyle potrzeba do uzbrojenia pięciu batalionów. Polska prawie nie posiada, tak jak Rosja czy inne państwa, rezerw ciężkiego sprzętu do mobilizacyjnego rozwinięcia armii.

Tylko skala polskich potrzeb pokazuje, iż Polska musi produkować czołgi a nie tylko kupować je na rynku zewnętrznym. W tym wszystkim istotna jest nie tylko zdolność produkcyjna, ale także remontowa, w tym odzyskiwanie przez nie zdolności bojowych dla maszyn uszkodzonych w walce. Niebagatelnym wyzwaniem jest także własna produkcja części zamiennych. Sama produkcja lub współprodukcja nowego czołgu przez Bumary- Łabędy jest także szansą na ich sprzedaż do innych państw na świecie.

Na korzyść koreańskiego czołgu przy porównywalnych zdolnościach mówi także jego waga wynosząca około 55 ton, gdzie M1A2C Abrams waży 72,5 tony, a Leopard 2A7V prawdopodobnie ponad 65 ton.

Podanie do publicznej wiadomości przez niektóre tytuły prasowe informacji, że trwa właśnie ustalanie szczegółów kolejnego wielkiego kontraktu zbrojeniowego, (chodzi o około 250 czołgów M1 Abrams z USA) zaskakuje. To decyzja o przyszłości nie tylko sprzętu wykorzystywanego w armii, ale także o tym czy Polska będzie miała własny przemysł pancerny.

Nieoficjalnie mówi się o przezbrojenie na ścianie wschodniej czterech batalionów pancernych w bardzo dobry model Abramsa M1A2 SEPv3 z systemem samoobrony Trophy. Kontrakt w swojej cenie jest porównywalny z zakupem samolotów F-35. Według jednej z gazet zakup ma dotyczyć wyposażenia tylko dla jednego batalionu pancernego, czyli około 50 egzemplarzy. Jeżeli jest to prawdą to musimy dla jednego batalionu zbudować całą infrastrukturę z obsługą logistyczną. Pytanie tylko jak może wyglądać system remontowy Wojska Polskiego na polu walki, gdzie musimy mieć przygotowane pododdziały do obsługi trzech typów czołgów. Gdyby to dotyczyło tylko okresu przezbrajania batalionów pancernych z T-72 na nowe czołgi byłoby to uzasadnione, ale Polsce potrzeba pilnie wymienić kilkaset czołgów a nie 250, a tym bardziej 50 sztuk.

Kolejną sprawą jest to jaka będzie przyszłość polskiego pancernego. Sam zakup nowych czołgów to jego upadek. To także upadek polskiej myśli, biur konstrukcyjnych i utrata posiadanych technologii, które powinny być rozwijane. Polska przy swoich potrzebach pancernych nie może liczyć na dostawy nowych maszyn w razie konfliktu USA z jakimś państwem. Z dużym prawdopodobieństwem łańcuchy dostaw zostaną zablokowane lub też w razie dużego światowego konfliktu nowe czołgi i części zamienne będą potrzebne Amerykanom w innych rejonach świata.

Odpowiedzialny kraj szuka sojuszników, ale przygotowuje się zawsze na czarny scenariusz, czyli na samowystarczalność obronną. Mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia historyczne nie wolno liczyć na to, że ktoś będzie nas bronił bardziej niż my sami siebie. Polityka ma to do siebie, że zmieniają się sojusze, interesy i priorytety państw. Przetrwają tylko ci którzy będą w stanie sami się bronić.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy