Zmierzch rowerów miejskich – czas hulajnogi

Zeszły rok musiał dać do myślenia operatorom miejskich rowerów w całej Polsce. Sytuacja w branży zmieniła się do tego stopnia, że dzisiaj utrzymywanie infrastruktury rowerowej stawia pod znakiem zapytania opłacalność całego przedsięwzięcia. Co zmieniło się przez ostatnie 2 lata?

Pod koniec września obchodzony był na świecie tzw. Dzień bez Samochodu w ramach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu. Te „nowe, świeckie tradycje”, liczące sobie już dwie dekady, były okazją do poważnych deklaracji i przemyśleń. A czasem mniej poważnych szyderstw.

Niektóre miasta wykorzystały Dzień bez Samochodu do wprowadzenia na jedną dobę darmowej komunikacji miejskiej i bezpłatnych limitów na korzystanie z miejskich rowerów. W Lublinie na przykład darmowa była pierwsza godzina jazdy. Tak samo było również w Białymstoku, ponieważ urządzenia w obydwu miastach mają tego samego operatora. Mimo ułatwień w dostępie do rowerów miejskich ten środek transportu nie cieszy się już w całym kraju tak dużą popularnością jak jeszcze 2 lata temu. Powody tej sytuacji wydają się jednocześnie oczywiste i nieoczywiste.

Z jednej strony restrykcje covidowe podczas kwietniowej paniki roku 2020 spowodowały ustanie dostępności rowerów miejskich na kilkanaście tygodni. Z drugiej jednak obostrzenia przyczyniły się do trudno odwracalnych zmian w mentalności i przyzwyczajeniach. W przeciwnym wypadku ludzie na powrót zaczęliby korzystać z rowerów miejskich. Tak samo jak korzystają z siłowni, restauracji i innych usług niedostępnych w czasie minionych etapów epidemii w Polsce.

Straszenie przenoszeniem się wirusa na powierzchniach i jego utrzymywaniem się nawet kilka dni, nakazy korzystania z płynów dezynfekcyjnych i rękawiczek jednorazowych – wszystko to wywołało powszechne odruchy niechęci do dotykania wspólnych elementów wyposażenia przestrzeni miejskiej, takich jak rowery. Osoby, które do tej pory jeździły rowerami miejskimi i nie chciały przesiadać się na środek transportu innego rodzaju, bardzo często kupowały swój własny pojazd. Inni użytkownicy miejskich jednośladów przesiedli się na hulajnogę.

Mimo restrykcji epidemicznych, w zeszłym roku liczba publicznie dostępnych hulajnóg wzrosła do 38 tys. w całej Polsce. Szacuje się, że w tym roku może nawet przekroczyć 50 tys. Tymczasem liczby rowerów wciąż spadają, a do tego dochodzą jeszcze problemy z operatorami.

Takie ośrodki jak Kraków czy Trójmiasto do dziś nie mają miejskiego systemu rowerów, mimo że takie próby były podejmowane. W Krakowie spróbowano modelu z dużą rolą operatora w postaci firmy prywatnej, która brałaby dla siebie lwią część zysków z eksploatacji rowerów. Miało to oczywiście odzwierciedlenie w bardzo skąpym, wręcz symbolicznym finansowaniu tego przedsięwzięcia z budżetu miasta, sięgającym kilku tysięcy złotych miesięcznie.

Obecnie operatorzy są zmuszeni podnosić opłaty, zamiast je obniżać. Tak np. w Poznaniu, gdzie do tej pory pierwsze 20 minut użytkowania roweru było darmowe, teraz ograniczono ten przywilej tylko do osób, które mają opłaconą kartę na komunikację miejską. Ta zmiana może spowodować rezygnację wielu użytkowników systemu. W lipcu wykorzystywano tam rowery 4 razy rzadziej niż 3 lata temu. Liczba wypożyczeń spadła z ponad 200 tys. do niespełna 60 tys. miesięcznie. Jest to dwukrotny spadek nawet w stosunku do zeszłego roku.

Koszty utrzymania systemu wypożyczalni to od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych rocznie. Dlatego wiele dużych miast (takich jak np. Rzeszów, Szczecin, Radom) rozważa całkowitą rezygnację z rowerów miejskich.

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ