Zielona energia, jako opium

Jeszcze nie wiadomo, co stanie się z 770 miliardami złotych wynegocjowanymi przez rząd w ramach Funduszu Odbudowy i Instrumentu na Rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Trudno przewidzieć, jaka część tej kwoty (składającej się również z pożyczek) będzie w dyspozycji polskiego rządu. W lutym, kiedy sytuacja wydawała się mniej skomplikowana, premier Mateusz Morawiecki deklarował, że więcej niż 250 mld zł zostanie przeznaczone na transformację energetyczną. Komentatorzy w pomyśle „zielonej transformacji” dostrzegają liczne zagrożenia.

Środki z Funduszu Odbudowy nie mogą być wydawane przez państwa zupełnie dowolnie, wręcz przeciwnie. Unia Europejska wyznaczyła konkretne kategorie, w ramach których trzeba lokować wydatki:

  1. Odporność i konkurencyjność gospodarki
  2. Zielona energia i zmniejszenie energochłonności
  3. Transformacja cyfrowa
  4. Dostępność i jakość ochrony zdrowia
  5. Zielona i inteligentna mobilność

Elektromobilność i redukcja wykorzystania paliw kopalnych, będące elementami tzw. „zielonej transformacji” pochłoną więcej niż 1/3 wszystkich wydatków. Niektórzy postrzegają to jako dobry impuls m. in. do dekarbonizacji polskiej gospodarki, która ma zostać zmuszona do osiągnięcia „neutralności klimatycznej” do 2050 roku.

Nie jest to takie łatwe, gdyż zgodnie z badaniami znanej amerykańskiej firmy zajmującej się doradztwem strategicznym, McKinsey & Company, dodatkowe nakłady wymagane do zrealizowania tego celu wyniosą w latach 2020-2050 około 380 mld euro, czyli prawie 1,75 bln zł.

Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego twierdzą że koszty i tak są nieuniknione. Według nich do 2030 roku Polska mogłaby zostać pozbawiona funduszy unijnych opiewających nawet na kwotę 260 mld zł. Oprócz tego, podwyżki cen uprawnień do emisji CO2 mogłyby pozbawić nasz kraj 400 mld zł w perspektywie najbliższych 20 lat.

Coraz większy jest nacisk niektórych państw, korporacji i Unii Europejskiej na wykorzystanie źródeł odnawialnych. Liczne publikacje pokazują jednak, że są one nie tylko niezdolne do tworzenia w 100% stabilnego miksu energetycznego, ale również niezdrowe dla środowiska, nie tylko w kontekście odpadów. I tak np.:

  • geotermia powoduje naruszenie podziemnych formacji skalnych i zwiększoną emisję gazów cieplarnianych oraz substancji toksycznych;
  • energia wiatrowa i fotowoltaika wiążą się natomiast z dużą ingerencją w krajobraz i podłoże, do którego są przytwierdzone. Dodatkowo panele słoneczne rodzą nierozwiązane dotychczas problemy z magazynowaniem energii wyprodukowanej przez prosumentów.

Zielona ideologia jest obecna w debacie politycznej do tego stopnia, że o swój stosunek do globalnego ocieplenia powodowanego przez działalność człowieka była pytana rok temu sędzia Amy Coney Barrett podczas przesłuchania przez Senat przed zaakceptowaniem jej na stanowisko sędzi Sądu Najwyższego.

Do 2050 roku ma się odbyć niemal całkowita dekarbonizacja gospodarki, odejście w produkcji ekonomicznej od paliw kopalnych. Nie da się ukryć, że pod pozorem działań w trosce o środowisko jest to działalność mająca utrzymać status quo w Europie. Tak żeby państwa bogatsze, mające zasoby technologiczne i możliwości produkcji zielonej energii, sprzedawały swoje technologie państwom biedniejszym, na dorobku, i tym samym utrzymały swoje przewagi konkurencyjne.

W takiej pułapce znalazła się Polska. Pierwszy blok elektrowni atomowej powstanie w naszym kraju najwcześniej w roku 2033 (według optymistycznych szacunków rządu), a przez te 12 lat musimy w jakiś sposób bilansować niedobory naszej energii. Jednym z pomysłów, na który mamy największą nadzieję, (jeżeli chodzi o OZE) są farmy wiatrowe na Bałtyku.

„Morska energetyka wiatrowa to jest przede wszystkim kwestia polskiej racji stanu i pewnego uzupełnienia tego miksu energetycznego. Ja to szacuję na jakieś 15-20 procent całej polskiej energetyki” – wyjaśniał Grzegorz Witkowski, wiceminister infrastrukturyPodczas Kongresu Morskiego w Szczecinie.

Jest już pierwsze w tym względzie porozumienie sektorowe, podpisane we wrześniu br. i obejmujące, jako sygnatariuszy, nie tylko rząd i sektor energetyczny, ale także samorządy. Choć zwolennicy porozumienia przekonują, że potencjał elektrowni offshore na Bałtyku to nawet 12 gigawatów rocznie, czyli prawie 1/3 mocy wytwórczych wszystkich polskich elektrowni, to jednak pod znakiem zapytania pozostaje nieustannie sprawa opłacalności takiego rozwiązania.

źródło fot. unsplash.com

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ