Walka o pamięć nadal trwa

W cieniu wspomnienia ofiar II wojny światowej toczy się wojna o pamięć historyczną. W nocy z 7 na 8 kwietnia w całym Izraelu rozbrzmiały syreny. Tym sposobem uczczono sześć milionów Żydów zabitych podczas nazistowskiego Holokaustu.

Polacy zamordowali 3 miliony Żydów

Debatą publiczną wstrząsnął artykuł Mashy Gessen na portalu New Yorker. Amerykańsko-rosyjska dziennikarka pochodzenia żydowskiego oraz działająca na rzecz praw osób LGBT w pierwotnej wersji tekstu miała stwierdzić, iż Polacy podczas wojny zamordowali trzy miliony Żydów.

„Aby uniewinnić naród z morderstw trzech milionów Żydów, polski rząd posunie się nawet do ścigania uczonych za zniesławienie” – napisała w pierwszej wersji leadu Masha Gessen

W tekście dziennikarka przedstawiła sprawę o zniesławienie, w której dwaj badacze Holokaustu, Jan Grabowski i Barbara Engelking, zostali wezwani przez polski sąd do przeproszenia krewnego człowieka, o którym pisali. Był zamieszany w śmierć Żydów.

Po zdecydowanej reakcji przedstawicieli wielu instytucji, lead nabrał następujący kształt:

„Naukowcy otrzymują pozwy o zniesławienie oraz możliwe zarzuty kryminalne w ramach wysiłków polskiego rządu mających na celu oczyszczenie narodu z zarzutów o jakąkolwiek rolę w zamordowaniu trzech milionów Żydów w czasie okupacji hitlerowskiej”.

Portal opatrzył też tekst notą edytorską:

„Artykuł został zaktualizowany w celu wyjaśnienia kwestii śledztwa wobec Jana Tomasza Grossa. Podtytuł został zaktualizowany w celu uwzględnienia odniesienia do nazistowskiej okupacji Polski i dokładniejszego opisu potencjalnych zagrożeń prawnych dla naukowców. „

Głosy oburzenia

Wśród osób krytykujących publikację na portalu był Ambasador RP w USA. Piotr Wilczek skierował list otwarty do redakcji New Yorkera.

„Wyrażam swoje najgłębsze oburzenie sugestią Mashy Gessen, że polski naród ponosi odpowiedzialność za śmierć trzech milionów Żydów w czasie okupacji nazistowskiej w Polsce”

— Piotr Wilczek, Ambasador RP w Stanach Zjednoczonych

Dyplomata uważa również, iż przestawienie takich twierdzeń świadczy o braku podstawowej wiedzy historycznej czołowej publicystki owego portalu. Zwrócił też uwagę na fakt, że „obecne brzmienie oraz ton (tekstu) nadal sugerują, że państwo polskie odegrało główną rolę w zamordowaniu trzech milionów Żydów podczas drugiej wojny światowej”. Jest to niczym innym jak wypaczeniem historii Holocaustu.

Wilczek zachęcił też Mashę Gessen do odwiedzenia Muzeum Auschwitz- Birkenau by „dowiedziała się więcej o nazistowskich niemieckich obozach śmierci, Holokauście i milionach zamordowanych podczas II wojny światowej”.

Stanowisko w tej sprawie wydał również dyrektor wspomnianego Muzeum, Piotr Cywiński.

„Sprowadzenie całej Polski do historii kolaborantów, szantażystów, donosicieli czy morderców jest historycznym kłamstwem. Prawdziwy dziennikarz, zawodowy analityk powinien wiedzieć, że takie kłamstwa niszczą prawdę”

— Piotr Cywiński, dyrektor Muzeum Auschwitz- Birkenau

To nie przypadek ani niewiedza

Obok tych dwóch instytucji, głos zabrało szereg innych, jak American Jewish Committee twierdząc, że „okupowana przez Niemców Polska nie była rządzona przez państwo polskie. Błędem jest zrzucanie zbiorowej winy za Holokaust na Polskę”.

Swoje zdanie w tej sprawie wyraził również Ronald S. Lauder, przewodniczący Światowego Kongresu Żydów. „To bardzo niefortunne, że próbując zwrócić uwagę na problematyczną konfrontację polskiego rządu z tragiczną historią wojennych stosunków polsko-żydowskich Masha Gessen sugeruje, że Polacy (nie Niemcy) byli głównymi sprawcami Holokaustu. Ta historycznie fałszywa charakterystyka nie powinna znaleźć się na łamach The New Yorker ani żadnej publikacji”.

Z kolei na stronach Forum Żydów Polskich możemy znaleźć tekst Pawła Jędrzejewskiego. Zadaje on w nim pytanie retoryczne: „Czy można uwierzyć, że Masha Gessen, której dziadek był ofiarą Zagłady (został zamordowany w obozie śmierci lub w białostockim getcie), nie wie, że mordercami, ludobójcami, autorami i wykonawcami Holokaustu byli Niemcy działający w imieniu państwa niemieckiego pod rządami Adolfa Hitlera i NSDAP, czyli III Rzeszy?”

Mimo retoryczności postawionego pytania, Jędrzejewski udziela na nie mocnej odpowiedzi: „Nie. W to nie da się uwierzyć. To nie jest ani niewiedza, ani przypadek. Jest to świadome kłamstwo, opublikowane z pełnym wyrachowaniem i premedytacją, wymierzone w prawdę, wymierzone w Polskę, starające się nie tylko pomniejszyć, ale zataić niemiecką, nazistowską rolę w ludobójstwie – co jest równoznaczne z negowaniem prawdy o Holokauście i rzeczywistej odpowiedzialności za Holokaust.”

Ignorancja reguł logiki

Po wywołaniu burzy oraz zdecydowanej reakcji, autorka wydała specjalne oświadczenie. Zarzuca w nim, iż „wiele osób i instytucji reagujących na mój tekst postanowiło zignorować reguły logiki. Dało mi to przedsmak intelektualnego klimatu, w jakim żyją polscy badacze Holokaustu”.

„Wiem świetnie o kontrowersjach, jakie wywołał w Polsce mój artykuł. Mówiąc »wiem świetnie«, mam na myśli m.in. lawinę meilowego hejtu, w tym groźby śmierci słane w ostatnich dniach pod moim adresem. Większość tych reakcji zdaje się skupiać na jednym zdaniu, w którym mowa o» wysiłkach rządu, który chce zdjąć z Polski – zarówno etnicznych Polaków, jak i państwa – wszelką odpowiedzialność za śmierć trzech milionów Żydów w okupowanej przez nazistów Polsce «. Zostało ono zinterpretowane wbrew logice i regułom języka jako stwierdzenie, że Polska czy też Polacy odpowiadają za śmierć wszystkich trzech milionów Żydów, którzy zginęli na polskiej ziemi podczas Holokaustu. Niczego takiego nie piszę” – tłumaczy publicystka

Wybielanie polskiego antysemityzmu to głupota

Zmiana nagłówka tekstu oraz nota edytorska nie zamknęła debaty na ten temat. W obronie Mashy Gessen stanął m.in. portal Jewish News Syndicate piórem Jonathan’a Tobin’a. W tekście „Dlaczego Żydzi i Polacy wciąż spierają się o Holocaust?” autor nawiązując do sprawy opisanej przez Gessen przywołał sprawę zmiany ustawy o IPN.

Jego zdaniem ustawa ta „była motywowana niechęcią Polaków do prób traktowania ich raczej jako sprawców Holokaustu niż współofiar morderczej okupacji niemieckiej. Ale była to również próba wybielenia historycznych zapisów polskiego antysemityzmu przed, w trakcie i po II wojnie światowej”.

„Wydaje się, że polska obrona przeszłości zdaje się czasem przechodzić w antysemickie wnioski. Jednocześnie niektórzy krytycy tego rewizjonistycznego wysiłku popadli w szerokie uogólnienia na temat polskiego antysemityzmu” – kontynuuje Tobin.

W ostatnim akapicie tekstu redaktor naczelny NJS stwierdza, że upór Polski przy próbie wymazania niektórych tragicznych i nieatrakcyjnych elementów swojej historii jest równie bezproduktywny, jak głupi. 

„Jednak ci, którzy próbują przedstawić ją jako centrum współczesnego antysemityzmu i ignorują lub racjonalizują nienawiść do Żydów gdzie indziej, zwłaszcza w innych częściach Europy i świata muzułmańskiego, również się mylą. Najważniejszym sposobem uczczenia ofiar Zagłady jest zapewnienie bezpieczeństwa żyjącym dziś Żydom, a nie wznowienie bitew w przeszłości”.

Sprawę wyroku sądowego związanego z opisywaną przez Gessen publikacją książki „Noc bez końca: los Żydów w wybranych miejscach okupowanej Polski” poruszył Wall Street Journal. Decyzję sądu w sprawie Jana Grabowskiego i Barbary Engelking – profesor prawa Lawrence Douglas uznał za „ostatni krok w kampanii rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość mającej na celu kontrolowanie sposobu pisania wojennej historii Polski. Pozew przeciwko prof. Grabowski i Engelking został opłacony przez blisko związaną z partią prawicową organizację Polskiej Ligi Przeciw Zniesławieniu”.

Twierdzi również, że ustawa o IPN z 2018 r. zrobiła z owej instytucji organ kontrolny, nie organ badawczy zbrodni hitlerowskich i nazistowskich. Sarkastycznie stwierdza, że tym samym IPN stał się „Ministerstwem Pamięci” z orwellowskim zacięciem.

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ