Turów – czeski film

Wciąż nie ma przełomu w sprawie kopalni Turów: w minionym tygodniu miała miejsce kolejna odsłona rozmów między Polską a Czechami. Jak zakończy się spór z naszym południowym sąsiadem?

Kopalnia węgla brunatnego wraz z elektrownią Turów kładą się coraz większym cieniem na relacjach polsko-czeskich. Dla Polski jest to kwestia o pierwszorzędnym znaczeniu. Nie można, bowiem tak po prostu zamknąć ogromnego dostawcy energii elektrycznej, który w dodatku jest wiodącym pracodawcą w tamtym regionie Dolnego Śląska.

Co gorsza komplikują się relacje wewnątrz grupy Wyszehradzkiej, która miała być istotną platformą integracji państw Międzymorza. Widać to było już przy okazji Budapesztańskiego Szczytu Demograficznego na Węgrzech. Viktor Orban nie przejmował się niesnaskami Andreja Babiša z polskim rządem i przyjął go po królewsku, naruszając przy tym protokół dyplomatyczny i ruszając po niego na lotnisko.

Obie strony deklarują chęć polubownego rozwiązania problemu. Na pewno nie rodzi zaufania między blisko związanymi państwami sytuacja, gdy jedno z nich uruchamia procedurę przed TSUE przeciwko drugiemu w momencie, kiedy stawką jest jego bezpieczeństwo energetyczne. Polski rząd wydawał się całą sprawą zaskoczony pomimo tego, że Czesi wnieśli pozew w lutym, a nakaz zaprzestania wydobycia węgla brunatnego został wydany w maju. Członkowie rządu widocznie nie spodziewali się, że środek zastosowany przez TSUE będzie tak drastyczny. Faktycznie, gdyby nie zorganizowana kampania przeciwko Polsce prowadzona przez instytucje europejskie, zapewne do takiego rozstrzygnięcia nigdy by nie doszło.

Tym niemniej z początku robili dobrą minę do złej gry – minister aktywów państwowych Jacek Sasin zapowiadał „dobre informacje”.

W pewnym momencie pojawiła się zapowiedź wycofania skargi przez Czechów i pamiętne zawirowania z tym związane.

A dzisiaj sytuacja wygląda naprawdę niewesoło.

Zachowanie strony polskiej w początkowej fazie sporu urągało jakimkolwiek metodom prowadzenia skutecznych negocjacji. Przede wszystkim rząd dawał do zrozumienia albo, że musi dojść do polubownego załatwienia sporu albo, że takie rozstrzygnięcie faktycznie nastąpiło. To zdecydowanie podważyło pozycję negocjacyjną.

Inną sprawą był brak szacunku do strony czeskiej – niektórzy obserwatorzy mówią wręcz, że cała sprawa Turowa to wynik patrzenia z góry na Czechów i długie miesiące ignorowania sygnałów z ich strony. Pozostaje też pytanie o przygotowanie merytoryczne do samej zeszłotygodniowej 17. już rundy negocjacji.

W międzyczasie 20 września zapadło postanowienie TSUE, w którym Trybunał nałożył na Polskę karę w wysokości 500 000 euro za każdy dzień niezastosowania środków tymczasowych (wstrzymania wydobycia w kopalni). Jeszcze bardziej pomoże unaocznić to, jak wyglądają relacje między dwoma państwami informacja, że Czesi wnioskowali, aby kara dzienna była dziesięć razy większa.

Przy okazji ostatniego jak dotąd spotkania negocjatorów wyniknął jeszcze jeden zgrzyt. Strona czeska wobec braku porozumienia odniosła się do przebiegu negocjacji narzekając, że Polacy chcieli możliwości wypowiedzenia umowy już po 2 latach jej obowiązywania. Z tą wypowiedzią gwałtownie nie zgodził się min. Paweł Jabłoński, podsekretarz stanu w MSZ.

Źródło fot. tvp.info

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ