Polacy na Białorusi jako zakładnicy gry mocarstw

Według oficjalnych danych tylko w obwodzie grodzieńskim na Białorusi oficjalnie mieszka 230 tys. Polaków. Stanowi to ponad 20% ludności obwodu. Szczególne nasycenie Polonii mamy w obwodzie woronowskim (ponad 80%) i w rejonie szczuczyńskim (około 50%). W samym Mińsku szacuje się, iż mieszka ponad 30 tys. Polaków. Co jest w takim razie przyczyną, że nasi rodacy mieszkający tam nie identyfikują się ze swoją narodowością?

Bardziej wiarygodne szacunki co do polskiej lub pochodzenia polskiego populacji w tym kraju dają dane o przynależności do Kościoła rzymskokatolickiego, które znacząco przekraczają milion osób, czyli ponad 10% populacji państwa. Kardynał Kazimierz Świątek jako arcybiskup mińsko-mohylewski w latach 1991-2006, liczbę osób czynnie uczestniczących w życiu Kościoła katolickiego szacował na milion dwieście tysięcy osób. Z kolei statystyki kościoła z 2009 roku mówiły już o milionie czterystu tysiącach. Podobnie liczby podawali polscy działacze w tym kraju.

Dlaczego, wobec tego polska mniejszość na Białorusi nie do końca określa swoją przynależność narodową? Powody są zasadniczo dwa:

  • Po pierwsze – poza zwartymi obszarami zamieszkania część ludności przyjęła styl życia rosyjskojęzycznych Białorusinów i nie chce się specjalnie wyróżniać. 
  • Po drugie – ma to swój rodowód w głębokim komunizmie, gdzie lepiej być częścią masy, gdyż polityczna koniunktura się zmienia, z czym mamy dzisiaj do czynienia. 

Jeszcze jedną grupą   mającą głębokie korzenie tożsamości z Rzeczpospolitą są tzw. „tutejsi”, czyli mieszkańcy obecnych ziem białoruskich, którzy zawsze tam mieszkali, a nie identyfikowali się jako Polacy, Białorusini czy też Rosjanie.  

Do czasu rozbicia Związku Polaków na Białorusi w 2005 r. dokonanego przez władze tego kraju, które widziały w nim największą niezależną od rządu organizację (pomimo, że sam związek odcinał się od polityki). Był on największą polską organizacją Polaków w byłych krajach ZSRR. 

Od 2018 roku władze białoruskie zaostrzyły kurs wobec Polaków stopniowo rozwiązując polskie stowarzyszenia i uderzając w polską oświatę. 

Sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała po ostatnich wyborach prezydenckich, gdzie Warszawa poparła protesty podważające ważność wyboru Aleksandra Łukaszenki. Obecnie w więzieniach w tym kraju przebywa wielu polskich działaczy, a białoruski rząd uderza wprost w polskich kombatantów z Armii Krajowej.

Nie ma co dyskutować o sprawach oczywistych, a mianowicie o tym, że te ziemie przez wieki stanowiły trzon Rzeczypospolitej. Nasi rodacy walczyli na tych terenach o swoją ojczyznę. Dzisiejsze reakcje władz w Mińsku, to z jednej strony odwet Łukaszenki wspierany przez Moskwę za pomoc dla nieudanego majdanu, a z drugiej to fakt, że wielu polskich polityków wykorzystywało przez lata polskich działaczy do budowania w tym kraju wpływów Zachodu, wraz z jego ideologią. 

Problem polega jednak na tym, iż wiele lat temu popełniono istotny błąd. Założono, że polskim interesem nie jest wspieranie interesów Polaków tam żyjących, a tylko Zachodu. Głosy w Polsce wołające o ustanowienie takich relacji z Białorusią, które pozwalałyby na swobodne funkcjonowanie polskiej mniejszości lekceważono. 

Negatywny przykład szedł także na innych kierunkach. Rządy w Warszawie wspierały państwo ukraińskie nie zwracając uwagi na rzeczywisty stosunek władz tego państwa do polskiej mniejszości, która nadal tam żyje w zastraszeniu pod czujnym okiem służb specjalnych oraz działaczy nacjonalistycznych. Podobnie pozostawiono samym sobie Polaków na Litwie, a nawet nierzadko im wprost przeszkadzając. Dlatego też dzisiaj sytuacja na Białorusi nie odbiega od standardów znanych na Ukrainie. 

Sąsiednie państwa na wschodzie widzą, iż Polacy w tych krajach mają tylko deklaratywne poparcie swojego rządu, a nie rzeczywiste. Dlatego pozwalają sobie na wymuszaną asymilację naszych rodaków. 

Przykład pragmatycznej i stanowczej polityki Węgrów w stosunku do Ukrainy jest dobrą wskazówką jak powinna wyglądać polska polityka wschodnia w obronie polskiej mniejszości. Zasadnicze pytanie, które powinniśmy sobie postawić to: co jest ważniejsze demokracja czy los Polaków na Białorusi? Znając życie demokracja kiedyś i tam przyjdzie, ale może już nie być tam Polaków!

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ