Niemcy – opcja (bez)atomowa

W 2020 roku Niemcy pozyskały 64,3 TWh energii z elektrowni atomowych, które są wielokrotnie wydajniejszym źródłem energii niż OZE. Pomimo tego do końca przyszłego roku Berlin planuje zupełnie wycofać się z atomu, a co gorsza chce szantażem zmusić do tego inne państwa UE, w tym Polskę. To posunięcie będzie mieć niezwykle groźne dla bezpieczeństwa Europy konsekwencje polityczne.

Nieuważny obserwator mógłby dojść do wniosku, że Niemcy po prostu narzucają Europie swoje fobie i chcą grać pierwsze skrzypce w ideologicznym pędzie ku zielonej energii. Jednak już Nord Stream I i Nord Stream II pokazały, czym tak naprawdę jest w ich wydaniu narzędzie zwane „solidarnością europejską”. Jest to rozszerzony projekt Mitteleuropy, którego co gorsza aktywnym współtwórcą jest putinowska Rosja.

Obecnie Niemcy ok. 12% swojego miksu energetycznego zawdzięczają energii atomowej. Tegoroczne wzrosty cen gazu ziemnego oraz słaba wydajność energii wiatrowej i paneli słonecznych spowodowana warunkami pogodowymi sprawiły, że nastąpił tam powrót do paliw kopalnych, przede wszystkim do węgla kamiennego i brunatnego. Stąd zaniepokojenie części niemieckich ekologów oraz intelektualistów. Ci ostatni 13 października opublikowali nawet w Die Welt list otwarty wzywający do pozostania przy atomie, który jako jedyny pozwoli na realizację do 2030 roku celu redukcji emisji dwutlenku węgla o 65%.

List zbiegł się w czasie z apelem 10 państw europejskich powstałym z inicjatywy Francji, będącym wołaniem o utrzymanie energetyki jądrowej wśród niskoemisyjnych źródeł energii. Sygnatariusze chcą też wpisania atomu do listy technologii, które mogą ubiegać się o wsparcie z funduszy unijnych (a tym samym do tzw. taksonomii unijnej, czyli agendy inwestycyjnej UE). Oprócz Polski i Francji stanowisko to zajęły m. in. Czechy, Rumunia i Chorwacja.

Tymczasem Berlin już w pierwszym kwartale tego roku oficjalnie zapowiedział walkę z energią atomową w Europie. Taką wymowę miał wydany 11 marca dokument pt. „12 punktów ku ukończeniu denuklearyzacji – stanowisko Federalnego Ministerstwa Środowiska”, zwłaszcza jego 5. punkt, mówiący o szkodliwości energii atomowej i jej niezgodności z celami UE. Oświadczenie to oczywiście nie straciło od tego czasu na znaczeniu, pomimo że w Niemczech doszło przecież do wyborów parlamentarnych i obecnie toczy się tam rozgrywka o nominację kandydata na urząd kanclerski.

Ostatnie kilkanaście lat to forsowanie przez Niemcy m. in. projektów Nord Stream I i Nord Stream II, a nowa polityka energetyczna Niemiec (tzw. Energiewende), jako całość to proces wobec tego komplementarny. Będzie on służył do sprzedawania niemieckich technologii pozyskiwania energii z OZE i pośrednictwa w dystrybucji rosyjskiego gazu, czyli paliwa będącego stabilizatorem w przypadku nieodpowiednich warunków pogodowych. Rosja zresztą angażuje się w to przedsięwzięcie głównie z powodów geopolitycznych.

Już teraz widać, w jaki sposób sztucznie zawyża ceny gazu ziemnego w Europie, znacznie ograniczając jego podaż i czekając na uruchomienie drugiej nitki gazociągu północnego. Niemcy natomiast są hipokrytami, którzy jeszcze przez niemal 20 lat po likwidacji elektrowni atomowych będą posiłkowali się węglem, w tym także węglem brunatnym. Są jednak tak zdeterminowani, że są gotowi atakować nawet Holendrów, którzy mając jedną działającą elektrownię atomową zamierzają zbudować dalszych dziesięć.

Także przeciwko naszym planom zbudowania sześciu bloków atomowych formułowane są ostre komunikaty, a co ciekawe, podobnie jak w przypadku Holandii najwięcej do powiedzenia mają tutaj władze krajów związkowych. Ostatnim atakiem Niemiec na polski atom były słowa premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Manueli Schwesig z SPD (znanej promotorki Nord Stream II). Wykazała ona niezmierną butę domagając się od rządu niemieckiego dopilnowania, aby polskie projekty atomowe nie zostały zrealizowane.

Wobec wiszącego nad nami pakietu Fit for 55 i innych pomysłów ludzi pokroju Fransa Timmermansa, brak energii pozyskiwanej z atomu postawi bezpieczeństwo energetyczne Polski pod ogromnym znakiem zapytania.

źródło fot. unsplash.com

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ