Moda na sukces (lombardów i deweloperów)

Polacy ruszyli na zakupy. Ustało już poczucie szoku jakie zostało wywołane z początkiem marca zeszłego roku. Problem polega na tym, że znów wzrasta wolumen długów, jakie zaciągamy. Według oceny Polskiego Instytutu Ekonomicznego po wygaśnięciu epidemii ogólne zadłużenie polskich gospodarstw domowych może radykalnie wzrosnąć w stosunku do 2019 roku.

Powodem może być zwiększona chęć konsumpcji bądź inwestycji przy lewarowaniu się kredytem albo sytuacja życiowa, która wymusza zaciąganie kolejnych zobowiązań finansowych. Według PIE zwłaszcza w tym drugim wypadku zwiastuje to niepokojący rozrost branży lombardowej i instytucji udzielających chwilowych pożyczek na lichwiarski procent.

Kiedy epidemia koronawirusa zawitała do Polski, wielu z nas dwa razy oglądało każdą wydawaną złotówkę. Głównymi czynnikami decydującymi o naszych wydatkach były wtedy niepewność co do sytuacji gospodarczej i strach przed kryzysem finansowym. Ten okres jednak już się zakończył i konsumpcja znów ruszyła. Możemy się o tym przekonać śledząc najnowsze dane dotyczące inflacji CPI (realny poziom inflacji jest na pewno o kilka punktów procentowych wyższy), która wzrasta wraz ze zwiększeniem natężenia obrotu pieniądza.

Polacy zaczęli więc pozbywać się gotówki. Obecne warunki ekonomiczne premiują przejadanie swoich oszczędności oraz zaciąganie kredytów, co uderza przede wszystkim w klasę średnią, małych i średnich przedsiębiorców. Pieniądz jest naprawdę tani, przede wszystkim za sprawą rekordowo niskich stóp procentowych i dzięki innym działaniom, których skutkiem ubocznym jest zwiększony poziom inflacji.

Do najpopularniejszych inwestycji należą nieruchomości – przede wszystkim mieszkania. Wbrew oczekiwaniom ceny mieszkań w największych miastach osiągnęły już poziom bańki spekulacyjnej i to pomimo lockdownów, braku potencjalnych najemców spowodowanego zamknięciem uniwersytetów, a także mniejszej liczby imigrantów, pochodzących głównie z Ukrainy. Dzieje się tak dlatego że dla wielu nieruchomość gruntowa lub mieszkanie to dalej synonim dobrej inwestycji, na której nie można stracić. Pomimo że rentowność mieszkań na wynajem w ciągu ostatnich kilku lat znacznie spadła, Polacy i tak nie są skłonni do łatwej rezygnacji z inwestycyjnych przyzwyczajeń. Dodatkowo niskie stopy procentowe generują zwiększony popyt na mieszkania, a co za tym idzie ich cena wciąż drastycznie rośnie. Niezdrowa sytuacja w postaci zbyt niskich stóp procentowych jest zjawiskiem zdecydowanie proinflacyjnym.

Eksperci zwracają uwagę na to, że stopy procentowe kiedyś wzrosną i może to być ogromny cios dla kredytobiorców. Podobnie jak dla frankowiczów druzgocący był ponad dwukrotny wzrost ceny szwajcarskiej waluty w latach 2008-2011 i jej późniejsze fluktuacje. Dla biorących kredyty złotówkowe również nieprzyjemnym „zaskoczeniem” może okazać się ucieczka stóp procentowych z ich sztucznie obniżonych wartości do góry. Stanowi to ryzyko nie tylko dla spłacających kredyty, ale i dla funkcjonowania systemu bankowego.

Wystarczy wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, że w ciągu kilku miesięcy za sprawą podwyższenia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej wysokość raty kredytu hipotecznego wzrośnie nam z 2000-2500 zł do 3500-4000 zł. Takie pomysły rządu jak wprowadzenie bonu mieszkaniowego (dopłaty nawet do 100 000 na zamianę mieszkania na większe) spowodują tylko zwiększenie bańki spekulacyjnej a tym samym dalsze utrudnienia dla osób chcących kupić swoje pierwsze mieszkanie. Będą jednak niewątpliwie bardzo korzystne dla firm deweloperskich.

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ