Jaki los czeka naszą wodną armię?

Stan polskiej Marynarki Wojennej, jak podkreślają eksperci jest tragiczny. Nadal większość okrętów tworzących krajową flotyllę obejmuje stare jednostki. Budowa nowych jest bardzo czasochłonna, a staje się czasem wręcz nieopłacalna. Czy nasza flotylla to w nieodległej przyszłości tylko wodny tabor lawet NATO?

Współczesne wyzwania polskiej Marynarki Wojennej

Najlepszym przykładem jest słynny już, bo trwający aż 18 lat proces budowy wielozadaniowej korwety „Ślązak” (pierwotnie pod nazwą „Gawron”). Ostatecznie została zwodowana jako patrolowiec. Podczas jego budowy przepłacono ostatecznie ok. 600 mln złotych. Opinia publiczna coraz częściej też otrzymuje informacje o nieprawidłowościach i korupcji w trakcie procedur przetargowych na budowę nowych okrętów.

Brak spójnej wizji odbudowy floty przeraża. Państwo polskie staje się bezbronne na swoich własnych wodach, ale również nie jest w stanie wypełniać zadań wynikających chociażby z zaciągniętych zobowiązań międzynarodowych w ramach struktur NATO. 

O możliwościach każdej marynarki decydują przede wszystkim okręty uderzeniowe o dużej sile ognia. W Polsce ten rodzaj sił zbrojnych jest wciąż niedoinwestowany. Co więcej, tylko od momentu przyjęcia Polski do struktur obronnych NATO do roku 2013 zasoby sprzętowe i osobowe marynarki drastycznie się zmniejszyły. Według informacji Ministerstwa Obrony Narodowej, aktualnie polskie siły morskie dysponują 35 okrętami, w tym 7 uderzeniowymi, 26 jednostkami pomocniczymi i 21 bazowymi środkami pływającymi. 

16 marca 2021 r. Sejmowa Komisja Obrony przyjęła informację MON na temat stanu Marynarki Wojennej, jej zdolności do wykonywania zadań oraz planowanej modernizacji technicznej. Przedstawiciele MON, Biura Bezpieczeństwa Narodowego i wojska opowiedzieli się za budową fregat jako jednostek odpowiadających potrzebom obrony terytorium i zapewnienia bezpieczeństwa transportu morskiego i współpracy sojuszniczej. Z analizy Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego RP przygotowanej w 2017 r. przez BBN wynika, że nowobudowane okręty powinny być kompatybilne z systemem obrony powietrznej.

Według deklaracji wiceministra MON Wojciecha Skurkiewicza, do 2035 r. na okręty i jednostki wsparcia zostanie przeznaczonych 60 mld zł. Niestety jednocześnie informacja polityka o przekazaniu ostatnio MW 5 holowników (a w tym miesiącu 6), w kontekście określenia celu planowania programowania rozwoju tego rodzaju sił zbrojnych, jako tworzenia „zdolności  do udzielania pomocy sojusznikom i partnerom”, może budzić uzasadniony niepokój.  Zwodowanie tak dużej liczby holowników w niedługim odstępie czasu (lata 2020-2021) jest pokłosiem realizacji zawartej 19 czerwca 2017 r. między Inspektoratem Uzbrojenia a Stocznią Remontową Shipbuilding S.A. umowy na budowę  właśnie 6 holowników typu B860. Wartość zawartego wtedy kontraktu to 283,5 mln zł.

Jednostki tego typu przeznaczone są do: 

  • zabezpieczenia bojowego, 
  • wsparcia logistycznego na morzu i w portach, 
  • wykonywania działań związanych z ewakuacją techniczną, 
  • wsparcia akcji ratowniczych, 
  • transportu osób i zaopatrzenia, 
  • neutralizacji zanieczyszczeń, 
  • podejmowania z wody materiałów niebezpiecznych. 

Biorąc pod uwagę obecny, opłakany stan polskiej floty można mieć wątpliwości co ewentualnie będą transportować i holować w niedalekiej przyszłości nasze nowoczesne holowniki? Oby w obliczu kolejnych przesunięć terminów oddania do użytku nowych okrętów bojowych, polska Marynarka Wojenna nie stała się „lawetą NATO”, zamiast walczyć w razie zagrożenia w obronie własnego kraju.

Pozostaje tylko trzymać mocno kciuki za powodzenie strategii odtworzenia realnej mocy bojowej polskiej marynarki i już na wskroś nowoczesnej a nie bazującej, jak dotychczas, na pływającym demobilu.

Fot. facebook.com/marynarkawojennaRP

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ