Była grypa, nie ma grypy

Współczesna medycyna ostatnich lat, zwłaszcza ta telewizyjna, przyniosła kilka nowych jednostek chorobowych, które łatwo poddają się leczeniu. Są więc – syndrom niespokojnych nóg, kaszel palacza i kserotomia (suchość w ustach). 

Nie wiem, czy na te choroby zapada ktoś poza aktorami w reklamach telewizyjnych – natomiast może się okazać, że do tej listy wkrótce dołączy grypa. Okazuje się, że choroba, która dotychczas w sezonie jesienno-zimowym, dosłownie dziesiątkowała biura i klasy szkolne – nagle zniknęła.

Statystyki zachorowań

Wg badań przeprowadzonych przez rządową agencję Public Health England, globalna liczba zachorowań na grypę w 2020 roku spadła o 98 proc., w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. To trend ogólnoświatowy. 

Z danych WHO wynika, że:

  • w Australii w kwietniu odnotowano zaledwie 14 przypadków grypy, w tym samym miesiącu 2019 roku było ich 367. To spadek o 96 proc. zachorowań. Zarówno w czerwcu, jak i w lipcu, Australia nie zgłosiła WHO żadnego pozytywnego przypadku infekcji wirusem grypy.
  • to samo Chile – od kwietnia do października wykryto tylko 12 przypadków grypy. W analogicznym okresie zeszłego roku zachorowań było niemal 7 tys.
  • w Republice Południowej Afryki, na początku sezonu wykryto tylko dwa przypadki grypy, w ciągu następnego miesiąca liczba spadła do zera. W porównaniu z zeszłym rokiem, to o 99 proc. mniej zachorowań.

Sytuacja w Polsce 

Teoretycznie – jesteśmy właśnie „w szczycie” zachorowań.

 -W okresie od 16 do 22 stycznia 2021 r. zarejestrowano w Polsce ogółem 30.537 zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę. Średnia dzienna zapadalność wynosiła 11,4 na 100 tys. ludności. – Zgonów z powodu grypy nie odnotowano. 

-W analogicznym okresie od 16 do 22 stycznia 2018 r. zarejestrowano w Polsce ogółem 162.975 zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę. Średnia dzienna zapadalność wynosiła 60,60 na 100 tys. ludności. Zgonów również nie odnotowano.

-W analogicznym okresie od 16 do 22 stycznia 2019 r. zarejestrowano w Polsce ogółem 158.756 zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę. Średnia dzienna zapadalność wynosiła 59,04 na 100 tys. ludności. Brak zgonów.

– W analogicznym okresie od 16 do 22 stycznia 2020 r. zarejestrowano w Polsce ogółem 127.696 zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę. Średnia dzienna zapadalność wynosiła 47,52 na 100 tys. ludności. Odnotowano 2 zgony.

Dane pochodzą ze strony ZAKŁADU EPIDEMIOLOGII CHORÓB ZAKAŹNYCH I NADZORU Pracowni Monitorowania i Analizy Sytuacji Epidemiologicznej. 

Porównując ze sobą analogiczne okresy roku 2021 i 2020 – odnotowujemy spadek zachorowań o ok 76%. Porównanie do lat poprzednich – to nawet 80%.

Czy Covid-19 „wyleczył” grypę?

Jest kilka teorii dotyczących tego faktu. Niektóre spiskowe, inne próbujące wyjaśnić zjawisko w sposób medyczny. Teorie spiskowe mówią o tym, że większość osób chorych na koronawirusa – to właśnie pacjenci z grypą. Ten argument jest dość łatwy do obalenia – w końcu – COVID-19 jest potwierdzany testami, które SARS-CoV-2, określają w sposób bezdyskusyjny. 

Funkcjonuje również opinia, że koronawirus jako tzw. pasożyt komórkowy w organizmie nie dopuszcza, aby zagnieździł się w nim jakiś konkurent. Stąd teoria, że wirus grypy, do organizmu chorego na COVID-19 już się nie przebije. Prawdopodobnie w każdej wersji może znajdować się ziarno prawdy, a jest ona taka, że COVID-19, pomimo, że jest już z nami rok – nadal stanowi dla medycyny ogromną zagadkę. 

Możemy spekulować i domniemywać, ale minie wiele lat, zanim naukowcy i medycy będą mogli odpowiedzieć sobie i nam na wszystkie pytania.

Najbardziej prawdopodobną wersją, która potwierdza „zniknięcie” grypy jest profilaktyka COVID-19. Powtarzane do znudzenia: dystans, dezynfekcja, izolacja, higiena, a także maseczki, płatności bezgotówkowe itp… zrobiły dobrą robotę również w profilaktyce grypy. 

Oczywiście mycie rąk, czy unikanie skupisk ludzkich podczas choroby, było praktykowane również przed epidemią koronawirusa, ale należy oddać sprawiedliwość i potwierdzić, że nikt nie chodził w maseczkach, rękawiczkach i nie dezynfekował rąk czy powierzchni w pracy. 

To samo dotyczy witania się, ściskania się czy całowania przy okazji spotkania. Jakkolwiek możemy narzekać na dystans międzyludzki, to chyba właśnie nowe nawyki przeniosły grypę do lamusa (przynajmniej na razie). 

Czy to właśnie jest remedium na choroby wirusowe? Po tym jak wreszcie szczęśliwie i bez żalu pożegnamy COVID-19 – należy, przynajmniej w okresach jesiennych i zimowych – wracać do nawyków pandemicznych? Być może tak – tylko kto dziś zdobędzie się na odwagę i zaproponuje to głośno?

OBSERWUJEMY RÓWNIEŻ