„ZAWOŁANI PO IMIENIU” – dlaczego musimy pamiętać?

Instytut Pileckiego istnieje od 3 lat. Jest przede wszystkim ośrodkiem naukowo-badawczym. Pełni też funkcję strażnika pamięci, którego zadaniem jest upamiętnienie i uhonorowanie osób zasłużonych dla Narodu Polskiego. To instytucja szczególna, której szczerze kibicuję od momentu powstania i z wielkim podziwem patrzę na realizowane pod ich szyldem projekty.

Problem z pamięcią jest taki, że o heroicznych czynach i bohaterskich zrywach zwykłych ludzi – często wie małe grono osób: najbliższa rodzina, sąsiedzi, kilkoro znajomych. Pamięć o nich jest pielęgnowana w małych społecznościach – a przecież zasługują na więcej. Jak argumentował podczas otwarcia oddziału Instytutu w Berlinie minister kultury i dziedzictwa narodowego:

Niestety, na świecie niewiele wiadomo nie tylko o rotmistrzu Pileckim, lecz w ogóle o polskich, absolutnie wyjątkowych, doświadczeniach czasu II wojny światowej. Ma to znaczenie dla współczesności, bo dziedzictwo tej wojny do dzisiaj wpływa na kształt, charakter oraz problemy naszej wspólnoty narodowej, a także pozycję Polski na świecie”.

prof. Piotr Gliński

O jednym z projektów Instytutu – „Zawołani po imieniu”, rozmawiam z Michałem Kosiorkiem koordynatorem projektu.

A.D. Izraelski instytut Yad Vashem, to naturalne skojarzenie z Państwa działalnością. Mam tu na myśli Medale Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Czym różnią się oba projekty?

M.K. Choć porównanie założeń projektu „Zawołani po imieniu” do działań Yad Vashem wydaje się zrozumiałe, trzeba pamiętać o tym, że te dwie inicjatywy zasadniczo się od siebie różnią. Mimo, że Polacy stanowią w gronie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata najliczniejszą grupę, w wielu przypadkach przyznanie Medalu Instytutu Yad Vashem nie było możliwe ze względu na brak świadectw i relacji ratowanych Żydów. Mówimy tu o niezliczonych przypadkach, gdy zarówno prześladowani jak i ofiarujący pomoc ginęli z rąk Niemców w tym samym momencie.

W ramach projektu „Zawołani po imieniu” koncentrujemy się właśnie na tej grupie, która nie została wcześniej w jakikolwiek sposób uhonorowana, a ich przejmujące historie skazane zostały na zapomnienie.

Nie można też zapominać o tym, że „Sprawiedliwi” to tytuł nadawany przez państwo Izrael. Państwo polskie także ma wobec tych bohaterów obowiązek wdzięczności, uhonorowania ich postawy.

A.D. Czy zdarza się, że zgłaszają się do Państwa rodziny anonimowych bohaterów, lub osoby, które pozyskały wiedzę o takich ludziach? (Czy zabiegacie o takie informacje, czy wolicie samodzielnie docierać do wydarzeń?)

M.K. Prowadzimy własne badania, w archiwach polskich i zagranicznych, natomiast każde zgłoszenie z zewnątrz jest dla nas niezwykle ważne i cenne. Pamiętajmy, że mówimy o wydarzeniach, które miały miejsce ponad 75 lat temu. Wśród nas pozostali już tylko nieliczni świadkowie, a czas nie działa na naszą korzyść. Kilka dni temu odszedł od nas Pan Konstanty Budziszewski, który przez wiele lat dążył do tego, aby uhonorować pamięć o jego bracie Wacławie. W czasie okupacji niemieckiej Pan Wacław Budziszewski wraz z rodziną udzielił schronienia potrzebującym Żydom, za co trafił do obozu koncentracyjnego Stutthof, gdzie został zamęczony w kwietniu 1943 roku. Uroczystość, podczas której „zawołaliśmy po imieniu” Pana Wacława udało się zorganizować w miejscowości Nur we wrześniu 2019. Jak widać to jest naprawdę ostatni moment, aby zadbać o pamięć o ludziach, których imiona przez dekady pozostawały niewypowiedziane.

Nieprzypadkowo dewizą projektu stał się fragment wiersza Zbigniewa Herberta „musimy zatem wiedzieć / policzyć dokładnie / zawołać po imieniu / opatrzyć na drogę”. W tym fragmencie zawiera się sens naszych działań i zasadnicze etapy projektu. Organizację uroczystego upamiętnienia poprzedzają skrupulatne prace badawcze i kwerendy naukowe w celu potwierdzenia faktów i przebiegu wydarzeń sprzed lat.

Następnie pukamy do drzwi rodzin, wśród których przez lata „przechowywane” były historie ich ojców czy dziadków, którzy podczas wojennego piekła wyciągnęli pomocną dłoń do potrzebującego. Nawiązujemy relacje, często przełamujemy zrozumiałą nieufność, poznajemy szczegóły z przeszłości, których próżno szukać w archiwach. I wreszcie przychodzi dzień uroczystego odsłonięcia tablicy pamiątkowej, kiedy te, dotychczas prywatne, historie, stają się rzeczą wspólną, elementem naszej zbiorowej pamięci.



A.D. Kiedy przeglądam zdjęcia czy relacje z uroczystości na miejscu – mam tu na myśli wydarzenia w niewielkich często miejscowościach: Czyżew, Marki, Tworki, Sterdyń – bije z nich wielka duma i emocje. Jak to wygląda „od kuchni”? Czy gromadzą się mieszkańcy i biorą aktywny udział w tym święcie? Czy jest to raczej święto konkretnej rodziny a pozostali nie chcą już wracać do bolesnych wspomnień?

M.K. Tak jak wspomniałem każdorazowo upamiętnienie staje się wydarzeniem publicznym, któremu za każdym razem nadajemy odpowiednią rangę, nagłaśniamy medialnie. Oprócz rodzin, które na ten dzień czekały dziesiątki lat, obecni są przedstawiciele rządu i samorządu lokalnego, reprezentanci stowarzyszeń kombatanckich, uczniowie okolicznych szkół, żołnierze, ale także licznie zgromadzona społeczność lokalna. To dla nich ważny moment. To symboliczne dopełnienie tragicznych wydarzeń, które miały miejsce w ich lokalnej społeczności w czasie wojny.

Kamień z pamiątkową tablicą usytuowany często w centralnym punkcie miejscowości od tego momentu staje się też elementem wspólnej troski o pamięć. Miejscem, o które się dba, pod który przyprowadza się wnuki, od którego nauczyciele mogą rozpocząć lekcję historii o lokalnym wymiarze wojny i bohaterach, którzy mieszkali za przysłowiowym „rogiem”.

A.D Jakie działania w ramach projektu zamierzacie Państwo rozwijać w przyszłości?

Oczywiście, nasze zaangażowanie nie kończy się wraz z organizacją uroczystego upamiętnienia. Staramy się podtrzymywać bieżący kontakt z rodzinami, otaczać ich opieką oraz integrować całą społeczność organizując coroczny zjazd rodzin „Zawołanych po imieniu”. Ponadtozachęcamy lokalne społeczności do aktywnego włączenia się w popularyzację ich lokalnych historii.  Organizujemy spotkania ze świadkami historii, a dla uczniów – warsztaty edukacyjne. Mam nadzieję, że już wkrótce, gdy skończy się pandemia, będziemy mogli wrócić do tych inicjatyw. Tymczasem do odkrycia jeszcze wiele nieznanych kart okupacyjnej historii. W Instytucie Pileckiego badane są już kolejne losy niezwykłych Polaków, którzy w przyszłym roku zostaną zawołani po imieniu.

Rozmawiała Aneta Dmowska

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy