Utopijna wizja rynku pracy w projekcie unijnej dyrektywy

Chodzi o godziwe wynagrodzenia wszystkich pracownikom na terenie Unii Europejskiej. Czy w ogóle jest to możliwe do osiągnięcia? Niestety treść dyrektywy tego nie wyjaśnia. Uwagę przykuwa natomiast wątpliwe uzasadnienie projektu.

Jest projekt

Nowe przepisy o pensji minimalnej nie wpłyną na sytuację zatrudnionych w Polsce.Wbrew fałszywym sygnałom przedstawianym w różnych mediach, nie czeka nas zrównywanie poziomu pensji z tymi wypłacanymi w Euro.

Sama treść projektu nie powinna budzić specjalnych kontrowersji. W założeniach dyrektywa ma pozostawiać państwom członkowskim autonomię w zakresie ustalania wysokości pensji podstawowej. Autorzy projektu wzięli pod uwagę różnorodne tempo rozwoju państw członkowskich, specyfikę gospodarczą czy fakt, że nie wszystkie z nich są członkami unii walutowej.

Rodzi to jednak pytanie, po co w takim razie dyrektywa w ogólne powstaje?

Uzasadnienie

Przewodnicząca Komisji Europejskiej – Ursula von der Leyen mówiąc o dyrektywie nawiązywała do trudnej sytuacji wywołanej kryzysem. Niestety w swoich wypowiedziach ograniczała się do pustych, populistycznych haseł.

Truizmem jest bowiem to, że każdy człowiek zasługuje na godne życie. Niestety Przewodnicząca Komisji nie wyjaśnia w jaki sposób to osiągnąć, tym bardziej jeżeli chce ona pozostawić pełną swobodę ustalania tego poziomu państwom członkowskim. Biorąc pod uwagę treść dyrektywy, założenia te są jedynie pobożnym życzeniem.

„Dzisiejsza propozycja odpowiedniej płacy minimalnej jest ważnym sygnałem, że także w czasach kryzysu godność pracy musi być święta. Widzieliśmy, że dla zbyt wielu ludzi praca już się nie opłaca. Pracownicy powinni mieć dostęp do odpowiedniej płacy minimalnej i przyzwoitego poziomu życia. To, co dzisiaj proponujemy, to ramy dla płacy minimalnej, przy pełnym poszanowaniu tradycji narodowych i wolności partnerów społecznych. Poprawa warunków pracy i życia nie tylko ochroni naszych pracowników, ale także pracodawców, którzy płacą przyzwoite pensje i stworzy podstawę dla sprawiedliwego, integracyjnego i trwałego powrotu do zdrowia” – tak o projekcie mówi Ursula von der Leyen.

Tym bardziej na negatywną ocenę zasługuje uzasadnienie projektu, które oprócz podobnej retoryki zawiera również wiele błędów logicznych. Niezależnie natomiast od tego czy jesteśmy zwolennikami, czy przeciwnikami pensji minimalnych- trudno jest bronić twierdzeń tam zawartych. We fragmencie uzasadnienia do projektu czytamy:

“Ustalone na odpowiednim poziomie pensje minimalne nie tylko mają pozytywny wpływ społeczny, ale także przynoszą szersze korzyści ekonomiczne, ponieważ zmniejszają nierówności płac, pomagają utrzymać popyt krajowy i wzmacniają zachęty do pracy. Odpowiednie płace minimalne mogą również pomóc w zmniejszeniu różnicy w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, ponieważ więcej kobiet niż mężczyzn zarabia minimalną płacę. Pomaga to również chronić pracodawców, którzy płacą pracownikom godziwe wynagrodzenie, zapewniając uczciwą konkurencję.”

W założeniu teoretycznym ustanowienie pensji minimalnej ma jeden konkretny cel w postaci zabezpieczenia interesów osób najsłabszych na rynku pracy (np. młodych, ludzi bez doświadczenia). Wycena wartości pracy ta ma wyznaczyć poziom wynagrodzenia pozwalającego zaspokoić podstawowe potrzeby każdego człowieka.

Polskie realia

Obecnie w Polsce pensja minimalna wynosi 2600 zł brutto. Przykładowo dana osoba, po pierwszym roku pracy, na niskim szczeblu swojej kariery będzie dzisiaj zarabiać nieco więcej np. 3000 zł brutto. Jeżeli pracodawca dostosuje się do nowych wyższych pensji minimalnych, to z całą pewnością nie pociągnie to za sobą podwyżek w stosunku do pozostałych pracowników.

Wbrew hasłu “zmniejszania nierówności płac” działanie takie będą krzywdzące dla pracownika, który już od jakiegoś czasu rozwijał swoje umiejętności. Jego wysiłek zostanie pominięty, a wartość pracy zrównana z wartością pracownika początkującego i niewykwalifikowanego.

Wbrew deklaracji projektodawców dyrektywy, zrównywanie różnicy wynagrodzeń nie przysłuży się równemu traktowaniu i zachęcie do pracy.

A jak będzie w praktyce?

Chociaż samo utrzymywanie pensji minimalnej ma teoretycznie jakiś sens, to globalne jej podwyższanie wcale nie doprowadzi do tego, że pracownikom będzie się żyło lepiej.

Zmuszanie pracodawców do podnoszenia pensji wszystkim niezależnie od ich kwalifikacji minie się z założonym celem, spowoduje wzrost cen usług i produktów a w dłużej perspektywie przyczyni się do wzrostu inflacji.

Wątpliwe są także pozostałe korzyści ekonomiczne, o których mowa w uzasadnieniu. Zmniejszanie nierówności płac wcale nie wzmacnia zachęty do pracy, a wywiera efekt odwrotny.

Jeżeli pensja minimalna zostanie podniesiona (zwłaszcza biorąc pod uwagę obecny kryzys), to koszt utrzymania pracownika przez pracodawcę może okazać się zbyt wysoki. W takiej sytuacji przedsiębiorca dla ratowania swojego biznesu będzie zmuszony do rozwiązania umowy. Zamiast masowego podnoszenia pensji wywoła to nagły wzrost bezrobocia.

Zakładane przez projektodawcę cele i utopijna wizja rynku pracy przedstawiona w uzasadnieniu projektu jest po prostu niemożliwa do osiągniecia przez zastosowanie prezentowanych mechanizmów. Przedstawione argumenty charakteryzują się całkowitym brakiem zrozumienia praw rządzących rynkiem, a ich stosowanie w dobie kryzysu przyniesie rezultat całkowicie odwrotny od zakładanego.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy