Zielony ład w Europie a nasze bezpieczeństwo

Jednym z istotnych punktów tzw. Zielonego Ładu w Unii Europejskiej ma być odejście od produkcji i dopuszczenia do ruchu aut z silnikami spalinowymi. W ramach jednego z pakietów „Fit for 55” do 2030 roku emisja CO 2 samochodów osobowych ma spaść o 55%, a w przypadku dostawczych o 50% w porównaniu do roku 2021. Obecnie przy sprzedaży nowych pojazdów obowiązuje norma EURO 6, a w 2025 roku ma wejść norma EURO 7. Zakłada się, że po 2035 roku w UE nie kupimy w salonie auta z silnikiem spalinowym.

W tej całej gonitwie do „zielonego ładu” w Europie zapominamy o jednej z najbardziej egzystencjonalnych spraw – a mianowicie – o bezpieczeństwie. Generalnie biegniemy na skróty do celu, którym ma być harmonia przyrody i człowieka jako przedmiotu w Europie, tak jakbyśmy byli samotną wyspą odciętą od świata. Tak jednak nie jest. Zielony ład w Europie wschodniej oraz Azji będzie wprowadzany stopniowo, a motywatorem w tym względzie nie będzie klimat a interesy gospodarcze i polityczne poszczególnych państw. Europa będzie coraz droższa i coraz atrakcyjniejsza dla nielegalnych imigrantów. Po prostu dobre życie na kredyt dla imigrantów.

Jednakże elementem, który powinien w tym wszystkim budzić obawy jest bezpieczeństwo! A powinna na pierwszym miejscu być tu gospodarka. Koncepcja „zielonego ładu” zakłada uzależnienie całego systemu obiegu łańcucha dostaw i komunikacji głównie od energii elektrycznej. Czy to kolej, czy też komunikacja i systemy dostaw będą one zależne od jednego czynnika, czyli od możliwości sprawnego i szybkiego uzupełnienia stanu baterii w danych pojazdach. Jeżeli do tego dołożymy wzrastającą cyfryzację naszego życia domowego i zawodowego, coraz większe uzależnienie od sieci i elektroniki uderzenie w źródła ich powstawania może spowodować absolutną dezintegrację życia społecznego, zawodowego.  Żeby nie rzec egzystencjalnego. 

Czy ktoś dzisiaj może sobie wyobrazić stan, w którym po dwóch dniach nie działa samochód, komunikacja zbiorowa, system bankomatowy, jakakolwiek łączność, lodówki, windy itd.? Jedną z zasad międzynarodowych stosunków politycznych jest rywalizacji, a nawet wojny. Jeżeli ktoś dzisiaj zakłada, że za dwadzieścia-trzydzieści lat wojny w Europie będą czymś abstrakcyjnym to oznacza, iż realnie nie rozumie cyklu egzystencji ludzi na ziemi od tysięcy lat.

Wojny nie muszą być wynikiem żądzy zysku, egoizmu czy też plemiennych chęci dominacji. One mogą wynikać np. z kurczenia się obszarów dogodnych do życia wskutek ocieplenia klimatu, czy też wzrastających w siłę w danym czasie prądów religijnych. Mogą mieć swoje źródła w obszarach, które trudno nam teraz dokładnie zdefiniować.  

Dzisiaj, aby zaatakować w Europie jakieś państwo robi się to albo poprzez czynniki polityczno-gospodarcze wspomagane działaniami w sferze informacyjnej (soft power) albo poprzez punktowe lub przestrzenne uderzenie jądrowe lub z wykorzystaniem dużych zgrupowań wojsk (hard power).

Strategia ich zastosowania to już kwestia sztuki strategicznej i operacyjnej. To, że w Europie ciągle modernizuje się armie, systemy odporności na zewnętrzne agresje, wzmacnia się bloki militarne tylko świadczy o tym, że dla wielu polityków i wojskowych realne zagrożenia nadal istnieją i istnieć będą.

Dlaczego więc u polityków trzymających ster Unii Europejskiej następuje takie jednowymiarowe zaczadzenie ekologią, które zastępuje tradycyjne dbanie o ochronę przyrody? W życiu narodów i państw zawsze trwał balans między egzystencją, czerpaniem dóbr z przyrody i myśleniem o następnych pokoleniach. Każdy normalny człowiek mający dzieci i wnuki tworzy i pracuje z myślą o następnych pokoleniach. Dziś przy upadku w Europie wartości rodzinnych, bardziej się dba o teraźniejsze czerpanie przyjemności z życia, a w sferze ideologii odnosi się do wrażliwości w stosunku przyrody i zwierząt. Tworzenie bezpiecznej i dostatniej przyszłości dla następnych pokoleń nie jest już zasadniczym celem.

Pół biedy, gdyby tak myślała cała społeczność świata. Jednak większość populacji świata (i to ciągle zwiększająca się) ma inne priorytety cywilizacyjne wspierane przez dominujące prądy religijne. Przy widocznym osłabianiu wpływów i potęgi USA w świecie, proces westernizacji świata nie tylko został zatrzymany, ale przeżywa wprost regres. Życie nie znosi pustki i te społeczeństwa, które mają większą dynamikę i bardziej żywotną duchowość będą tak jak przed wiekami w upadającym Cesarstwie Rzymskim dominowały i podporządkowywały sobie te grupy, które żyją w oderwaniu od pragmatyzmu życia.

To właśnie rezygnacja z silnika spalinowego może być symbolem nie wznoszenia się na wyżyny technologii i coraz większej symbiozy życia z przyrodą, a właśnie stworzenia systemu, gdzie nie poprzez podboje a poprzez możliwość kontroli, przejęcia lub zniszczenia źródeł energii możliwe będzie zdobycie państw i podporzadkowanie narodów.

Po cóż nam armie, czołgi, transportery wojskowe, jeżeli będą one tylko wyspą spalinową w elektrycznej rzeczywistości? Może czas, aby piechota chodziła piechotą, a kawaleria z opancerzonych samochodów powróciła na konie? To chyba byłoby pewniejsze na palcu boju. Wystarczy zgromadzić odpowiednie zapasy siana zamiast baterii elektrycznych. Należy założyć, że każdy potencjalny przeciwnik nie będzie walczył elektrycznymi czołgami a klasycznymi.

W tym pędzie do „nowoczesności” zawsze musimy mieć na względzie bezpieczeństwo, gdyż wzorując się na mądrości starożytnych należy pamiętać, iż prawo do życia ma tylko to co jest w stanie się obronić. Uzależnienie się od jednego nośnika energii w sposób zagrażający egzystencji nie jest nowoczesnością, a tylko złudnym marzeniem, które w konfrontacji z pragmatyką życia może stać się dogodnym narzędziem podboju i podporzadkowania.

To z czego sami rezygnujemy może być wprowadzone przez zwycięzców jako narzędzie utrzymania naszego podporządkowania. Roztropność we wdrażaniu wszystkiego nakazuje kierowanie się podwyższaniem standardów naszego życia, ale także bezpieczeństwa. Przed wiekami Tomasz Morus napisał dzieło „Utopia”, które miało wyznaczać wiele standardów. Próby jego urzeczywistniania kosztowały życie dziesiątki milionów ludzi.

Oby nowe „utopie” nie kosztowały życia cywilizacji łacińskiej!

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy