USA/Teksas – nowy etap walki o życie nienarodzonych

Miliony obywateli USA wciąż domagają się jak największego ograniczenia liczby wykonywanych aborcji w ich kraju. Na wprowadzenie odpowiednich przepisów powinien już w najbliższych miesiącach zezwolić poszczególnym stanom Sąd Najwyższy. Jego skład został w znacznej mierze zmieniony za kadencji Donald’a Trump’a. Władze niektórych stanów próbują zachęcić sędziów do podjęcia tego kroku. Teksas z kolei uciekł się do niekonwencjonalnego rozwiązania bez oglądania się na interwencję najwyższego szczebla amerykańskiej judykatury.

W ostatnim tygodniu lipca b. r. 13 republikańskich gubernatorów przesłało do Sądu Najwyższego opinię, w której wyrażają sprzeciw wobec dalszego obowiązywania precedensu ustalonego w 1973 roku na kanwie sprawy Roe v. Wade. Zagwarantował on, w nieuprawniony zresztą sposób, pełne konstytucyjne prawo do aborcji w całych Stanach Zjednoczonych, co najmniej w trzech pierwszych miesiącach ciąży. Stanowisko to zostało podtrzymane i rozwinięte w późniejszych orzeczeniach tego sądu.

Jego skutkiem było jak dotąd zabicie w USA kilkudziesięciu milionów nienarodzonych dzieci.

Donald Trump za swojej prezydentury wprowadził do Sądu Najwyższego 3 sędziów: Neila Gorsucha, Bretta Kavanaugha i Amy Coney Barrett. Obecny skład sądu budzi więc nadzieję na odwrócenie tragicznego precedensu Roe v. Wade sprzed 48 lat. Poglądy większości sędziów na stosowanie Konstytucji USA – szacuje się, że jest to 6:3 na korzyść przeciwników „konstytucyjnego prawa do aborcji”.

Można więc spodziewać się przełomowego rozstrzygnięcia, na które czeka wiele milionów Amerykanów. Niezależnie od tego na poziomie stanowym przez cały czas trwa antyaborcyjna ofensywa. Niektóre stany rządzone przez przedstawicieli partii republikańskiej, takie jak Karolina Południowa, Arkansas i Mississipi, już wcześniej uchwaliły akty prawne zmierzające do ograniczenia aborcji. Były one jednak blokowane przez sędziów niższych instancji ze względu na niezgodność z orzecznictwem Sądu Najwyższego (w tym z Roe v. Wade).

Ten przyjął jednak wreszcie do rozpatrzenia kwestię ustawy antyaborcyjnej wydanej przez stan Mississipi w 2018 roku. Postępowanie przed sądem ma się rozpocząć jesienią, a wyrok spodziewany jest najprawdopodobniej w pierwszych miesiącach przyszłego roku. Na pewno będzie o nim bardzo głośno.

W czerwcu gubernator tego stanu Greg Abbott podpisał inną ustawę, całkowicie zakazującą aborcji, jednak jej obowiązywanie także jest uzależnione od odwrócenia precedensu Roe v. Wade. Nie czekając aż to się stanie, Teksas znalazł ciekawe wyjście z tej sytuacji. Tej wyjątkowej ustawie antyaborcyjnej nie sprzeciwił się zresztą Sąd Najwyższy, który odrzucił wniosek organizacji aborcyjnych i odmówił zablokowania teksańskich przepisów.

Tym wyjściem jest Heartbeat Act SB8 („ustawa o biciu serca”). Istotnym novum jeżeli chodzi o tę ustawę w stosunku do dziesiątek jej podobnych jest sposób jej egzekwowania. Otóż to obywatele mają wcielać w życie to prawo, a nie tylko władze stanowe. Dlatego Sąd Najwyższy USA stosunkiem głosów 5:4 nie podjął się rozstrzygnięcia tej sprawy, gdyż sposób regulacji wymyka się spod proaborcyjnej linii orzeczniczej tego sądu formułowanej na przestrzeni ostatnich 50 lat.

W Teksasie zgodnie z nowym prawem inicjatywa jest w rękach obywateli. Od 1 września mogą oni pozywać nawet do kwoty 10 000 dolarów lekarzy i inne osoby zamieszane w aborcję (z wyjątkiem pacjentek). Grzywna ta, co ważne, jest zasądzana w postępowaniu cywilnym, a nie karnym.

Władze stanów, które chcą ograniczyć aborcję, niekoniecznie mają jednak ochotę uciekać się do takich forteli prawnych. Czekają one wciąż na przełomowy wyrok Sądu Najwyższego, który potwierdzi, że aborcja na gruncie konstytucji Stanów Zjednoczonych nie jest gwarantowanym prawem.

Skrajnie negatywnie do ostatnich poczynań teksańskiej legislatury odniósł się prezydent Joe Biden, który najwyraźniej wreszcie znalazł temat, w którym może się odgrażać, a nie tylko tłumaczyć się z kolejnej porażki.

Obecna administracja gorączkowo szuka możliwości zneutralizowania spodziewanego wyroku Sądu Najwyższego. Politycy z partii demokratycznej zmierzają do wprowadzenia rozstrzygnięcia Roe v. Wade jako rozwiązania ustawowego na poziomie federalnym. Liberalni publicyści spekulują natomiast o mianowaniu przez Biden’a wbrew zwyczajowi kilku dodatkowych sędziów Sądu Najwyższego.

Zwłaszcza to ostatnie rozwiązanie mogłoby przynieść ze sobą ogromną anomalię ustrojową i doprowadzić do nieprzewidywalnych w skutkach niepokojów społecznych.

Wyrok w sprawie z wniosku władz Mississipi będzie jednym z najważniejszych orzeczeń Sądu Najwyższego w najbliższych latach, a może dziesięcioleciach. Przy wszystkich różnicach ustrojowych może być on także ciekawy dla Polaków. Podobnie jak w naszym kraju to właśnie przedstawiciele władzy sądowniczej mają okazję solennie oświadczyć, że prawo do zabijania nienarodzonych nie może być traktowane, jako prawo gwarantowane przez ustawę zasadniczą.


Źródło zdjęcia tytułowego: flickr.com/doctorow

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy