Ukraińska „wojna” o pomnik w Monastyrzu

Po rozpoczęciu wojny domowej na wschodzie Ukrainy doszło w Polsce do uszkodzenia kilku pomników członków OUN i UPA. W czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu prowadzili oni na terytorium dzisiejszej Polski działania zbrojne i dokonywali zabójstw na ludności cywilnej. Zdecydowana większość tych upamiętnień zostało wybudowanych w latach 90-tych ubiegłego wieku w sposób niezgodnym z polskim prawem. Wobec wielu tych budowli toczyły się postepowania administracyjne w celu ich usunięcia.

Do pierwszego uszkodzenia nielegalnego pomnika w Monastyrzu doszło w 2015 roku. Sprawcy do dzisiaj nie zostali wskazani. Dla wielu mieszkańców powiatu lubaczowskiego usunięcie tablicy członków OUN i UPA przyjęto z zadowoleniem. Nie chodziło o to, że to były upamiętnienia Ukraińców, ale upamiętnienia osób, które od 1941 roku jako członkowie niemieckiej policji w służbie nazistowskich Niemiec dokonywały masowych mordów. Zabijano Żydów, Polaków, a nawet Ukraińców niepopierających nazistowskiej ideologii ukraińskiej.

Do dzisiaj w archiwach IPN zachowały się liczne dokumenty potwierdzające zbrodnie tych osób. Także wspomniane osoby, które były upamiętnione na tablicach są odpowiedzialne za mord w dniu 16 czerwca 1944 roku w Zatylu na ludności cywilnej, gdzie zabito około 41 Polaków, w tym głównie kobiety i dzieci.

Samo upamiętnienie w Monastyrzu stało się głównym obiektem zabiegów środowisk ukraińskich w zakresie symbolu zgody na ekshumacje dziesiątek tysięcy, głównie polskich ofiar OUN i UPA na terenie dzisiejszej Ukrainy. Nastąpiło to po tym jak wójt gminy Stubno zgodnie z prawem rozebrał w 2017 roku nielegalny, monumentalny pomnik UPA w Hruszowicach. Był on poświęcony kureniom (batalionom) UPA odpowiedzialnym za mordy na tysiącach Polaków. Po wielu awanturach dyplomatycznych strony ukraińskiej, polski IPN przeprowadził na miejscu pomnika ekshumację i okazało się, że nie ma tam bojowników UPA. Sprawa została zamknięta.

Teraz ukraińskie środowiska nacjonalistyczne na Ukrainie oraz w Polsce naciskają na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, aby symbolicznym pomnikiem nacjonalistów ukraińskich w Polsce stał się właśnie Monastyrz. Domniemanie leżący tam banderowcy mieli zginąć w 1945 roku z rąk NKWD, a nie polskich. Jest to dla strony ukraińskiej bardzo wygodne, gdyż ma świadczyć o walce UPA z Armią Czerwoną. 

Problem, jak wspomniano polega jednak na tym, iż wiele osób badanych z nazwiska było zwykłymi zbrodniarzami. Są też kontrowersje, ile osób spoczywa pod upamiętnieniem w Monastyrzu i czy w ogóle spoczywają tam jakiekolwiek szczątki. Instytut Pamięci Narodowej w Polsce zobowiązał się, iż przeprowadzi na miejscu ekshumacje i badania na co z kolei nie zgadza się strona ukraińska. Zapewne nie chcą, aby powtórzyła się sytuacja z Hruszowic, gdzie nie było żadnych szczątków członków UPA.

Strona ukraińska warunkuje zgodę na prace ekshumacyjne na Ukrainie w miejscach ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na dziesiątkach tysięcy obywateli polskich od budowy pomnika w Monastyrzu. Jest to o tyle kontrowersyjne, iż z jednej strony dotyczy morderców, a z drugiej niewinnych ofiar bestialskich mordów. Dodatkowo przy napiętych ostatnio stosunkach polsko- żydowskich zgoda na budowę w Polsce pomnika ku czci nacjonalistów ukraińskich, którzy mają udokumentowane zbrodnie na ludności żydowskiej byłoby zgodą na upamiętnienie osób dokonujących Holokaustu. A to byłoby niewytłumaczalnym faktem dla międzynarodowej opinii publicznej.

Takie uhonorowanie byłoby także niezgodne z ustawą z dnia 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. W art. 1 czytamy tam, że 

„Nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów i placów, nadawane przez jednostki samorządu terytorialnego nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani winny sposób takiego ustroju propagować”. 

Nie ulega wątpliwości, iż członkowie OUN i UPA w swojej doktrynie walczyli o formę szowinistycznego totalitarnego państwa, metodą eksterminacji nieposłusznej ludności na wzór nazistowskich Niemiec. Tak więc powstanie takiego upamiętnienia rażąco naruszałoby polski porządek prawny. 

Kontrowersje wobec wspomnianego pomnika powróciły w ostatnich dniach po wizycie w Monastyrzu prezesa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Instytutu – Antona Drobovycha. Ponowił tam żądanie budowy pomnika ku czci morderców z OUN i UPA oraz wpisanie tego do rejestru „dziedzictwa kulturowego”. Jest to swoista obraza polskiej pamięci historycznej i zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości. Dodatkowo w wywiadzie na antenie ukraińskiego radio Swoboda, stwierdził, że jako wysoki urzędnik państwowy spotkał się z „chamstwem” ze strony polskiej, gdyż musiał czekać w kolejce na odprawę, a prezydent Przemyśla nie znalazł czasu na spotkanie z nim. (Prezydent ma dwutygodniowy urlop i jest na wakacjach).

Obrona polskiej ludności na terenie powiatu lubaczowskiego nosi bardzo tragiczną, a z drugiej strony bohaterską historię. To tam w 1944 roku w rejonie Narola polskie zgrupowania Armii Krajowej przez kilka miesięcy walczyły z Ukraińską Powstańczą Armią. To tam wszystkie posterunki Milicji Obywatelskiej przez wiele miesięcy na przełomie 1944 i 1945 roku były obsadzone przez Lwowskie Oddziały Leśne AK „Warta”, a przez kilka miesięcy nawet lokalny Urząd Bezpieczeństwa był pod kontrolą żołnierzy AK. To tam wiosną 1945 r. zdezerterowało z WP kilkuset żołnierzy 2. Batalionu Wojsk Wewnętrznych, aby nie walczyć z Polakami broniącymi wiosek przed UPA.

W całej sprawie niezwykle kontrowersyjną sprawą jest chęć upamiętnienia w monumentalnej formie zabójców na ziemi, gdzie dokonywali oni masowych mordów. Pytanie tylko czy władze ukraińskie w Kijowie robią to świadomie czy też są manipulowane przez określone środowiska.

FOT. kresy.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy