Studiowanie przestaje być modne

„Musisz skończyć studia, żeby znaleźć pracę na poziomie.” „Gdzie zatrudnią Cię bez dyplomu? Papierek trzeba mieć”. Wielu rodziców powtarzało, że bez dobrego wykształcenia nie ma dobrego wynagrodzenia, a co za tym idzie – dobrego życia. Jednak czasy, w których osoby z wykształceniem wyższym traktowało się jak elitę już się skończyły. 

Coraz więcej młodych ludzi kusi perspektywa szybkiego wejścia na rynek pracy i zarabiania pieniędzy, a nie kilkuletniego studiowania. Na trend ten jednoznacznie wskazuje raport Głównego Urzędu Statystycznego. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi w roku akademickim 2020/2021, na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat liczba studentów zmniejszyła się o 34% a absolwentów studiów wyższych – aż o 41%. Cały czas to kobiety stanowią większy odsetek studiujących – 58%. 

Doświadczenie ponad dyplom

Dyplom przestał już być warunkiem do obejmowania wysokich stanowisk. Jeszcze niedawno żartobliwie mawiało się, że w ofertach o pracę wymogiem jest wieloletnie doświadczenie na podobnym stanowisku i status studenta. W dzisiejszych realiach, gdzie studiować może tak naprawdę każdy, przepustka do kariery jest zupełnie inna. Dla pracodawców liczy się przede wszystkim zaangażowanie i chęć zdobywania wiedzy. 

Przeświadczenie, że kandydat na pracownika zdobywał realne kompetencje aktywnie uczestnicząc w zawodowych projektach ma teraz większą wartość. Samo przedstawienie dokumentu, za którym często kryje się bezrefleksyjność i system „zakuć, zdać, zapomnieć” na nikim nie robi już wrażenia. 

A na przestrzeni ostatnich lat rynek pracy znacząco się zmieniał. Zdigitalizowany, naszpikowany nowymi technologiami wypiera zawody, których studiowanie jeszcze kilka lat temu wydawało się opłacalne. Dlatego wielu młodych ludzi wybiera drogę, która nie prowadzi ich przez laboratoria i aule prestiżowych uniwersytetów. 

Wybawieniem okazują się szkolenia i kursy, które łatwiej pogodzić z pracą zawodową, a i często opłacają je pracodawcy. Dzięki temu osoby wchodzące na rynek pracy nie fundują sobie kilkuletniego zastoju finansowego spowodowanego studiowaniem. Łączenie pracy i studiów dziennych, zwłaszcza w obcym mieście bywa wręcz niemożliwe. 

Zakaz pracy dla studentów?

Jeszcze przed kilkoma laty, kiedy gorąco rozprawiano nad stanem szkolnictwa wyższego w Polsce padały propozycje, by studentom całkowicie zakazać pracy. Tezę tę podczas debaty w 2017 roku wygłosił m.in. profesor Tadeusza Gadacz – wówczas poseł Nowoczesnej i dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

„Użyłem kiedyś takiego stwierdzenia, że współczesny uniwersytety, przynajmniej w Polsce, zamienił się w pasaż, przez który grupy studentów wchodzą, wychodzą, przelatują, odchodzą. Połowa kursu się spóźnia, bo idzie do pracy, połowa wraca z pracy. W moim przekonaniu… Może wygłoszę tezę rygorystyczną i niepopularną. Jeśli szkolnictwo wyższe ma być finansowane z budżetu, to studenci powinni mieć zakaz pracy. Poza praktykami potrzebnymi do zawodu. Zakaz pracy. Pieniądze publiczne są marnowane: połowa studentów nie jest na seminariach, nie jest na zajęciach, połowa dorabia i pracuje.” –prof. Tadeusz Gadacz, wypowiedź podczas debaty .Nowoczesnej, 2017 rok.

Na szczęście .Nowoczesna odcięła się od tej kontrowersyjnej wypowiedzi. Jednak niesmak po słowach profesora pozostał na długo. Wydawały się bowiem odzwierciedleniem daleko idącej ignorancji i niezrozumienia dzisiejszego świata, w którym zdobywanie doświadczenia powinno zaczynać się już na studiach, a pracujący studenci często są tymi najlepszymi. Bo o tak „trywialnym” argumencie, jak ten, że młodzi ludzie muszą z czegoś się utrzymać, nie będę tu pisać. 

Złoty środek

Złotym środkiem wydają się być studia zaoczne. Praca w tygodniu, nauka w weekend – ten system wybierają osoby chcące mimo rozwoju zawodowego kontynuować edukację na uczelniach wyższych. Nie bez znaczenia jest tutaj sytuacja pandemiczna, która wielu młodym przemeblowała życie i sposób patrzenia na świat. 

Okazało się bowiem, że stabilne zatrudnienie i umowa o pracę daje poczucie bezpieczeństwa, o jakie trudno było niepracującym studentom. Niektórzy z nich z dnia na dzień musieli wrócić do swoich miejscowości i kontynuować naukę zdalną bez wizji zdobycia jakichkolwiek zarobków.

Historia jedna z wielu…

Ania, 21 – letnia studentka pochodząca z południa Polski, postanowiła w czasie pandemii przenieść się ze studiów stacjonarnych na zaoczne.

„Kiedy zdałam maturę i dostałam się na wymarzone dzienne studia ekonomiczne byłam przekonana, że to właściwa droga. Rodzice mi kibicowali i pomagali utrzymać się w Krakowie. Podejmowałam dorywcze prace, jednak wszystkie na tak zwane umowy śmieciowe. Kiedy przyszła pandemia i lockdown nie mogłam już liczyć na żadne zatrudnienie. Na czas nauki zdalnej wróciłam do swojej rodzinnej miejscowości. Żyliśmy w niepewności, nie wiedziałam, jak długo to potrwa. Podjęłam wtedy decyzję, że zrezygnuję ze studiów dziennych, przeniosę się na zaoczne i znajdę pracę na miejscu. Po kilku tygodniach zatrudniłam się w banku, gdzie pracuję do dziś. Zdobywam doświadczenie zgodne z kierunkiem studiów, jakie wybrałam. I równocześnie zarabiam”.

Podobne historie przewartościowania swoich planów można mnożyć. Dostosowanie się do warunków panujących na rynku pracy. To tą umiejętność powinno się podkreślać w trakcie edukacji osób dopiero wkraczających w odpowiedzialne, dorosłe życie. 

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy