Rosyjska wojna toczy się w mediach

Rosja coraz odważniej rozpycha się w mediach narzucając swoją narrację dotyczącą geopolityki, polityki historycznej oraz roli i charakteru poszczególnych państw świata. Nie przeszkadza to jednak czytelnikom, słuchaczom i widzom czerpać wiedzę właśnie z największych rosyjskich kanałów dystrybucji propagandy.

Do najgroźniejszych rosyjskich mediów zaliczane są rosyjska agencja informacyjna TASS, kanał telewizyjny Russia Today oraz wielopoziomowe medium obecne we wszystkich kanałach dystrybucji, czyli „Sputnik” nadający swoje treści przede wszystkim w Internecie (choć nie tylko – o czym za chwilę) w ponad trzydziestu językach świata, w tym także po polsku. „Sputnik” został uruchomiony 10 listopada 2014 r. Właścicielem agencji jest państwowy operator medialny Rossija Siegodnia należący do rosyjskiego rządu i współpracujący m.in. z GRU i FSB. Firma jest następcą agencji RIA Novosti i radia Głos Rosji.


Litwa wyrzuca rosyjski portal

Polska, obok byłych republik sowieckich, w tym krajów bałtyckich a także Skandynawii, jest głównym polem propagandowej wojny toczonej przez Rosję – dość skutecznie – na kilkunastu frontach przede wszystkim w Europie.

Sputnik nie uznaje kompromisów – zdarza się, że kradnie informacje i treści z innych mediów funkcjonujących w konkretnym obszarze. Robi to nawet nie zakładając białych rękawiczek.

To, jak groźne to medium, widać wyraźnie z nerwowej reakcji Litewskiej Komisji Radiofonii i Telewizji, która latem ub. roku zdecydowała, że dostęp do portalu rosyjskiej agencji prasowej Sputnik zostanie zablokowany z powodu naruszeń praw autorskich, pisze Delfi.lt.

Komisja zwróciła się do sądu, by nakazał dostawcom Internetu uniemożliwić dostęp do portalu sputniknews.lt uzasadniając swój wniosek – pierwszy taki w Europie – faktem, że agencja bez wymaganej prawem zgody zamieszczała na swojej stronie materiały pochodzące z portalu informacyjnego litewskiego narodowego nadawcy lrt.lt.

Sputnik opublikował nielegalnie prawie 1,5 tys. artykułów i choć LKRiTV wielokrotnie wzywała portal do usunięcia kradzionych materiałów, szefowie litewskiego oddziału rosyjskiego medium lekceważyli korespondencję.

„Administracja strony internetowej nie podejmuje żadnych czynności, aby usunąć nielegalnie opublikowane treści, będące pod ochroną praw autorskich” – informował na posiedzeniu Rady przewodniczący Litewskiej Komisji Radiofonii i Telewizji Mantas Martiszjus.

Sputnik przeniósł swoje serwery poza litewską granicę i udostępnia je pod inną domeną, jednak serwis litewskojęzyczny pozostawił.


Koncesja za Sputnika


Sputnik miał kłopoty również w Polsce, gdzie nadawał jako radio korzystając z koncesji udostępnionych przez KRRiTV lokalnym rozgłośniom radiowym. Większość z nich szybko rezygnowała ze współpracy, choć biznes był dla nich intratny. Chodziło o treści przekazywane przez polskojęzyczne rosyjskie radio. Do swojego końca audycje Sputnika nadawało podwarszawskie Radio Hobby z Legionowa, którego właściciel Paweł Kubalski uważał, że kilka godzin czasu antenowego za godziwe wynagrodzenie nie jest niczym złym – wprost przeciwnie, warto ze Sputnikiem współpracować.

„To nie ma nic wspólnego z rosyjską propagandą, co jest nam zarzucane” – tłumaczył mi w 2018 roku. „To po prostu biznesowy kontrakt i w pewnym sensie, większy pluralizm w polskich mediach, prawda?” – dodawał.


W tym samym roku radio straciło jednak koncesję – utraciło ją nieodwołalnie właśnie za emisję rosyjskiego sygnału. Później radio zaczęło nadawać swoje audycje przez Internet, nie rezygnując z kontraktu z Rosjanami.

Niezależnie od współpracy z lokalnymi rozgłośniami Sputnik budował również swoją własną internetową wersję radia dostępną przez portal internetowy. Obecnie Radio Sputnik oferuje serwis informacyjny po polsku, audycje historyczne, społeczne, kulturalne i popularnonaukowe. Transmisje te są również nadawane przez satelitę dla całej Europy (we wszystkich europejskich językach).


Polska stoi za białoruską rewolucją

Polska edycja Sputnika publikuje prorosyjskie treści, które czasem aż biją po oczach. Przykłady? Spójrzmy na same tytuły: „Polska jest zmuszona uznać rolę ZSRR w historii swojego ocalenia”,

„F-35 to luksus, na który Polski nie stać”, „Rosyjski wywiad: Białoruskich ekstremistów szkolą m.in. w Polsce”.

W tekstach cytowani są rosyjscy politycy i kremlowscy, bądź związani z Kremlem, urzędnicy.

„Podwójne standardy w podejściu Polski do oceny wydarzeń lat wojennych są uwarunkowane rusofobiczną polityką Warszawy” – to zdanie dyrektora naukowego Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego Michaiła Miagkowa.

„Białoruscy ekstremiści odbywają w Polsce, Gruzji, na Ukrainie i w krajach bałtyckich szkolenia z udziałem instruktorów z Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) i Pentagonu” – to z kolei informacja od szefa Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji Siergieja Naryszkina.


Sputnik stosuje znany z podręczników manipulacji sposób na przyciągnięcie czytelników. Jednym z autorów analiz politycznych jest… Aleksander Kwaśniewski. Przy czym nie chodzi o byłego prezydenta Polski (który nawiasem mówiąc nigdy się nie dystansował od poglądów swojego imiennika ani nigdy nie skarżył się, że jest wiązany z tym rosyjskim medium), a o „publicystę, obserwatora politycznego, byłego wójta gminy Głowaczów i dyrektora sejmowego biura Polskiego Bloku Ludowego w latach 2002-2004”.


Nie tylko Kwaśniewski


Kolejne nazwiska przyciągające czytelników, choć nie mające wiele wspólnego z ich znanymi odpowiednikami to Piotr Listkiewicz, Tomasz Trump, czy Jan Twardowski. Swoje pięć minut w Sputniku miewali również polscy politycy i publicyści. Angnieszka Wołk-Łaniewska znana z urbanowskiego „NIE” publikowała chętnie na rosyjskich łamach. I jeżeli wierzyć informacjom z dziennikarskiego rynku była dość solidnie opłacana. Autorem Sputnika był, czy też bywał, także poseł Andrzej Rozenek, związany najpierw z SLD, później z Ruchem Palikota, a w końcu z Koalicją Obywatelską, obecnie wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej z możliwym dostępem do strategicznych informacji dotyczących polskiej obronności. Od lat Sputnik promuje Rozenka przedstawiając w samych superlatywach sejmową działalność posła. W podobny sposób Sputnik pozyskuje autorów i czytelników w innych krajach Europy.

W Polsce zadaniem Sputnika jest osłabienie władzy publicznej oraz pozycji Polski w Unii Europejskiej. Działania Rosji trafiają na podatny grunt, bo są chętnie wzmacnianie przez opozycję parlamentarną z lewej i prawej strony.


Dla wielu polityków – szczególnie związanych z Januszem Korwin-Mikkem, to podstawowe źródło informacji (informacje te są później wzmacniane przez Russia Today i Voice of Europe – kolejne medium Putina), często kolportowane w serwisach społecznościowych. Zresztą wielu polityków Konfederacji chętnie udzielało Sputnikowi wywiadów, choć trzeba zauważyć, że w styczniu tego roku Krzysztof Bosak zapewnił, że on i jego koledzy zrezygnowali z rozmów z tym serwisem.

Administracja rosyjska przez finansowane przez siebie farmy trolli dysponuje kilkunastoma tysiącami fałszywych kont użytkowników. Może więc wywołać i podtrzymywać dyskusje na każdy, nawet najbardziej absurdalny temat wywołany na przykład artykułem w Sputniku.

I tak zazwyczaj robi.


Sputnik od lat jest na celowniku organizacji zajmujących się propagandą, dezinformacją i fake newsami. Analizę fake newsów podawanych przez Sputnik (oraz inne rosyjskie media), prowadzi m.in. EUvsDisinfo, utworzone przez unijną administrację w marcu 2015 r. oraz organizacja StopFake, utworzona przez grupę wykładowców i dziennikarzy wolontariuszy w marcu 2014 r.


Odejście w ramach protestu


Kolejnym filarem prowadzonej przez Rosję wojny propagandowej jest telewizja Russia Today, często krytykowana za proputinowskie nastawienie oraz wspieranie teorii spiskowych. Wskazuje się niejednokrotnie, że głównym celem istnienia Russia Today jest propagowanie stanowiska rządu za granicą w sposób analogiczny do Voice of America lub wpływanie na CNN (z tego powodu oraz ze względu na budowę i wygląd, sposób prezentacji i samych prezenterów programu jest nazywana m.in. rosyjskim CNN, dodatkowo w opozycji do VoA zmieniła nazwę na Russia Today). Telewizja dysponuje kilkusetmilionowym budżetem i często w jej sprawie interweniuje sam Władimir Putin.

W marcu 2014 r. dwie dziennikarki Russia Today America potępiły na wizji działania Rosji w trakcie konfliktu z Ukrainą. Najpierw znana w USA Abby Martin podczas programu Breaking the Set, potępiła działania Kremla i określiła je jako „okupację Krymu”. Dzień później Liz Wahl podczas programu na żywo oświadczyła, że w ramach protestu odchodzi ze stacji. Obie już nie pracują w tym rosyjskim medium.


Rosyjskie media chętnie wykorzystują zagranicznych dziennikarzy oraz polityków jako rzekomych ambasadorów poszczególnych redakcji. Najchętniej sięgają do polityków opozycji, którzy ochoczo skrytykują sens uczestnictwa ich kraju w NATO czy wysyłania żołnierzy na amerykańskie wojny – w przypadku amerykańskiej opinii publicznej nieodmiennie pojawia się pytanie o sens budowania kontyngentów wojskowych w Europie Wschodniej, co zdaniem mediów spod znaku dwugłowego orła, oznacza przygotowania do wywołania kolejnej wojny światowej.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy