Przykład idzie z góry – o (nie)parlamentarnym języku

Na najwyższych szczeblach władzy trwa festiwal obelg. Politycy obrażają się używając języka, którego używać… nie wypada. Gdzie przebiega granica między wolnością słowa a wzajemną pogardą?

Agresja i bierność

„Paweł Kukiz jest albo kompletnym durniem, który nie rozumie, co się dzieje, albo sprzedajną szmatą”

– Radosław Sikorski, w programie „Kropka nad i”

Te słowa słyszeli już chyba wszyscy. Padły one w rozmowie z Moniką Olejnik w jej programie. Co zdziwiło w nich najbardziej? Z jednej strony to, kto je wypowiedział – a zrobił to były dziennikarz, laureat nagrody World Press, minister i marszałek Sejmu w jednej osobie. Z drugiej strony zaskoczyła bierność redaktor Moniki Olejnik – brak reakcji i natychmiastowe przejście do kolejnego pytania wywołało oburzenie tych, którzy nie godzą się na używanie podobnego języka w debacie publicznej.

Do Rady Etyki Mediów wpłynęła skarga. W jej fragmencie czytamy:

„(…) Prowadząca program w żaden sposób nie zareagowała na ten obraźliwy komentarz. Rozumiem, że Pani Monika Olejnik nie odpowiada za słowa Pana Radosława Sikorskiego, ale powinna zareagować na wyzwiska. Brak reakcji Pani Moniki Olejnik oznacza zgodę na agresję słowną, wulgarność i szerzenie nienawiści. Na to w telewizji, ani w debacie publicznej nie ma miejsca. Państwo jako Rada Etyki Mediów odpowiadacie za poziom języka w mediach. Powinniście dopilnować, by żaden człowiek nie był w mediach wyzywany, bez względu na swoje poglądy.”

Elita do słownika

A język w polityce i mediach na przestrzeni ostatnich lat ewoluował. I to wcale nie w dobrym kierunku. Znamy sformułowanie „język parlamentarny” – do niedawna rozumiano je jako salonowy wzorzec, a słownik PWN definiował: zgodny z dobrymi obyczajami. Wydawało się, że elita powinna używać elitarnego języka. Dziś, kiedy wszystko stanęło na głowie, a wspomnianych elit coraz mniej, wyjaśnienie tego zwrotu również jest zupełnie inne. Nacechowany potocznością, pełen obraźliwych epitetów, najdelikatniej mówiąc – niewyszukany.

Wiele jest powodów, dla których współcześni decydenci nie wzbijają się na wyżyny językowej sprawności. Jedni po prostu nie potrafią inaczej. Prosty człowiek – prosty język. Inni robią ukłon w stronę elektoratu – chcąc przekazać bezpośredni komunikat używają pospolitego stylu, którego zrozumienie nie sprawi trudności społeczeństwu. Dla części zaś liczy się „klikalność” na portalach społecznościowych – komentarze najbardziej naładowane emocjonalnie podaje się dalej najczęściej.

Tylko czy chęć zaistnienia w mediach w myśl zasady „nieważne jak mówią, byle nie przekręcali nazwiska” warta jest ryzyka utraty klasy i daje prawo do obrażania oponentów politycznych?

Lepiej ugryźć się w język

Liderem kontrowersyjnych wypowiedzi jest Janusz Korwin – Mikke. Nie dość, że uchodzi mu na sucho, to jeszcze ma grono zwolenników. Różnica jest taka, że ma on tendencję do obrażania całych grup, a nie konkretnych osób. Tak, jak było chociażby w przypadku sportowców biorących udział w paraolimpiadzie:

I nie chodzi o estetykę: w społeczeństwie obowiązuje zasada: „Z kim przestajesz, takim się stajesz”, więc i oglądanie – godnych podziwu skądinąd – wysiłków para-sportowców może przynieść – przejściowe, na szczęście – zaburzenia w motoryce!. Jeśli chcemy, by ludzkość się rozwijała, w telewizji powinniśmy oglądać ludzi zdrowych, pięknych, silnych, uczciwych, mądrych – a nie zboczeńców, morderców, słabeuszy, nieudaczników, kiepskich, idiotów – i inwalidów, niestety. fragment wpisu na blogu.

Ostrym jak brzytwa (nomen omen) językiem posługuje się też Władysław Frasyniuk, czemu dał wyraz w niedzielnej rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w TVN24. Żołnierzy wojska polskiego stojących na granicy z Białorusią nazwał watahą psów.

„Wataha psów, która otoczyła biednych, słabych ludzi (…) Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu. To nie są ludzkie zachowania. Trzeba to mówić wprost. To antypolskie zachowanie”

– Władysław Frasyniuk w TVN24

Tym razem stacja błyskawicznie zareagowała i odcięła się od wypowiedzi polityka.

I o ile sytuacja na granicy z Białorusią budzi niepokój i niezgodę osób zajmujących się prawami człowieka, to tak ostre słowa względem żołnierzy wykonujących przecież tylko rozkazy przełożonych nigdy nie powinny paść.

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak zapowiedział skierowanie zawiadomienia do prokuratury w sprawie znieważenia żołnierzy Wojska Polskiego.

Wolność do obrażania?

Należy zważyć, gdzie przebiega granica.

Zasłanianie się wolnością słowa, kiedy w debacie publicznej obraża się kogoś personalnie to praktyka niepokojąca i balans na bardzo cienkiej linii. Wybierając swoich przedstawicieli –my wyborcy – liczymy nie tylko na to, że będą realizowali swój program i dbali o nasze interesy, ale też że robiąc to zachowają odpowiednie standardy i poziom debaty. Wszyscy jesteśmy zmęczeni słowną wojną „na górze”, a tak dosadny język nie daje nadziei na jej zakończenie.

I nadziei tej nie daje również odpowiedź Rady Etyki Mediów na skargę dotyczącą rozmowy Radosława Sikorskiego z Moniką Olejnik, o której pisałam na początku.

„Pan Paweł Kukiz przekonywał swego czasu na różnych forach, trudno nam stwierdzić, czy nie także w „Kropce nad i”, że nigdy nie stanie się „politykierem”. Wzywał, by nazwać go właśnie „szmatą”, gdyby złamał tę publicznie przez siebie powtarzaną obietnicę. Fala negatywnych reakcji, z jaką spotkała się jego niebezinteresowna zmiana frontu w głosowaniach nad projektem ustawy określanej powszechnie jako lex-TVN, świadczy, że nie dotrzymał solennego przyrzeczenia – i otrzymał to, o co sam prosił, gdyby miało dojść do takiej sytuacji. Dlatego, zdaniem REM, red. Monika Olejnik nie miała powodu, by interweniować po słowach Radosława Sikorskiego o Pawle Kukizie. I też dlatego jej bierność nie uzasadnia, zdaniem REM zarzutu naruszenia zasad Karty Etycznej Mediów.” – odpowiedź REM na skargę.

Trudno zatem wymagać wzajemnego szacunku od ludzi, którzy przypadkiem spotkają się ze sobą na ulicy, skoro taki przykład idzie z góry.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy