Primum non nocere, czyli o strajku medyków

Medycy alarmują, że sytuacja w ochronie zdrowia jest dramatyczna. Ich zdaniem system już teraz jest niewydolny, a niedługo ulegnie całkowitej zapaści. Dlatego powołali Ogólnopolski Komitet Protestacyjno – Strajkowy. Na 11 września planują wielką manifestację.

A medycy to nie tylko lekarze. Pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni, fizjoterapeuci, technicy i inni pracownicy ochrony zdrowia również dbają o nasze zdrowie i życie. Teraz mówią, że są na skraju wytrzymałości. I podkreślają, że nie chodzi tylko o pieniądze.

Masowe wypowiedzenia

Ostatnio w Człuchowie trzydziestu pięciu ratowników medycznych złożyło wypowiedzenia. W Zamościu z pięciu zespołów ratownictwa wyjechał tylko jeden. Przed kilkoma dniami w ramach protestu kontraktowi ratownicy medyczni z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku masowo złożyli wypowiedzenia. Stawka za godzinę pracy wynosi tam 23,50 zł brutto. Podobne przykłady można wyliczać w nieskończoność. Medycy domagają się lepszych warunków pracy.

W krajach europejskich ilość pracowników opieki zdrowotnej w ostatnich latach wrosła. Od 2009 do 2019 roku w sektorze opieki zdrowotnej i pomocy społecznej powstało ponad 3 mln miejsc pracy. Liderem okazały się państwa skandynawskie – Szwecja, Finlandia i Dania. Najniższy odsetek wzrostu zatrudnienia odnotowały Rumunia, Bułgaria czy Polska.

Braki kadrowe mocno dają się u nas we znaki. Czasowo lub na stałe zamykają się szpitalne oddziały, a personel medyczny pracuje po trzysta lub czterysta godzin miesięcznie.  Doprowadza to do tego, że jakość opieki medycznej spada. Tymczasem nic nie wskazuje na to, że pracy będzie mniej. Zgodnie z raportem GUSu w 2030 roku co piąty Polak będzie miał 65 lat i więcej. Społeczeństwo się starzeje, walczymy z pandemią, dotykają nas choroby cywilizacyjne. Coraz więcej osób będzie wymagało opieki, przez co deficyty kadrowe jeszcze bardziej się uwidocznią. Jaki pomysł na poradzenie sobie z tą sytuacją mają protestujący?

Próba dialogu bez dialogu

Przede wszystkim chcieliby spotkać się z premierem Mateuszem Morawieckim. Podkreślają, że jako środowisko czują się zlekceważeni przez rządzących. W czerwcu wnioskowali o spotkanie, ale się nie odbyło. Z jednej strony medycy walczą o dialog, jednak z drugiej – zawiesili swój udział w Trójstronnym Zespole ds. Ochrony Zdrowia.

„Rząd Rzeczypospolitej Polskiej, poprzez działania autorstwa Ministra Zdrowia, pana Adama Niedzielskiego, nieuwzględniające głosu pracowników medycznych i niemedycznych zrzeszonych w FZZ, prowadzi do eskalacji konfliktu społecznego, pogłębienia poważnych problemów kadrowych i w ostateczności – do kompletnej niewydolności całego systemu.”

oświadczenie Forum Związków Zawodowych

Jak nie wiadomo o co chodzi…

Środowiska medyczne oburzyły założenia tzw. ustawy Niedzielskiego obowiązującej od lipca tego roku, która reguluje zarobki na poszczególnych stanowiskach. Zakłada ona, że wynagrodzenie żadnego pracownika medycznego nie może być niższe niż wynikające z ustawy z 2017 roku. I tak ustawiono kwoty bazowe i podniesiono tzw. współczynnik pracy. Na tej podstawie wynagrodzenia pracowników medycznych wzrastają miesięcznie o kilkadziesiąt lub kilkaset złotych. na przykład:

  • fizjoterapeuta bez specjalizacji – z 3307 zł do 3772 zł brutto;
  • pielęgniarka z wyższym wykształceniem i specjalizacją – z 5427 zł brutto na 5477 zł brutto;
  • lekarz stażysta – 4168 zł brutto;
  • lekarz bez specjalizacji – 5478 zł brutto;
  • lekarz ze specjalizacją drugiego stopnia – 6769 zł brutto;

Pamiętajmy, że ustawa ta reguluje minimalne wynagrodzenie i nie obejmuje dodatków, np. za dyżury czy indywidualną praktykę. Poza tym stawki w różnych regionach Polski i placówkach są zróżnicowane.

Przedstawiciele strajkujących są niezadowoleni z wprowadzonych zmian, które ich zdaniem nie korespondują ze specyfiką pracy.

„Jesteśmy oburzeni nową polityką płacową, wprowadzoną od 1 lipca br. Nowelizacją ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, która nie uwzględnia doświadczenia zawodowego, stopnia zaangażowania w procesie pracy, odpowiedzialności, złożoności zadań, spłaszcza siatkę płac, nie wprowadza marginesu finansowego na zróżnicowanie wynagrodzeń zgodnego z kodeksem pracy oraz umożliwia pracodawcom degradowanie pracowników do niższych grup zaszeregowania.” – czytamy w oświadczeniu FZZ. 

Postulaty

Priorytetami protestujących jest spotkanie z premierem i wzrost wynagrodzeń do poziomów średnich w OECD i UE. Tłumaczą to potrzebą zahamowania emigracji zagranicznej specjalistów czy ich przepływem do sektora prywatnego. Poza postulatami związanymi ze wzrostem medycy chcą walczyć o:

– znacznie szybszy niż planowany wzrost nakładów na system opieki zdrowotnej do wysokości nie 7%, ale 8% PKB;

(obecnie w Polsce jest to niespełna 6.3% PKB licząc wydatki zarówno publiczne jak i prywatne, w krajach sąsiednich średnia OECD na 2018 rok wynosi 8.8% PKB)

– zwiększenie liczby finansowanych świadczeń dla pacjentów oraz poprawa dostępności pacjenta do świadczeń;

– podwyższenie jakości świadczeń dla pacjentów;

– zwiększenie liczby pracowników pracujących w systemie ochrony zdrowia do poziomów średnich w krajach OECD i UE 

(nie będzie dobrej jakości opieki medycznej, jeśli liczba personelu na oddziałach będzie tak niska jak obecnie)

Związkowcy zapowiadają, że 11 września na proteście pojawi się rekordowa ilość osób. Pozostaje pytanie, kto zostanie wtedy przy łóżkach pacjentów?

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy