Paraliż Sił Zbrojnych RP – przypadek czy zaplanowane działania?

Od ponad dekady w Polsce trwa debata nad przyczynami pogorszających się możliwości operacyjnych Wojska Polskiego. Niedawno przeprowadzone ćwiczenia „Zima -20” potwierdziły, iż mamy z tym bardzo duży problem. Wiele mówi się o zapóźnieniu modernizacyjnym, jakości sprzętu wojskowego, niedoborze ilościowym pododdziałów wojsk operacyjnych i Obrony Terytorialnej. 

Ciągle trwa pewna zmowa milczenia nad dewastacją struktury obronnej na kierunku białoruskim, dokonanej jeszcze w 2011 roku, przez ówczesnego ministra ON Bogdana Klicha. Rozwiązał on 1. Dywizję Zmechanizowaną a wraz z nią kilka brygad. Dodatkowo zlikwidował w tym samym czasie ostatnie dwa okręgi wojskowe. 

Teraz kosztem miliardów złotych odtwarza się brygady na tym kierunku w ramach tworzonej 18. Dywizji Zmechanizowanej. Koszty osobowe, sprzętowe, wyprzedanej infrastruktury wojskowej spowodowanej decyzjami Klicha nikt nie rozlicza, nawet politycznie.

Jednakże proces swoistego paraliżu Sił Zbrojnych RP rozpoczął się o wiele wcześniej i to w dużym stopniu w obszarze zasobów osobowych. Wiązał się z działaniami gen. Zbigniewa Jabłońskiego, który to jako ówczesny dyrektor Departamentu Kadr i Szkolnictwa Wojskowego w MON, był współautorem ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych z 11 września 2003 r. W tym akcie prawnym w art. 31 ustępie 1 czytamy: „Żołnierza zawodowego mianuje się na stopień wojskowy, który odpowiada stopniowi etatowemu stanowiska służbowego, na jakie żołnierz ma być wyznaczony, z dniem objęcia stanowiska służbowego albo na stopień wojskowy, do którego ma być zaszeregowany w ramach zajmowanego przez niego stanowiska służbowego, z dniem określonym w rozkazie”. 

W ustępie z kolei 2 czytamy: „Warunkiem wydania decyzji o wyznaczeniu żołnierza zawodowego na bezpośrednio wyższe stanowisko służbowe oraz objęcie obowiązków na tym stanowisku lub zaszeregowaniu do bezpośrednio wyższego stopnia wojskowego w ramach dotychczasowego stanowiska służbowego jest uprzednie wydanie decyzji o mianowaniu tego żołnierza, przez uprawniony organ, na wyższy stopień wojskowy”.

Dla osoby nieznającej pragmatyki służby wojskowej wspomniane zapisy niczym specjalnym nie rażą, ale dla żołnierzy zawodowych oraz dla kształtowania systemu obronnego, w tym rezerw mają one daleko idące skutki. 

Przywiązanie stanowiska służbowego z samą możliwością awansowania wiąże się z tym, iż uzyskujemy bardzo ograniczone zasoby kadr podoficerskich i oficerskich w stosunku do potrzeb mobilizacyjnych i rozwinięcia Sił Zbrojnych RP. 

Mamy tyle kadry, ile jest stanowisk w danej chwili w wojskach operacyjnych, a jest ich bardzo mało w stosunku do potrzeb mobilizacyjnych. Rozwijając na czas wojny armię tylko o sto procent potrzebujemy drugie tyle oficerów i podoficerów. Z uwagi na szczupłość szkolenia rezerw, zwłaszcza w zakresie uzyskiwania stopni podoficerskich i oficerskich skala szkolonych do potrzeb jest symboliczna.

Generał Jabłoński na posiedzeniu Komisji Obrony Narodowej i Bezpieczeństwa Publicznego w dniu 2 lipca 2002 r. Senatu RP (zapis stenograficzny (311) 40 posiedzenie) \tak uzasadniał swoje propozycje: „Kolejną wadą dzisiejszego systemu jest to, że jeśli chodzi o cztery tysiące czterystu dwudziestu podchorążych i kadetów, to jest ich o cztery tysiące za dużo. Jest to wstydliwa sprawa, ale, szczerze mówiąc, ci absolwenci nie są nam potrzebni”.

Przywiązanie stopnia do stanowiska właśnie drastycznie wpłynęło na redukcję ilości szkół oficerskich i podoficerskich, gdyż dla stutysięcznej armii zawodowej nie było potrzeby ich w takiej ilości. 

Obecne coraz bardziej zauważalne niedobory kadry wskutek pozyskiwanie jej części do wojsk OT tylko uwypuklą szkody powodowane istnieniem opisywanego artykułu ustawy. Dochodzi wprost do podbierania kadry z wojsk operacyjnych do OT, co zarzucał niejednokrotnie gen. Mirosław Różański. Sam proces mianowania na wyższe stopnie wojskowe został dodatkowo obwarowany dużą ilością kursów, co tylko wydłużyło te procesy. Mówi o tym wprost zapis we wspomnianej ustawie, a mianowicie w art. 36 ustęp 2 jest zapisane, iż: „Wyznaczenie na kolejne stanowisko służbowe jest uzależnione od ukończenia kursu, szkolenia, stażu lub specjalizacji, w zależności od wymaganych kwalifikacji…”. 

W praktyce WP został sztucznie rozbudowany system kursów i szkoleń, który nie tylko ogranicza możliwości rozbudowy kadrowej WP. W wielu wypadkach marnuje się czas żołnierzy i podnosi koszty funkcjonowania Sił Zbrojnych bez podnoszenia faktycznej zdolności bojowej. 

Wykaz kursów i skala tego procederu została wskazana wprost w pierwotnym zapisie ustawy. Tutaj musi nastąpić zdecydowana reforma i powrót w niektórych wypadkach do systemu, który się sprawdził w przeszłości. Zarówno w II RP jak i PRL – wiele przepisów z międzywojnia zaimplementowano wprost skreślając tylko tzw. „sanacyjne wzmianki, zwroty i akcenty”.

Powrót do elastyczności i znacznych „widełek” przy przypisaniu stopni do etatu, oczywiście tam, gdzie jest to możliwe i potrzebne (czyli w znacznej – o ile nie większościowej – części przypadków) jest niezbędny z kilku dodatkowych powodów. Drastycznie jest to widoczne w korpusie szeregowych. Mianowicie mamy obecnie tysiące żołnierzy we wspomnianym korpusie, którzy mają doświadczenie bojowe i wiedzę wojskową. Ich kariera w wojsku po kilkunastu latach polega na awansowaniu o jeden stopień tj. z szeregowego na starszego szeregowego, czyli większość żołnierzy w obecnych uwarunkowaniach prawnych, którzy wiążą swoją przyszłość z wojskiem może liczyć w swojej karierze na uzyskaniu jednego stopnia. To kuriozalne rozwiązanie nieznane w innych służbach! Taki stan spowoduje w najbliższym czasie, iż znaczną się masowe odejścia ze służby doświadczonych żołnierzy, którzy uzyskają prawa emerytalne wg starego systemu, czyli po 15 latach służby.

Za kilka lat może wystąpić tutaj dramatyczna sytuacja w postaci braku chętnych do służby wojskowej (już zauważalna na tzw. ścianie zachodniej). Otóż po podwyższeniu czasu służby, po której żołnierz nabywa prawa emerytalne tj. do 25 lat i braku możliwości awansu dla większości szeregowców w tym czasie powyżej jednego stopnia jest czymś nie tyle śmiesznym co kuriozalnym. Należy nadmienić, iż student w ramach Legii Akademickiej w krótkim czasie nabywa stopień kaprala.  

Wspomniany system nie tylko blokuje przygotowywanie rezerw WP, które są wg potrzeb podoficerów i oficerów kilkakrotnie większe niż stany armii zawodowej. Nie pozwala także przygotowywać kadr do budowy powszechnej obrony zgodnie ze Strategią Bezpieczeństwa Narodowego podpisaną przez Prezydenta RP w maju 2020 r.

Sytuacja pod tym względem staje się wprost dramatyczna w Obronie Terytorialnej, która winna przygotowywać kadry oficerskie i podoficerskie do budowy powszechnej formacji liczonej w setki tysięcy. Szkoli się kadrę w oparciu o uwarunkowania wspomnianej ustawy wg. wolnych etatów formacji posiadającej na chwilę obecną ok. 25 tys. żołnierzy. 

Należy tu zauważyć, iż, około 30% żołnierzy OT ma wykształcenie wyższe, co stanowi ewenement w skali świata, a większość z nich prywatnie pełni odpowiedzialne funkcje w cywilu jako kierownicy, nauczyciele itd. i nie będzie mogła awansować powyżej starszego szeregowego poprzez dywersyjny dla Sił Zbrojnych zapis w ustawie. Trzeba pamiętać, iż jest niezwykle ważny potencjał (materiał bazowy) do uzyskania znacznej ilości oficerów i podoficerów rezerwy. 

Jest to o tyle istotne, że szkolenie oficerów rezerwy w ramach studiów i późniejszej służby w Szkołach Oficerów Rezerwy (Szkołach Podchorążych Rezerwy) zostało zarzucone, a Legia Akademicka tylko symbolicznie to rekompensuje w formie kształcenia rezerw. 

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy