Osłona kontrwywiadowcza osób publicznych

Normalną sytuacją jest, że służby specjalne nadzorują ochronę tajemnicy służbowej przez urzędników państwowych jako elementu systemu bezpieczeństwa państwa. Tymczasem w erze komunikacji cyfrowej, praktycznie wiele danych osobowych staje się cennym nabytkiem dla służb innego państwa. W tym wymiana informacji, które nie są informacjami niejawnymi w odpowiedniej klauzuli, czy wprost służbowych.

Współcześnie do operacyjnego wykorzystania polityków w celu kompromitacji osób publicznych, przekierowania zainteresowania społecznego czy też zwykłych działań eliminujących konkretne osoby ze stanowisk wykorzystuje się właśnie walkę informacyjną. 

Zadaniem wielu wywiadów jest także kompromitowanie osób publicznych oraz funkcjonariuszy państw, którzy nie są zbyt „elastyczni” w swoich decyzjach i charakteryzują się nazbyt dużym przywiązaniem do racji stanu własnego kraju. Takie osoby eliminuje się ze stanowisk nie tylko poprzez wpływy, ale znacznie częściej poprzez ich publiczną dyskwalifikację. Nie robią tego tylko służby specjalne przeciwnika, ale także czasami służby państw sojuszniczych. Oczywiście w takim wypadku celem nie jest szkodzenie systemowi obronnemu państwa sprzymierzonego, ale zasadniczo uzyskanie wpływów w organach decyzyjnych, a nierzadko nawet we wpływie na działania mające na celu paraliżowanie obszarów z którymi konkurują sojusznicy gospodarczo.

Po ujawnieniu prywatnych maili ministra Michała Dworczyka rozgorzała dyskusja o nieodpowiedzialności i lekceważeniu zasad bezpieczeństwa przez urzędników państwowych. 

Z podobną dyskusją mieliśmy do czynienia w 2016 r., kiedy wyciekły emalie Hilary Clinton w sprawie wojny w Iraku.  Na stronie WikiLeaks podano wtedy link do 1200 maili dotyczących tematu wojny w Iraku, znajdujących się na prywatnym koncie pocztowym Hilary Clinton. Był to jeden z sygnałów świadczących o tym, że prywatne konta polityków są kontrolowane przez służby obcych państw, a także przez własne służby specjalne

Z podobną aferą mieliśmy do czynienia, gdy wyszło na jaw, iż duńskie służby specjalne pomagały Amerykanom podsłuchiwać kanclerz Angelę Merkel i czołowych polityków francuskich, norweskich i szwedzkich. Działo to się oczywiście w ramach własnego obozu sojuszniczego.

Należy generalnie przyjąć zasadę, iż wszystko co znajduje się w sieci jest kontrolowane i podsłuchiwane przez wszystkie strony, w tym przez prywatne grupy hakerów. Nie należy wykluczyć, iż znaczną część korespondencji urzędników i sieci wojskowych jest także kontrolowana, gdyż co chwilę ktoś przekracza kolejne bariery łamania zabezpieczeń. 

W niektórych służbach najcenniejsze materiały na nowo są pisane ręcznie i przekazywane przez kurierów. Jednakże w dzisiejszym tempie wymiany informacji masowy powrót do „starych” metod komunikacji jest niemożliwy. 

W aferze związanej z włamaniem na konto ministra Dworczyka mamy zasadniczo dwa problemy. 

  • Pierwszy to brak przeszkolenia i osłony kontrwywiadowczej ze strony polskich służb urzędników publicznych;
  • drugi to publiczne ujawnienie przez jedną z redakcji kolejnych sensacji uderzających w Siły Zbrojne RP, w tym głównie w Obronę Terytorialną (sprawa karabinka GROT, rzekome wykorzystywanie żołnierzy WOT na Pomorzu do prac w prywatnych gospodarstwach, czy też w końcu uderzenie w oficera który współtworzył WOT).

Co do kwestii braku osłony kontrwywiadowczej osób publicznych to mamy do czynienia ze zwykłym niechlujstwem służb. Oczywiście w ramach zadań ustawowych nadzorują one oficjalne kanały komunikacji osób ważnych w państwie i kontrolują czy nie współpracują oni z obcymi, czytaj wrogimi służbami. Oczywiście współpraca nieformalna ze służbami sojuszniczymi nie jest zbrodnią, a czasami świadczy jedynie, że dają oni sobie radę. 

Całe rzesze polityków, którzy w przyszłości mogą rządzić państwem jest pozbawiona podstawowych szkoleń w tym zakresie. Brak tu całościowego podejścia do dbania o państwo. Wygląda to tak jakby służby działały sektorowo, a głównym ich zadaniem nie była ochrona i prewencja przed zagrożeniami polityków a szukanie tylko na nich haków.

Co do drugiej sprawy kompromitujące jest to, że wiele osób publicznych, włącznie z byłym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Piotrem Pytel, którzy „wieszają psy” na oficerze informującym Dworczyka o niekorzystnych działaniach oficerów Inspektoratu Uzbrojenia. Jak wskazuje wspomniany generał, reprezentują oni „ukrytą opcję amerykańską”. Nie jest tu istotne, że oficer wskazuje na zagrożony interes polskiej firmy, która może zbudować taniej podobny system. Ważne jest to, że napisał maila i ktoś to upublicznił. 

W całej sprawie widać, iż chodziło o coś innego, a mianowicie o wyeliminowanie tego oficera i „danie nauczki” Dworczykowi. Jeżeliby Rosjanie się rzeczywiście włamali do skrzynki ministra, to utrzymywaliby to przez lata w tajemnicy czerpiąc z niej informacje. O takie niechlujstwo ich nie posądzam. Ta gra ma zapewne wiele wymiarów, w tym nie należy wykluczyć rozgrywki politycznej osób z byłych służb lub służb innych państw. W grę mogą wchodzić kwestie rozbudowy wojsk OT i w ogóle zbytnie wzmacnianie czy też ochrona własnego przemysłu zbrojeniowego. I tylko w tym zakresie można posądzać Rosjan, ale nie tylko ich. 

Generalnie widać, iż polskie służby nie dają rady lub są na tyle sparaliżowane prawnie lub organizacyjnie, że nie mogą sobie dawać rady. I to jest problem. Osłoną kontrwywiadowczą jednak trzeba otoczyć polityków aktualnie rządzących, ale także opozycji. Tylko muszą oni o tym wiedzieć, aby nie było posądzenia o zbieranie na nich haków.

Bywałem kiedyś za granicą z posłanką, która w 2013 r.  została wybrana na szefową sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Znając jej sposób funkcjonowania, roztrzepania itd. byłem pewien, że tu żadne szkolenie nic nie pomoże. Problemem wad polskiego systemu jest także dobór kadr do sprawowania funkcji szczególnie wrażliwych dla bezpieczeństwa państwa. 

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy