Oni walczyli za Polskę i dla Polski

Historia lat powojennych na Pogórzu Przemyskim niesie w sobie wiele niespodzianek, ma swoją specyfikę i tragizm. W lipcu mija 75 lat od mordu dokonanego przez oddział UPA w Jaworniku Ruskim na 14 żołnierzach WP z 9. Dywizji Piechoty. Najmłodszy z żołnierzy miał 19 lat, a najstarszy 24.

Zostali w większości powołani do odbycia obowiązkowej służby wojskowej w Polsce, taka jaka wówczas była. Skierowani zostali wraz ze swoją jednostką w rejon Przemyśla. Mieli za zadanie chronić miejscową ludność przed mordami ze strony ukraińskiego podziemia narodowego oraz jak się okazało bronić także polskości ziem po prawej stronie Sanu.

W dniu 23 lipca 1946 r. pododdział WP z Przemyśla uzyskawszy informację, iż w Jaworniku Ruskim znajduje się duży oddział UPA wyruszył w kierunku tejże miejscowości. Miało tam się znajdować zgrupowanie kilku sotni UPA. W następnym dniu Polacy zaczęli przeczesywać las, w wyniku którego doszło do kilku potyczek z banderowcami. W trakcie jednej z nich w ręce UPA wpadło 14 żołnierzy WP, których po rozebraniu do bielizny doprowadzono do lasu i tam zamordowano.

Przez ponad siedemdziesiąt lat rodziny zamordowanych żołnierzy otrzymywali od władz wojskowych informację, iż ich synowie zaginęli. Czasami pojawiały się także sugestie, iż prawdopodobnie zdezerterowali z pola walki, co jeszcze bardziej przygnębiało rodziny. Sprawa znalazła swój finał po 70. latach, gdzie mieszkańcy Jawornika Ruskiego i okolicznych miejscowości postanowili rozpocząć poszukiwania Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów.

Jedno z podań starszych osób mówiło, iż w pewnym obszarze lasu słyszano strzały, gdzie wcześniej widziano prowadzonych w bieliźnie młodych chłopców. Po kilkudniowych poszukiwaniach odkryto miejsce, gdzie leżały łuski i medaliki. Okazało się, iż kilka metrów dalej jest zagłębienie. Po wykopaniu kilkudziesięciu centymetrów gruntu ukazały się kości. Zawiadomiono Policję i IPN Oddział w Rzeszowie, przeprowadzono ekshumację i wydobyto szczątki czternastu osób. Po wykonanych badaniach w Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie potwierdzono, iż to są zaginieni żołnierze. Radość rodzin, którym po latach przekazano informację, iż odnaleziono ich krewnych.

Okazało się też, iż wspomniani żołnierze zginęli śmiercią męczeńską, a nie zdezerterowali z pola walki. Lokalni mieszkańcy w miejscu morderstwa postawili swoim rodakom krzyż, tablicę informacyjną oraz przygotowali infrastrukturę umożliwiającą dotarcie do tego miejsca.

To właśnie tam, w dniu 25 lipca 2021 r. odbyła się piękna uroczystość, gdzie na zaproszenie mieszkańców Jawornika Ruskiego przedstawiciele Sejmu RP, Starostwa Powiatowego w Przemyślu, Urzędu Gminy w Birczy, 34. batalionu OT z Jarosławia, 5. Batalionu Strzelców Podhalańskich z Przemyśla, Grupy Rekonstrukcji Historycznych oraz licznie zgromadzonych gości doszło do poświecenia tablicy i krzyża przez miejscowego proboszcza.

Sama uroczystość ma jednak dodatkowy wymiar. Wiele przesłanek jednoznacznie wskazuje, że zamordowani żołnierze nie bronili tylko miejscowej polskiej ludności, ale mniej lub bardziej świadomie walczyli o przynależność tych ziem do Polski. Prawie miesiąc po ich śmierci, 16 sierpnia 1946 r. w Moskwie podpisano ostateczną umowę graniczną pomiędzy rządem Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie (uznany wówczas przez USA i Wielką Brytanię za jedynie legalny) a ZSRR. Wcześniej Waszyngton i Londyn wypowiedziały uznanie legalności prawowitemu rządowi RP na Uchodźctwie w Londynie.

Tragizm sytuacji ówczesnych żołnierzy walczących z piastowskim orzełkiem na czapce z terroryzującymi ludność formacjami nacjonalistów ukraińskich polegał na tym, iż tylko oni mogli zapewnić życie dziesiątkom tysięcy Polaków tam żyjącym. Tylko ci żołnierze mogli bronić polskości tej części Rzeczypospolitej Polskiej, którą nam zostawili na wschodzie przywódcy USA, Rosji i Wielkiej Brytanii. 

Czy dzisiejsza granica wschodnia RP mogła się znajdować na rzece San? Oczywiście! Na umowę między wspomnianymi mocarstwami nie godził się Nikita Chruszczow, który jeszcze w 1944 r. żądał, aby granica pomiędzy Polską a ZSRR była na linii okupacji radzieckiej z 1939 r. To właśnie on przez kilka lat do 3 marca 1947 r. sprawował funkcję I sekretarza Komunistycznej Partii Ukrainy, czyli faktycznie rządził republiką radziecką.

Wiele dokumentów wskazuje, iż kierowane z Kijowa radzieckie służby specjalne prawdopodobnie od jesieni 1945 r. kontrolowały część przywódców OUN i UPA. Czyli w okresie walki o ostateczny przebieg wschodniej granicy RP Chruszczow działał tak, aby na tyle zdestabilizować poprzez mordy i napady UPA teren Pogórza Przemyskiego, żeby tylko wojska Armii Czerwonej mogły wprowadzić na tym obszarze stabilizację.

To, że Bircza i setki innych miejscowości na wschód od Sanu należą dzisiaj do Polski to zasługa m.in. skutecznej trzykrotnej obrony Birczy oraz tym 14 żołnierzom WP, którzy oddali życie za polskość tych ziem.


Fot. Ewa Karlik/ Małgorzata Dachnowicz/ Andrzej Wrotniak

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy