Na wojnie zawsze opadają maski

Każdy konflikt, niezależnie od formy pozycjonuje nie tylko strony, ale także zmusza zaplecze walczących do ujawnienia swoich sympatii. Tak też jest w przypadku obecnego konfliktu związanego z bezpieczeństwem polskich granic. To, że poszczególne państwa, w tym sąsiedzkie mają czasami sprzeczne interesy jest normą w stosunkach międzynarodowych. Normą jest także to, że każde poważne państwo chroni swoje terytorium i dba o bezpieczeństwo społeczne. 

W wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku z jednej strony stało polskie społeczeństwo, które zmuszone zostało wcześniej przez zaborców do walki ze sobą w okopach I wojny światowej, a z drugiej zarażone ideologią bolszewicką osoby pochodzenia polskiego, które dążąc do stworzenia Polskiej Republiki Rad powołali w Białymstoku Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski. Wtedy wszystko było proste. Z jednej strony przytłaczająca większość społeczeństwa polskiego, gdzie obok siebie w okopach stał ziemianin, chłop i robotnik a po drugiej stronie bolszewicy z polskimi renegatami walczący nie o Polskę, ale ideologię, która miała zniszczyć wielowiekową tradycję i wartości.

Dzisiaj jest o wiele trudniej rozpoznać kto po której stronie stoi, gdyż na szczęście krew na polu bitwy się nie toczy, a wolności obywatelskie niosą w sobie prawa do życia, według wartości które nie stoją w sprzeczności z prawem. Są jednak obszary w życiu społecznym, które są prawem sankcjonowane i dotyczą one wartości stanowiących istotę państwa. 

Jednym z tych wartości jest ochrona granic i zakaz ich przekraczania w miejscach niedozwolonych. Właśnie do ich ochrony powołano formację Straży Granicznej. Oczywiście są i powinny być przypadki, kiedy można złamać nienaruszalność pasa granicznego, ale zazwyczaj są one związane z ratowaniem życia i zdrowia ludzi zagrożonych przez sąsiadujące państwo. Jednak to co jest wyjątkiem nie może być normą! 

Obecnie polska zmaga się ze stymulowaną przez Białoruś presja migracyjna na nasze wschodnie granice. W każdym normalnie podchodzącym do takiego problemu społeczeństwie, niezależnie od poglądów politycznych mamy jednolite wsparcie dla służb ochraniających granice, a nawet oczekiwanie ich dużej skuteczności. Okazuje się jednak, iż jest zgoła inaczej i w Polsce znajdują się środowiska oraz osoby publiczne spełniające zadania, które można określić jako podręcznikowa dywersja ideologiczna.

Z jednej strony mamy państwo białoruskie, które w formie operacji specjalnej próbuje wprowadzić chaos w polskiej przestrzeni społecznej, a z drugiej strony mamy niektóre media, polityków, publicystów i osoby prywatne wspierające Mińsk w swoich zamiarach (świadomie, bądź nie). Głoszą przy tym idee, które w 2016 roku doprowadziły wiele państw europejskich do poważnych zagrożeń społecznych, z którymi borykają się do dzisiaj. Przykładem niech będzie Szwecja, która w zaledwie kilka lat stała się areną setek zamachów bombowych, czy też notująca corocznie skokowy wzrost brutalnej przestępczości. 

Czym zatem jest dywersja ideologiczna? Jest to na przykład wprowadzanie w debacie publicznej podwójnych standardów. Jeden dla atakującego, a drugi dla ofiary. Oczywiście w pierwszym przypadku chroni się własne zasoby a w drugim atakuje przeciwnika wskazując, iż trzeba liberalizować wiele dziedzin życia społecznego w tak radykalny sposób, iż wywoła to demoralizację społeczną. 

Tutaj widzimy, iż Białoruś wzmacnia ochronę swoich granic a zarzuca Polsce, iż nie toleruje przekraczania granicy w miejscach niedozwolonych przez niezidentyfikowane osoby.

Znany radziecki specjalista z tej dziedziny Tomas Schuman (Jurij Bezmienow) wskazywał, iż aby skutecznie dokonać agresji ideologicznej potrzebna jest zmiana kanonu zasad w danym społeczeństwie i do tego służą wewnętrzne ośrodki dywersji ideologicznej, gdyż agresja w tym obszarze z zewnątrz jest nieskuteczna. Czyli mówiąc wprost należy zaimplementować w społeczeństwie nowe kanony zasad. Wspomniany Bezmienow mawiał, iż wystarczy do zdemoralizowania społeczeństwa, aby np. wasze dzieci przez dekadę nazywały służby policyjne „świniami” i „faszystami”, w co się idealnie wpisuje Władysław Frasyniuk, obrażający wyzwiskami żołnierzy WP i funkcjonariuszy Straży Granicznej, którzy wykonują swoje konstytucyjne obowiązki. 

Inny specjalista od walki informacyjnej Vladimir Volkoff powołujący się na starożytnego stratega chińskiego Suz Zi (Sun Tzu) wskazuje, iż jednym z elementów tej taktyki jest właśnie podrywanie dobrego imienia wojska i w odpowiednim momencie rzucenie go na pastwę pogardy rodaków. Co jest celem dywersji ideologicznej? Jest nim sparaliżowanie mentalne narodu za pomocą użycia różnego rodzaju instrumentów z arsenału oddziaływania informacyjno-psychologicznego, w tym dyskredytacja państwa i jego organów. Wprowadza się chaos w obszary uporządkowane systemowo i prawnie poprzez narzucanie innego obrazu rzeczywistości za pomocą technik z obszaru walki informacyjnej. 

Jedną z tych technik jest zarządzanie refleksyjne, które w tym wypadku jest wdrażane poprzez nadmierne generowanie współczucia dla osób wykorzystywanych przez służby specjalne Białorusi a deprecjonujące wartości związane z bezpieczeństwem Polski. Zaciera się tu rzeczywistość, która jest przykrywana falą emocji.

Przykładem tych narzędzi niech będzie „Gazeta Wyborcza” od lat promująca idee niejednokrotnie sprzeczne z wartościami chrześcijańskimi, która na swych łamach w wygodnych dla siebie momentach podkreśla, iż Polska jako kraj chrześcijański bluźni nie otwierając szeroko granic dla dziesiątek tysięcy imigrantów. W sukurs tym treściom idzie wielu polityków. 

Dziś właśnie jest ten czas, czas, w którym coraz wyraźniej widać po której stronie kto stoi, i nie chodzi tu o podziały polityczne, wyznawane idee czy też światopogląd, ale o to czy dbamy o bezpieczeństwo Polski czy też idziemy drogą działaczy Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski.

Fot. SG/gov.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy