Makdonaldyzowanie śmierci człowieka

Wiele lat temu amerykański autor George Ritzer w swych książkach zaprezentował wizję świata opanowanego przez hiper konsumpcję.  Świat ten funkcjonuje według nowych zasad zwanych „macdonaldyzacją”, czyli zracjonalizowaniem systemów handlu i wszelkiego rodzaju usług. Autor podał jej definicję: Jest to proces, na mocy którego zasady prowadzenia restauracji szybkiej obsługi rozpowszechniają się, zagarniając coraz większe połacie życia społecznego w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie.”

Macdonaldyzacja była odpowiedzią na odejście od zasad humanistycznych na rzecz techniczno-pragmatycznego pojmowania potrzeb ludzkich. Jej pojawienie zbiegło się w czasie z załamaniem w społeczeństwach Zachodu wielkich ideologii, oferujących lepsze i szczęśliwsze życie, a także ze spadkiem religijności i postaw prospołecznych. Dzisiaj według tych reguł żyjemy, kształcimy się, podróżujemy, chorujemy i.… umieramy.

McMedycyna 

Coraz częściej mamy do czynienia, szczególnie w dużych szpitalach, z tzw. leczeniem taśmowym, a wyznacznikiem wszystkiego staje się efektywność.

Stąd rozpowszechnienie usług „jednego dnia”, gdzie pacjent przychodzi, jak do warsztatu naprawczego.  Niewątpliwie, z powodu oszczędności wymuszonej efektywnością rezygnuje się z wielu istotnych badań, a tymczasem związana ze służbą zdrowia maszyna biurokratyczna rozrasta się.

Podobnie, jak we wszystkich systemach racjonalnych, również w medycynie obserwujemy dążenie do przejścia na technologie nie wymagające udziału człowieka. Diagnozowanie automatyzuje się i biurokratyzuje, coraz częściej zleca się je komputerom. Lekarze pełnią funkcję dyspozytorów kierujących pacjentów do urządzeń lub wąskich specjalistów. Równocześnie, zarówno lekarze jak i pacjenci podlegają rozlicznym manipulacjom pracodawców, firm ubezpieczeniowych, właścicieli placówek, a istnienie kosztownych technologii skłania do ich wykorzystywania, nawet bez uzasadnionej potrzeby. W miarę, jak urządzenia się komplikują lekarze tracą rozeznanie w ich działaniu i pozwalają decydować samym maszynom lub inżynierom obsługi. Prowadzi to niekiedy do koszmarnych pomyłek, jak np. operowanie niewłaściwego pacjenta. Jego los coraz bardziej jest zależy od biurokracji szpitala i technologii.

Ponieważ celem jest stałe obniżanie kosztów, niezamożny pacjent może w ogóle nie trafić na czas do specjalisty – tak on jak i lekarz utracili autonomię. Stali się peselem.



Makdonaldyzacja śmierci i pochówku

Umieranie, tak jak rodzenie wyprowadzono z domów, oddając pacjentów pod opiekę personelu medycznego. Śmierć zbiurokratyzowano, zdepersonalizowano, człowieka zaś zamieniono w przypadek. W ostatniej godzinie zamiast rodziny i innych bliskich ludzie widzą wokół siebie obcych. Śmierć wygnano, ale pozostały zyski z niej płynące. Od „polowania na zwłoki” przez konkurujące firmy pogrzebowe, przez reklamę i asortyment najbardziej wyszukanych usług. Jak w supermarkecie i salonie piękności zarazem – trumny, nagrobki, ale też – makijaże, upiększanie, zamrażanie… Kremacje, jako szybszy i bardziej efektywny rodzaj pochówków zaczynają dominować, a trumny jadące na „pasie” transmisyjnym zaczynają przypominać pogrzeby taśmowe.

Ritzer przytoczył autentyczne ogłoszenie: „Ceremonia trwa 15 minut. Prosimy nie przedłużać”. Zresztą wiele rodzin na Zachodzie rezygnuje z pogrzebu i ogranicza się do uczestnictwa w ceremonii, podczas której urna stoi już na ołtarzu lub postumencie.

W Niemczech istnieją od lat „parki pamięci”, gdzie spopielone zwłoki rozsypuje się pod trawnikami, prochy za odpowiednią opłatą zamienia się w „brylanty” do noszenia w ozdobach. W USA prochy zmarłych ładuje się nawet do pocisków strzelniczych.

Los ludzkich zwłok staje się coraz bardziej „zracjonalizowany”. Chodzi o pobieranie narządów do transplantacji, szczególnie od zmarłych dzieci. Ukoronowaniem owej racjonalizacji może stać się w przyszłości masowa eutanazja.

Ciepło z krematoriów

W Danii krematoria odprowadzają ciepło z pieców do lokalnych sieci grzewczych. Nawet Kościół zgodził się na takie spożytkowanie energii z kremacji. Duńczycy uważają, że ogrzewanie domów ciepłem, pochodzącym z krematorium, to sensowny i praktyczny sposób na obniżenie temperatury, jaką osiąga się w procesie kremacji.

Ponadto twierdzą, że jest to rozwiązanie pragmatyczne i ekologiczne. Nawet Duńska Rada Etyki nie widzi w tym nic złego – zarówno pod względem zasad moralnych, jak i religijnych. Duńska Rada Etyki w 2006 roku orzekła, że przy odprowadzaniu ciepła z krematorium do lokalnych sieci ciepłowniczych nie dochodzi do żadnego naruszenia godności ciała ludzkiego, ani do niegodnego traktowania. Aktualnie nad tym rozwiązaniem debatują pozostałe kraje skandynawskie, a Wielka Brytania i Stany Zjednoczone w niektórych miastach już je zainstalowały.

EKO-kremacja

Mieszkańcom Stanów Zjednoczonych, ale też Wielkiej Brytanii, oferuje się od niedawna eko-kremację.

Procedura nazywana też wodną kremacją lub resomacją, polega na rozpuszczaniu miękkich tkanek ciała komorze ciśnieniowej. Do jedwabnej torby chowa się zwłoki, umieszcza na metalowej ramie i wkłada do resomatora. Urządzenie wypełnia się mieszanką wody i wodorotlenku potasu. W temperaturze 160 st. C. przeprowadza się proces alkalicznej hydrolizy.

Utrzymuje się odpowiednie ciśnienie, by nie doszło do wrzenia. Po ok. 3 godzinach po ciele zostają białe kości oraz niewielka ilość biologicznej mazi z aminokwasów, peptydów cukrów i soli. Delikatne kości kruszy się na proch i oddaje rodzinie w urnie. Płyn wraca do środowiska – wylewa się go w parku pamięci, czasem na pola (ponoć to świetny nawóz) albo po prostu do kanalizacji. W czasie resomacji ludzkiego ciała nie podgrzewa się tak bardzo, jak przy tradycyjnej kremacji, więc i ślad węglowy jest mniejszy.


Holenderska hydroliza alkaliczna

Holenderski rząd pracuje nad przepisami umożliwiającymi rozpuszczanie ciał zmarłych w chemicznej cieczy.

Sproszkowane kości zostałyby umieszczone w urnie i zwrócone krewnym, a powstałą w wyniku hydrolizy alkalicznej ciecz proponuje się wykorzystywać do nawożenia pól lub do produkcji biogazu.

Pani minister spraw wewnętrznych Kajsa Ollongren, zapowiedziała legalizację takich rozwiązań, zwanych hydrolizą alkaliczną. Porowate, białe kości, zasadniczo przekształcone chemicznie w fosforan wapnia, można z łatwością zgnieść w dłoni, są rozdrabniane granulatorem i umieszczane w urnie pod postacią białego proszku, podobnie jak przy kremacji. Eksperci twierdzą, że hydroliza alkaliczna jest metodą „bezpieczną dla środowiska, godną i trwałą”. Belgia, Szkocja także planują zastosować tę metodę unicestwiania ciała ludzkiego.

„Kreatywność” nie ma granic

W dzisiejszym zdehumanizowanym świecie mnożą się pomysły jak najefektywniej wykorzystać ludzkie zwłoki.

  1. Capsula Mundi – jeden z projektów, które mają rozwiązać wspomniany problem. Człowiek byłby umieszczany w biodegradowalnej kapsule, a ta byłaby „połączona” z drzewem. Gatunek wybieralibyśmy jeszcze za życia. Rozkładające się zwłoki zasilałyby drzewo,
  • Infinity Burial Suit – chodzi o ubranie ciała w strój z… grzybów. Ich zadaniem byłoby szybkie przetworzenie, zutylizowanie ciała. Znikałby np. problem szkodliwych związków uwalnianych przy rozkładzie. Grzyby ponoć świetnie sobie z nimi poradzą.

I znowu: miałoby być szybko i naturalnie. Bez pomników, bez cmentarzy, jakie znamy. Z prochu powstałeś, w proch się obracasz…, a twoim ciałem” nakarmimy” drzewo lub grzyby w tym samym miejscu wkrótce zaczną rozkładać kolejne ciało.

  • Projekt Urban Death Project – w tym przypadku chodzi o zwykły kompostownik. W mieście zamiast cmentarzy powstawałyby budynki do rozkładania ludzkich zwłok. To w nich ciała byłyby przechowywane krótko po śmierci. Rodzina i znajomi żegnaliby zmarłego, a następnie zwłoki byłyby stymulowane do rozkładu – niczym w kompostowniku, na którym ląduje skoszona trawa, chwasty czy obierki. Powstawałaby bogata w substancje mineralne gleba, która następnie byłaby wykorzystana w zieleni miejskiej. Tu żyłeś, tu zasilisz krzewy w parku.

Ludzki kompostownik

Rozwiązanie szwedzkie to metoda „wysuszania na zimno”, podczas którego ciało zostaje przekształcone w organiczny nawóz. Jest to „kąpiel” w ciekłym azocie o temperaturze minus 196 stopni Celsjusza, podczas której mechaniczne wibracje kruszą na pył zamrożone zwłoki. Otrzymany różowo-beżowy proszek, stanowiący ok 30 proc. wagi ciała, zostaje później wysuszony oraz oczyszczony z wszelkich zanieczyszczeń. Cały proces odbywa się placówce przypominającej krematorium i trwa ok. dwóch godzin. Szwedzka firma Promessa opatentowała tę metodę. Firma zachęca do używania, przetworzonych ludzkich szczątków jako nawozu.

W maju 2019 roku stan Waszyngton jako pierwszy w USA zalegalizował kompostowanie ludzkich zwłok. Od tego roku zwłoki osób zmarłych na terenie stanu można przerabiać na nawóz i używać na przykład w ogrodnictwie.

Zwolennicy tej metody argumentują: „Rekompozycja stanowi alternatywę dla balsamowania i pochówku lub kremacji, jest naturalna, bezpieczna, trwała i spowoduje znaczne oszczędności w emisji dwutlenku węgla i użytkowaniu gruntów”. Właścicielka firmy Recompose Katrina Spade, która lobbowała za tym rozwiązaniem przekonywała, że „pomysł bezpośredniego powrotu do natury i do cyklu życia i śmierci jest naprawdę piękny”.

Ekologia ważniejsza od szacunku dla człowieka?

Na naszych oczach giną ostatnie świętości.  Znika szacunek dla zmarłych. Idea sprowadzenia człowieka do roli kompostu to przerażający znak naszych czasów. Ludzie budują cmentarzyska dla psów i kotów, a matki, babcie mają zasilać system energetyczny i glebę.

dr Lucyna kulińska

Nawet barbarzyńcy budowali groby tym, których kochali. Dzisiejsze praktyki to przykład postępującego upadku cywilizacji. Człowiek, korona stworzenia, sprowadza siebie do roli nawozu dla przyrody.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy