Łatwe do wprowadzenia są tylko zmiany na gorsze



Rodzimi budowlańcy w czasach pandemii: orły, sokoły, herosi – za moment przebudują Malbork na ochronkę dla ozdrowieńców a zamek w Książu na lazaret dla skomplikowanych przypadków. Mogą? A kto im zabroni? Wszakże prawo Murphy`ego mówi, że idealny fachowiec wie absolutnie wszystko o niczym. Zgodnie z powyższym – co bardziej kreatywni deweloperzy, postanowili ulżyć rodakom w covidowych cierpieniach i nabudować nam wszystkiego najlepszego.

„Zbędne” pozwolenia


Przez siedem miesięcy deweloperzy działali na mocy ustawy z dnia 7 marca 2020 roku, która miała za zadanie przystosować określone regulacje prawne do niecodziennych okoliczności związanych z pandemią. Ustawa – co do zasady była bardzo potrzebna i pożądana. Zamierzenie ustawodawcy było zasadne, patrząc na terminy, jakie obowiązują w budownictwie obecnie. Cały proces począwszy od uzyskania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, po pozwolenia na budowę a następnie na użytkowanie, trwa w tej chwili kilkanaście miesięcy, a w praktyce zdarza się, że kilka lat. Skompletowanie wszelkich dokumentów lub zderzenie się z terenem, który nie posiada miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, całkowicie uniemożliwiłoby podjęcie jakichkolwiek działań.

Przewidziana na 180 dni obowiązywania ustawa – zawierała oczywiście ogromne ryzyko nadużyć. Można było dopracować poszczególne jej zapisy, zwłaszcza ten mówiący, iż ustawa znajduje zastosowanie do wszystkich świadczeniodawców oraz świadczeniobiorców przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Doprecyzowanie artykułu, mogłoby zapobiec stosowaniu tak szerokich nadużyć przy indywidualnym budownictwie mieszkaniowym.

Tym bardziej, że artykuł 2 brzmi: „Ilekroć w ustawie jest mowa o przeciwdziałaniu COVID-19, rozumie się przez to wszelkie czynności związane ze zwalczaniem zakażenia, zapobieganiem rozprzestrzenianiu się, profilaktyką oraz zwalczaniem skutków choroby, o której mowa w ust. 1.

O ile bezsporne wydaje się uproszczenie obrotu dokumentacji, w przypadku, gdy dobudowywano śluzy do wejść szpitalnych, czy naprędce stawiano punkty do pomiaru temperatury, o tyle prezent dla deweloperów w postaci „wolnej ręki” przy dewastowaniu środowiska, było naganne. Utopią było myśleć, że branża z tak szeroko uchylonej furtki nie skorzysta. W tej chwili zarówno eksperci, prawnicy, jak i branża medyczna, doceniając szybkie wprowadzenie uproszczeń budowlanych, zwracają uwagę na liczne nadużycia i oceniają, że w ustawie należało doprecyzować, iż korzystać z niej mogą wyłącznie podmioty ochrony zdrowia.

Uchwalona specustawa nie precyzowała, w jakim zakresie wyłączone zostaje zastosowanie regulacji. Rozpoczynając więc dowolną inwestycję, podmiot musiał tylko poinformować organ administracji architektoniczno-budowlanej o swoich działaniach. Sprowadzało się to jedynie do podania rodzaju, zakresu i sposobu wykonywania robót budowlanych, terminu ich rozpoczęcia, oraz oświadczenia o związku budowy z przeciwdziałaniem Covit-19.

Sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy w związku z pandemią, była ze wszech miar bezprecedensowa i nikt nie odmawia sensowności szybkich zmian w ustawodawstwie. Wprowadzenia błyskawicznej ustawy pomogło choćby w budowie kontenerowego szpitala w Bolesławcu. Dyrekcja szpitala i samorząd powiatowy chcieli być przygotowani na drugą falę epidemii, a dzięki odrębnemu oddziałowi nie trzeba będzie ponownie zamykać całej placówki. Podobne plany ma prywatny warszawski szpital grupy Lux Med. W oparciu o uchwalone przepisy, w stolicy ma powstać nowoczesny szpital onkologiczny.


Jak czegoś nie wolno, ale bardzo się chce – to można


I wtedy wchodzi deweloper – cały na biało… Dostawał co prawda kilkanaście razy odmowne decyzje dla swoich inwestycji – ale od czego jest pandemia? Doczytał o specustawie i łopaty ruszyły.

Gmina Stare Babice pod Warszawą. Teren dawnej bazy wojskowej w lesie bemowskim, w pobliżu rezerwatu. W planie zagospodarowania, działka przeznaczona pod zalesienie. Deweloper, który dostał już kilkanaście odmów – korzystając ze specustawy chce wybudować 140-metrowe domy. Mają one być wynajmowane osobom odbywającym kwarantannę, a później tym, którzy stracili dach nad głową wskutek pandemii. Bardzo wzruszające. Tym bardziej, że budowniczy nie jest wylewny w opowieściach, jakie ma dalsze plany do użytkowania domków – po pandemii. Dziennikarze są przez ochronę odsyłani z kwitkiem.

Mechelinki, w okolicach Gdyni. Działka rolna w pobliżu łąk nadmorskich. Teren chroniony a sytuacja analogiczna, jak w Babicach. Najpierw wieloletnie odmowy wydania zgody na budowę, a następnie ogromna empatia ze strony dewelopera, skutkująca planami budowy 12 domów nad samym morze. Oczywiście dla ozdrowieńców.

Jastrzębia Góra – budowa 20 domów na terenach chronionych, Wieliszew w okolicach Warszawy – próba budowy 8 piętrowego wieżowca, pośród wiejskiej zabudowy.

Empatia branży budowlanej, wybiła podczas pandemii jak gejzery na Islandii – wszyscy chcą pomagać, jak mogą.

Ciężko było namówić jakiegokolwiek dewelopera na wywiad z dwóch powodów: pierwszy – mają boom budowlany i czas nagli, drugi – wiedzą, że korzystają z niedoskonałości ustawy. W normalnych warunkach nikt nie pozwoliłby im karczować rezerwatów. Przecież to nie wina dewelopera, że Państwo mu pozwoliło.

Trudno dziś przewidzieć, jak poszczególne nadzory budowlane podejdą do takich koszmarków budowlanych lub zmiany sposobu użytkowania budowli.

Nie wiadomo jeszcze, czy będzie potrzeba ich legalizacji lub przeprowadzenia postępowania mającego na celu ustalenie prawidłowości ich budowy i zastosowanych rozwiązań konstrukcyjnych. Tak czy inaczej – oby odbyło się to bez zbędnej zwłoki – podobnie jak uchwalanie ustawy.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy