Kto nas okrada z wolności? Wielkie portale społecznościowe w natarciu

Portale sięgają po „rząd dusz” i odbierają politykom władzę

Prezydent supermocarstwa cenzurowany i banowany przez portale społecznościowe takie jak Facebook, Tweeter, Istagram czy YouTube? Czy to w ogóle mieści się w głowie? A jednak to się dzieje. Miały jedynie ułatwiać komunikację między ludźmi, a przy okazji robić biznes na reklamach i ofertach. Tymczasem stały się przepotężnym narzędziem manipulacji i nadzoru nad społeczeństwem.

Okazuje się, że to nie politycy, ale wielkie korporacje medialne i internetowe sięgnęły po „rząd dusz” i dyktują politykom, nawet tym na najwyższym szczeblu, co mogą komunikować obywatelom. Ba dopuszczają się dezinformacji na niesłychaną skalę.

Gotowanie żaby

„Żabę gotowano” powoli. Nie oznacza to, że nie dochodziły do nas informacje, o coraz częstszym, bezwzględnym kasowaniu wpisów na najpopularniejszych portalach (FB, Twitter), o manipulowaniu wynikami wyszukiwania na Google, czy blokowaniu filmów i transmisji na YT.

Narzędzie przygotowano zawczasu: to oskarżenia o mowę nienawiści i wszystkie inne możliwe warianty tej zbrodni, jak faszyzm, ksenofobia, homofobia itp. Ostatnio, jak wiemy, kasowane są wpisy podważające oficjalną doktrynę dotyczącą pandemii i szczepień.  Właściciele mediów i portali decydują o naszym zdrowiu i życiu. A my nie mamy prawa do jakichkolwiek wątpliwości. To koszmar!

Walka z poglądami prawicowymi

Walka z poglądami konserwatywnymi, nie mówiąc już o religii, na portalach trwa. Są one dyskryminowane. Przyznają to sami ich pracownicy. Odbywa się to już na etapie sortowania, czyli tzw. kształtowania zawartości. Obcinane są zasięgi prawicowych stron, pozycjonuje się je na końcu lub kasuje.

Dla zwykłego użytkownika są to zabiegi niemal niezauważalne. Przecież nie zakłada się złej woli właściciela, a tym bardziej całej korporacji. Kiedy sprawa jest podnoszona przez niektórych użytkowników, zalicza się ją do teorii spiskowych i przemilcza.

Rząd Trump’a ma „na pieńku” z Facebookiem

Wybitną nienawiść właściciela Facebook’a do Donald’a Trump’a można tłumaczyć tym, że za jego kadencji firma Zuckerberg’a została oskarżona o praktyki monopolistyczne. Gigantowi mediów społecznościowych groziło rozbicie na mniejsze podmioty. W 2019 roku FTC (Federalna Komisja Handlu) nałożyła na portal karę w wysokości 5 mld dolarów za naruszenia prywatności. Kara była największą, jaką komisja kiedykolwiek nałożyła na firmę technologiczną.

Jak to było w USA

Wiosna-lato 2020. Przez Stany Zjednoczone przewala się ogromna fala rozruchów. Dochodzi do aktów przemocy, gwałtów, strzelanin, a nawet morderstw. W wielu miastach mają miejsce zorganizowane ataki na budynki federalne, w tym sądy. W walkach odniosło rany ok. 700 policjantów.

W Seattle w stanie Waszyngton powstaje coś na wzór Komuny Paryskiej. Zadymiarze zajęli posterunek policji z mieszczącą się w nim centralą telefoniczną. Demokratyczna pani mer i radni uchwalili nawet obcięcie pieniędzy dla policji, mimo gwałtownie wzrastającej przestępczości. Władze miasta przez wiele tygodni nie miały dostępu do terenu zajętego siłą przez lewackich zadymiarzy z Antify i ruchu BLM. Pani mer Seattle przynaglana przez administrację Trump’a o szybkie przywrócenie porządku odpowiedziała, że wszystko jest OK, bo trwa tam lato miłości!

Atak na Biały Dom

31 maja 2020 roku demonstranci zaatakowali Biały Dom. Ochrona zabrała prezydenta Trump’a do specjalnego schronu. Demonstrujący ranili wielu ludzi z ochrony i podłożyli nawet ogień w tzw. Kościele Prezydentów.

Amerykańskie media i portale rozpływały się w zachwytach nad pełnią demokracji w działaniu! Większość przestępstw tuszowano, nikt się nie oburzał, wszystko dawało się wytłumaczyć i usprawiedliwić. Mimo sfilmowanych rabunków, podpaleń, pobić ludzi próbujących bronić swoich biznesów, sklepików ani jeden ważny polityk z Partii Demokratycznej nie wystąpił z apelem o zatrzymanie rozruchów.

Kiedy prezydent Trump apelował do demokratycznych merów i gubernatorów, aby ukrócić te bezsensowne akty przemocy, a nawet zaproponował wysłanie sił federalnych do przywrócenia porządku, spotykał się z odmową. Tak było przez całe lato!

Inne standardy wobec wydarzeń pod Kapitolem

Demonstranci, którzy weszli do Kapitolu to coś innego – barbarzyńcy, mob (motłoch). Trump (niemający informacji o sytuacji pod Kapitolem) zakończył przemówienie wysyłając zgromadzonych do domów. Później wraz z napływem wiadomości o zajściach zaapelował o spokój i opamiętanie się. Potępił akt wtargnięcia i przemoc.

Machina propagandowa ruszyła natychmiast. Zablokowano konta prezydenta na portalach, oskarżając Trump’a o sprawczość zajścia i “desakralizacji” Kapitolu. Akcję uznano za zbrodnię niespotykaną w całych dziejach Ameryki.

Sytuację porównano do spalenia Białego Domu i Kapitolu przez Brytyjczyków w wojnie 1814 r., japońskiego ataku na Pearl Harbor (7 XII 1941), czy ataku na Twin Towers w Nowym Jorku (11 IX 2001).

Teraz we wszystkich mediach i na portalach mówiono wręcz o zwyrodnieniu zwolenników Trump’a. Zupełnie zapomniano o swoim wcześniejszym totalnym zachwycie nad paleniem centrów amerykańskich miast, masowymi aktami grabieży, nad celowym niszczeniem prywatnych biznesów i biciem niewinnych ludzi.

Skandal we Francji

We Francji w październiku 2020 roku nastoletni muzułmanin oderżnął głowę nauczycielowi historii, za poruszenie na lekcji tematu karykatur Mahometa. Kilkanaście dni później inny muzułmanin w zabytkowej bazylice w Nicei zamordował troje wiernych. Jednej z kobiet odciął głowę. Tego samego dnia Mahathir Mohamad, z wykształcenia lekarz, niedawny premier 31-milionowej Malezji, tak odniósł się do tych odrażających zamachów: „Muzułmanie mają prawo być wściekli i mają prawo zamordować miliony Francuzów za masakry z przeszłości.

Wydawało się, że wybuchnie gigantyczny skandal, a media staną murem przeciwko terrorystom i osobom wzywającym do masowej przemocy. Nic takiego się jednak nie stało. Sprawę przemilczano. Zaś Facebook nie zamknął konta tego niebezpiecznego podżegacza. Portal ograniczył się jedynie do usunięcia jego wpisu. Twitter poszedł jeszcze dalej – nie tylko nie zlikwidował, aby odebrać możliwość dalszego siania nienawiści; nie tylko nie usunął wpisu, ale… dał do niego adnotację: „Ten wpis narusza zasady o propagowaniu przemocy. Jednak Twitter uznał, że pozostawienie tego wpisu może być w interesie publicznym”.

To był koniec kar dla islamskiego polityka piszącego, że islamiści mają prawo zamordować miliony Francuzów.

Za co zamyka się konta internautów?

Widocznie słowa Donald’a Trump’a ,,Rozejdźcie się do domów, nie chcemy, żeby komuś stała się krzywda” były bardziej niebezpieczne dla światowego pokoju, niż pisanie, że muzułmanie mają prawo zamordować miliony Francuzów.

Co robić? Tak naprawdę sami jesteśmy sobie winni. Zrezygnowaliśmy z bezpośrednich kontaktów ze znajomymi. Poszliśmy za stadem, za nowinkami, by „nie zostać w tyle”.  Oddaliśmy Facebookowi i innym komunikatorom dane, kontakty, a nawet swoje myśli. Nie powinniśmy się dziwić, że zostaliśmy oszukani lub że nas wykorzystano.

My to wszystko wiemy. Wiemy i nic z tym nie robimy, tylko się złościmy. Ogarnęła nas bierność i poczucie niemocy. Nie myślimy nawet o walce z taką korporacyjną potęgą. Sama świadomość ścisłej współpracy Googla, Amazona, Tweetera, Facebooka, Visy, Appla, Oracla obezwładnia. Jednak bojkot jest konieczny.

Wprawdzie portale alternatywne są jeszcze nieporadne i niszczone przez gigantów, ale wydaje się, że odwrotu nie ma. W USA ludzie porzucają Tweetera i FB na rzecz komunikatorów i platform takich jak Padler, GAP.com, WE-GO, ME- WE, Rumble itp.

Ponadto powinniśmy oczekiwać wsparcia ze strony własnych rządów. System podatków i kontroli powinien ostudzić imperialno-kolonizacyjne zapędy obcych koncernów. Są kraje, które już to robią. Miejmy nadzieję, że Polska będzie następna!

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy