Gospodarka Irlandii w recesji. Co czeka Polaków na wyspie?

Irlandia pogrąża się w kryzysie, który może być większy niż recesja sprzed dekady – przestrzegają ekonomiści. Jedną z jego przyczyn będzie obecna pandemia koronawirusa, którą odczują wszystkie bez wyjątku gospodarki świata. Drugim – brexit, na który Irlandczycy nie mieli i nie mają żadnego wpływu.


Kryzys nie pozostanie bez znaczenia dla Polaków w Irlandii, których większość już niedługo może wrócić do ojczyzny. To, że na Zielonej Wyspie rozpoczęła się recesja, widać z ostatnich danych dotyczących rynku pracy. Narodowy Urząd Statystyczny Irlandii (CSO) informuje, że stopa bezrobocia w tym kraju wzrosła na koniec kwietnia do poziomu… 28,2 proc. To absolutny rekord odkąd urząd statystyczny został zobligowany do prowadzenia comiesięcznych statystyk. Wcześniejsze dramatycznie wysokie bezrobocie pamiętają Irlandczycy z połowy lat osiemdziesiątych – w 1985 r. zarejestrowano wskaźnik na poziomie 17,3 proc. i był to absolutny rekord, o którym uczą się dziś irlandzcy studenci nauk ekonomicznych, a który wydawał się wówczas oraz później – w czasie wielkiego kryzysu finansowego z początku pierwszej dekady tego stulecia (bezrobocie wynosiło w 2012 r. 16 proc.) – niemożliwy do pobicia.


Dynamiczny spadek


Nie chodzi wyłącznie o to, że niemal 1/3 część pracujących mieszkańców i rezydentów tego kraju nie ma dzisiaj pracy, ale także o dynamikę spadku zatrudnienia.

Na koniec lutego stopa bezrobocia wynosiła 4,8 proc., co jest uznawane za normalny poziom bezrobocia w zdrowej gospodarce. Marzec kończył się już bezrobociem na poziomie 15,5 proc.


Spadku zatrudnienia rejestrowanego obecnie nie spodziewał się absolutnie nikt. Bezrobotni byli pracownicy większych zakładów przemysłowych i małych firm rodzinnych, osoby prowadzące działalność gospodarczą, mogą dzisiaj wciąż wiązać koniec z końcem dzięki rządowemu wsparciu – zasiłkom, na które gabinet premiera Leo Varadkara przeznaczył 6,5 mld euro z krajowego budżetu. Pieniądze trafiły na rynek jako wsparcie dla firm, których przychody spadły przynajmniej o jedną czwartą, pod warunkiem utrzymania miejsc pracy. Z budżetu państwa dofinansowywane są pensje pracownicze – 70 proc. pensji do wysokości 38 tys. euro rocznie (410 euro tygodniowo) – podniesiono również zasiłek dla bezrobotnych do rekordowych 350 euro tygodniowo (podobnej wysokości zasiłek „chorobowy” dostają w Irlandii także wszyscy objęci obowiązkową kwarantanną).

W kwietniu liczba osób pobierających zasiłki podwoiła się w stosunku do poprzednich miesięcy i przekroczyła 600 tys.


Ten zły Covid-19


Winę za fatalny stan gospodarki tego kraju ponosi w pierwszej kolejności epidemia koronawirusa, która zmusiła irlandzki rząd do wprowadzenia restrykcji w celu wyhamowania dynamicznie wzrastającej liczby nowych zakażeń. Restrykcje te wstrzymały niemal całą gospodarkę – w najtrudniejszym momencie zamknięte były niemal wszystkie, poza spożywczymi, sklepy, szkoły, puby, restauracje, urzędy i instytucje publiczne. Nie wolno było również wychodzić z domu bez ważnej i uzasadnionej potrzeby, czego dość skrupulatnie pilnowała irlandzka Garda.

Instytut Badań Gospodarczych i Społecznych (ESRI), czołowy ekonomiczny think thank w tym kraju uprzedza, że gospodarka Irlandii skurczy się w roku 2020 o ponad 7 proc. PKB.


Gdyby nie pandemia kraj pozostałby na stabilnej ścieżce wzrostu gospodarczego na poziomie 4 proc. PKB rocznie będąc najszybciej rozwijającą się gospodarką Unii Europejskiej. ESRI podkreśla, że w związku z nieprzewidywalnością sytuacji epidemicznej, w prognozowaniu nie można zastosować normalnych modeli ekonomicznych.


Nie tylko pandemia


Kryzys pogłębi jeszcze trwający od wielu miesięcy brexit, czyli bolesny dla Wielkiej Brytanii proces wychodzenia z Unii Europejskiej. W związku z wypowiedzeniem traktatów europejskich Brytyjczycy wychodzą m.in. z unii celnej, co z pewnością znacznie spowolni handel między Londynem a państwami członkowskimi. Zjednoczone Królestwo będzie miało tylko jedną granicę lądową ze Wspólnotą Europejską – właśnie między Irlandią a Irlandią Północną, będącą częścią Korony Brytyjskiej.

Między dwoma krajami ponownie zostaną wprowadzone posterunki graniczne oraz kontrole celne, zaś mieszkający na jednej wyspie obywatele dwóch krajów już zaczynają się obawiać wybuchu dawnych sentymentów niepodległościowych w Irlandii Północnej i dążenia części obywateli Republiki Irlandii do wyrzucenia Brytyjczyków z całej wyspy.


W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. Wyspy Brytyjskie były często targane zamachami terrorystycznymi organizowanymi przez Irlandzką Armię Republikańską domagającą się „końca okupacji przez Londyn i Windsorów”. Nastroje zostały tak naprawdę uspokojone dopiero kiedy między Irlandią i Irlandią Północną zlikwidowano granicę.

Jednak dążenia zjednoczeniowe Irlandczyków to najmniejszy z problemów, który pojawi się z odbudowaniem granicy. Znacznie poważniejszy to handel międzynarodowy między ooma krajami. Utrzymanie otwartej lub choćby „miękkiej” granicy było jednym z najważniejszych punktów negocjowanego porozumienia między Unią Europejską a Londynem. Dzisiaj wiadomo już, że nie znajdzie się on w porozumieniu w kształcie, jaki gwarantować będzie pokój na wyspie, a brytyjski premier Boris Johnson przyznaje, że konieczność kontroli towarów wysyłanych do Irlandii Północnej z innych części Zjednoczonego Królestwa oraz kontrolowanie towarów przyjmowanych z Irlandii są coraz bardziej prawdopodobne. Wyjście z Unii Celnej największego partnera handlowego Irlandczyków również zaboli tamtejszą gospodarkę.


Największa mniejszość


Kiedy 12 grudnia ubiegłego roku w Gleneagles Hotel Convention Center w Killarney odbywała się uroczystość wręczania irlandzkich paszportów nowym obywatelom tego kraju Polacy stanowili większość. W grupie dwóch tysięcy osób ślubujących „wierne przestrzeganie prawa państwa i szanowanie demokratycznych wartości Irlandii w deklaracji wierności i lojalności” stało aż 317 Polaków. Związali się z Zieloną Wyspą planując na niej pozostać do końca życia, będąc częścią nowej ojczyzny, ale również wyjątkowo silnej na wyspie Polonii.

Polacy trafiali do Irlandii za każdym razem, kiedy Polska pogrążała się w kryzysie. Dzisiaj, według danych Narodowego Urzędu Statystycznego, jest nas tam niespełna 123 tysiące.


I choć wydaje się, że to znacznie mniej niż w Niemczech czy sąsiedniej Wielkiej Brytanii, trzeba pamiętać, że Irlandia to kraj niewielki – z niespełna pięcioma milionami obywateli. W tym kontekście mniejszość polska zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.

Polacy są największą mniejszością narodową na wyspie od 2004 r., kiedy do Irlandii dotarła największa nadwiślańska fala zarobkowa. Dzisiaj łączna liczba polskich obywateli w Irlandii to średniej wielkości polskie miasto takie jak Elbląg czy Gorzów Wielkopolski. I choć wciąż część z nich deklaruje, że pozostanie tam najdłużej, jak to będzie możliwe, niemal połowa rozważa powrót do kraju w przypadku pogłębienia się kryzysu i bezrobocia. Sami Irlandczycy też coraz bardziej niechętnie patrzą na imigrantów zarobkowych. Jeżeli bezrobocie przekroczy tam przewidywany przez ESRI 18 proc. w długoterminowej perspektywie, pracę będą otrzymywać przede wszystkim rodowici Irlandczycy. Budżet państwa nie będzie zaś gotowy na utrzymanie zasiłków na obecnym poziomie, szczególnie po ponad sześciomiliardowym zastrzyku pomocy dla tamtejszej gospodarki.


Czy Polacy mają dokąd wracać?

Pozostaje pytanie, czy polska gospodarka, sama zmierzająca w stronę kryzysu, będzie przygotowana na zaabsorbowanie ponad stutysięcznej rzeszy Polaków wracających z Irlandii.


A trzeba pamiętać, że wielu naszych rodaków będzie wracało również z nie mniej zagrożonej przez kryzys Wielkiej Brytanii negocjującej brexit, której rząd nie ukrywa, że z chęcią pozbędzie się imigrantów z Europy Środkowej i Wschodniej oraz z Niemiec i Francji.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy