Epidemia w Chinach już nie jest medialna?

Większość mediów niemal straciło zainteresowanie tym, jak z Sars-Cov-2 radzi sobie kraj będący jego kolebką. Tymczasem sytuacja epidemiczna Chin jest bardzo ciekawa. Partia komunistyczna utrzymuje strategię „zero Covid”. Jeszcze pół roku temu dziennikarze informowali o przetrzymywaniu dziesiątek tysięcy osób na kwarantannie w „kontenerach”. Miejscach odosobnienia, które można porównywać do obozów koncentracyjnych.

Zapewne wielu z nas pamięta wstrząsające relacje z pierwszych dwóch kwartałów 2020 roku, przede wszystkim z prowincji Hubei. Puste ulice, a także spawanie drzwi do domów, jako środek zapobiegający nieuzasadnionemu przekraczaniu domowników poza próg mieszkania… Potem te obrazy nie były już tak częste. Zresztą media były zaaferowane postępem epidemii w Europie. Tymczasem, choć stosowane środki ulegają modyfikacjom, strategia Chin od tego czasu niewiele się zmieniła.

Dość powiedzieć, że jeszcze w marcu b.r. dziennikarze donosili o wprost nieludzkim traktowaniu ludzi podejrzanych o kontakt z koronawirusem. Obejmowało ono między innymi stworzenie dla nich czegoś na kształt obozów koncentracyjnych. Informowała o tym m. in. chińska dziennikarka, Jennifer Zeng.

Z podanych przez nią informacji wynika, że osoby przetrzymywane w tak uwłaczających warunkach jak te przedstawione na filmie, były zobowiązane do uiszczania za tę „przyjemność” równowartości 46 dolarów dziennie. I to przez co najmniej 3 tygodnie – nie licząc opłat za lekarstwa, testy i dodatkowych wydatków.

Chiński rząd cenzuruje podobne treści i chwali się swoimi osiągnięciami medycznymi oraz humanitarnymi. Jednak według przekazów świadków każdy obywatel wbrew swej woli, a nawet bez rzeczywistej przyczyny o charakterze zdrowotnym, mógł zostać przymusowo skierowany do tego albo podobnego miejsca.

Obecnie Chiny kontynuują swoją strategię „zero Covid”, oznaczającą chęć całkowitego pozbycia się wirusa. Wciąż więc po wykryciu nowych nosicieli lokalnie zarządzane są lockdowny oraz masowe badania. Wydawane są także zakazy przemieszczania się pomiędzy miejscowościami. Funkcjonują bardzo restrykcyjne reguły kwarantanny, mimo że ponad ¾ ludności przyjęło pełną dawkę szczepionki.

Łamanie praw człowieka to dla rządu chińskiego chleb powszedni, ale oczy ludzi wychowanych w kulturze zachodniej powinien otwierać fakt, że część krajów naszego kręgu cywilizacyjnego również nie wahała się przed wprowadzeniem podobnych regulacji. Do sztandarowych przykładów należały Australia i Nowa Zelandia. Ale zakres poszanowania przyrodzonych praw człowieka także w niektórych państwach europejskich czy w amerykańskich stanach (zarządzanych przez Demokratów) po dziś dzień pozostawia naprawdę wiele do życzenia.

Dla innych państw odpowiednio wysoki poziom zaszczepienia społeczeństwa był przesłanką do poluzowania restrykcji sanitarnych. Dla Chin natomiast większe znaczenie ma wymiar propagandowy stosowania szczepionek. Oprócz tego prowadzą one przy pomocy swoich preparatów dyplomację skierowaną do państw Azji Centralnej i Afryki. W ramach pomocy humanitarnej Pekin przekazał już kilka milionów dawek szczepionek chińskiej produkcji.

Przez wzgląd na obstrukcję chińskich władz w martwym punkcie utknęły natomiast dochodzenia w sprawie przyczyn wybuchu epidemii. Chińczycy w dalszym ciągu utrudniają pracę nie tylko specjalistom amerykańskim (co zrozumiałe), ale również inspektorom WHO, czyli organizacji w znacznym stopniu nieoficjalnie przez siebie kontrolowanej.

Sierpniowy raport amerykańskich służb wywiadowczych nie wyciąga ostatecznej konkluzji co do pochodzenia i natury wirusa. Doniesienia niektórych mediów są coraz bardziej intrygujące i mówią o zaangażowaniu zachodnich naukowców i urzędników w skandaliczne badania prowadzone przez Instytut Wirusologii w Wuhan.

fot. CCTV Video News Agency/YT

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy