Dlaczego prezydent Mościcki opuścił kraj?

Haniebna ucieczka szosą na Zaleszczyki czy chęć kontynuowania walki na terytorium sojusznika? Wrzesień 1939 r. do dziś wywołuje emocje i dyskusje nad sensem oporu oraz zachowaniem najwyższych przedstawicieli Państwa Polskiego. Dlaczego zatem prezydent Ignacy Mościcki przekroczył granicę polsko-rumuńską? Jakie były jego motywacje?

Perspektywa nadciągającego konfliktu polsko-niemieckiego skłaniała przedstawicieli opozycji, środowisk akademickich, a nawet niektórych ministrów do powołania rządu „narodowego”. Miał on w założeniu pomysłodawców skupiać przedstawicieli wiodących partii politycznych, co gwarantowałoby poparcie większości społeczeństwa dla gabinetu działającego w momencie ostrego kryzysu politycznego. Jednakże w sierpniu 1939 r. propozycja została przez Ignacego Mościckiego odrzucona. Prezydent argumentował, że gabinet Felicjana Sławoja Składkowskiego cieszy się olbrzymim poparciem ze strony społeczeństwa. Nie zrealizowano również pomysłu ministra spraw zagranicznych Józefa Becka o utworzeniu rządu „wojennego” z marsz. Edwardem Śmigłym-Rydzem na czele z powodu braku zgody samego zainteresowanego.

A więc wojna…

Wybuch II wojny światowej zastał Ignacego Mościckiego w prezydenckiej rezydencji w Spale, dokąd udał się 29 sierpnia 1939 r. Ze względu na bezpieczeństwo głowy państwa nie powrócono do Zamku Królewskiego w Warszawie, a od nocy z 1 na 2 września 1939 r. prezydent przebywał we wsi Błota w pobliżu Falenicy.

Początek wojny stał się przyczyną wydania szeregu aktów prawnych i obwieszczeń regulujących zarządzanie państwem – 1 września 1939 r. wydane zostało zarządzenie Rady Ministrów o wprowadzeniu stanu wyjątkowego, co wymagało wyrażenia zezwolenia przez prezydenta. Oprócz tego Ignacy Mościcki wydał dekret regulujący m.in. sprawowanie zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi na czas wojny. Tego samego dnia prezydent specjalnym aktem zarządził również stan wojenny na obszarze całego państwa, działając na podstawie ustawy z 23 czerwca 1939 r.

Jednocześnie Prezydent RP skierował orędzie do obywateli Rzeczypospolitej, w którym pisał:

„Nocy dzisiejszej odwieczny wróg nasz rozpoczął działania zaczepne wobec Państwa Polskiego, co stwierdzam wobec Boga i historii. W tej chwili dziejowej zwracam się do wszystkich obywateli Państwa w głębokim przeświadczeniu, że cały Naród w obronie swojej Wolności, Niepodległości i Honoru, skupi się dookoła Wodza Naczelnego i Sił Zbrojnych oraz da godną odpowiedź napastnikowi, jak to się już nieraz działo w historii stosunków polsko niemieckich. Cały Naród Polski, pobłogosławiony przez Boga, w walce o swoją świętą i słuszną sprawę, zjednoczony z Armią, pójdzie ramię przy ramieniu do boju i pełnego zwycięstwa”.

Z powodu zrealizowania przesłanki z art. 24 Ustawy konstytucyjnej z 1935 r. mówiącej o zaistnieniu stanu wojny prezydent w nocy z 1 na 2 września 1939 r. wyznaczył marsz. Edwarda Śmigłego-Rydza na swojego następcę na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju.

1 września został również opróżniony sejf na Zamku Królewskim w Warszawie, skąd zabrano w dalszą drogę najistotniejsze dokumenty państwowe oraz insygnia prezydenckie. W nocy z 5 na 6 września Ignacy Mościcki przeniósł się do dworu Fudakowskich w Krasnobrodzie, natomiast 8 września przebywał już w Ołyce, gdzie zatrzymał się w radziwiłłowskim zamku. Tam też przyjął od premiera i ministra skarbu sprawozdanie o sytuacji w kraju.

W trakcie wojennej zawieruchy Felicjan Sławoj Składkowski konsultował z prezydentem ważniejsze decyzje. 12 września w kwaterze prezydenta doszło do narady, w której oprócz głowy państwa i szefa rządu wzięli udział marsz. Edward Śmigły-Rydz oraz Józef Beck. W wypowiedzi Naczelnego Wodza pojawiła się koncepcja ewakuacji najwyższych władz państwowych i wojskowych do Kołomyi, gdzie w ramach tzw. przedmościa rumuńskiego wyznaczonego przez rzeki Dniestr i Stryj oraz granice węgierską i rumuńską trwać miała dalsza obrona. W konsekwencji 14 września zapadła decyzja o realizacji tego planu, prezydent udać się miał do majątku Załucze.

Sowiety wkroczyły…

17 września prezydent Ignacy Mościcki o godz. 9:00 dowiedział się o agresji Związku Sowieckiego. W kwaterze Józefa Becka w Kutach o godz. 16:30 odbyła się narada najwyższych władz politycznych i wojskowych, to jest prezydenta, Naczelnego Wodza, premiera oraz ministra spraw zagranicznych. Wobec agresji ze strony Związku Sowieckiego zapadła decyzja o przekroczeniu polsko-rumuńskiej granicy przez władze cywilne.

Początkowo marsz. Edward Śmigły-Rydz podjął decyzję o pozostaniu w kraju i kontynuowaniu walki, nie zmienił swej decyzji mimo nalegań Felicjana Sławoja Składkowskiego. Ostatecznie jednak postanowił przekroczyć granicę. 24 grudnia 1939 r. marszałek tak tłumaczył swą decyzję gen. Józefowi Wiatrowi: „Dnia 17 września znalazłem się w sytuacji, w której o jakimkolwiek dowodzeniu nie mogło być mowy. Postanowiłem, mając przy tym zapewnienie rumuńskie, przedostać się do Francji lub Anglii, a to wychodząc z założenia, że pozostaje mi do wykonania druga część moich zadań i obowiązków, a mianowicie dopilnowanie, by zobowiązania wobec Polski zostały dopełnione i by doświadczenia kampanii polskiej nie zostały zmarnowane. Byłem i jestem przekonany, że dokonać tego skutecznie mógł przede wszystkim ten rząd, który otrzymał zobowiązania sojuszników i który tę wojnę rozpoczął, tak jak właściwą ocenę wojny polsko-niemieckiej mogli dać tylko ci dowódcy, którzy tę wojnę prowadzili”.

Dodać należy, że w razie powrotu marsz. Śmigłego-Rydza znad granicy prędzej niż bohaterska śmierć na polu chwały walcząc przeciw Niemcom czy Sowietom groził mu raczej tragiczny los z rąk zrewoltowanych Ukraińców, którzy we wrześniu 1939 r. podnieśli antypolską irredentę na kresach południowo-wschodnich.

Około 21:00 marsz. Śmigły-Rydz poinformował ministra Józefa Becka o tym, że wojska sowieckie znajdują się już w Śniatyniu, około 20 kilometrów od Kosowa i Kut. Były to informacje nieprawdziwe. Kuty zostały zajęte przez Armię Czerwoną dopiero 21 września w popołudniowych godzinach. Rozpoczęła się ewakuacja władz cywilnych do Rumunii. Józef Beck granicę przekroczył około 23:00 w Wiżnicy, natomiast prezydent RP Ignacy Mościcki opuścił terytorium Polski około północy.

Uosobienie Rzeczypospolitej…

Motywy opuszczenia kraju przez władze cywilne wydają się dosyć jasne. Najwyższymi władzami politycznymi kierowała chęć zachowania ciągłości władzy oraz kontynuowania walki – na przykład poprzez organizację Wojska Polskiego we Francji – u boku sojuszników. Tak zresztą uzasadnił swoją decyzję prezydent Ignacy Mościcki w „Orędziu” wydanym 17 września 1939 r.: „Z przejściowego potopu uchronić musimy uosobienie Rzeczypospolitej i źródło konstytucyjnej władzy. Dlatego, choć z ciężkim sercem, postanowiłem przenieść siedzibę Prezydenta Rzeczypospolitej i Naczelnych Organów Państwa na terytorium jednego z naszych sojuszników. Stamtąd, w warunkach zapewniających im pełną suwerenność, stać oni będą na straży interesów Rzeczypospolitej i nadal prowadzić wojnę wraz z naszymi sprzymierzeńcami”.

Przewidywano rychłą ofensywę francuskiej armii i szybki powrót do Polski. Mimo chęci przejazdu przez terytorium Królestwa Rumunii i udania się do krajów alianckich stało się to niemożliwe z powodu podjęcia decyzji przez rumuńskie czynniki rządowe o internowaniu władz polskich.

Wówczas prezydent Mościcki skorzystał ze swych konstytucyjnych uprawnień i wyznaczył na swojego następcę na urzędzie głowy państwa gen. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, a wobec francuskiego sprzeciwu co do tej kandydatury inspirowanego kołami polskimi skupionymi wokół gen. Władysława Sikorskiego, ostatecznie wyznaczył na urząd Władysława Raczkiewicza, po czym zrzekł się godności umożliwiając temu ostatniemu złożenie przewidzianej przez ustawę zasadniczą przysięgi. Przekroczenie przez prezydenta Ignacego Mościckiego granicy miało zatem jeden cel – chodziło o ocalenie „uosobienia Rzeczypospolitej i źródła konstytucyjnej władzy”. Alternatywą było oddanie się w ręce któregokolwiek z agresorów. W przypadku Związku Sowieckiego Mościcki podzieliłby zapewne los prezydentów państw bałtyckich, a zatem groziłoby mu uwięzienie, zesłanie do łagrów i śmierć.

Gdyby zaś został aresztowany przez Niemców – spotkałby go podobny los, albo też stałby się głową resztkowego państewka kolaborującego z nazistami, co oznaczałoby hańbę, utratę ziem zachodnich, współudział w holokauście i sprowadzenie do roli satelickiego wobec III Rzeszy kraju. Takiej decyzji prezydent Mościcki podjąć nie mógł.

Polacy we wrześniu 1939 r. nie mieli dobrego wyjścia. Prezydent Mościcki wykonał to, co do niego należało. Przekazał władzę, by trwać mogły konstytucyjne organy państwowe, które prowadziły dalszą walkę w czasie II wojny światowej, po niej zaś stały się symbolem niepodległościowych dążeń Polaków i suwerennej władzy.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy