Dania: zemsta norek zza grobu?

Niedoszła „Piątka dla zwierząt” wywołała w zeszłym roku dyskusję publiczną na tematy związane z rolnictwem. Pojawiły się analizy o charakterze porównawczym, z których najbardziej przebiły się do mediów informacje związane z hodowlą norek. W tym roku zaskakujące posunięcie poczyniła Dania – norki stały się tam najliczniejszymi ofiarami koronawirusa.

Sytuacja norek w Danii uległa gwałtownej zmianie w ostatnim kwartale 2020 roku. Napięcie rosło jak w thrillerze. Przed epidemią Dania była największym producentem futer z norek na świecie. Hodowla tych zwierząt odbywała się aż na 1500 fermach. Większość z nich znajdowała się w Jutlandii. 

To właśnie w Jutlandii Północnej stwierdzono od czerwca do połowy października zeszłego roku 200 przypadków zakażeń koronawirusem przenoszonym przez norki, a właściwie kolejną mutacją tego patogenu noszącą nazwę Klaster5 (Cluster5). Mutacja ta nie prowadziła do cięższego przebiegu choroby COVID-19, ale pojawiły się opinie o jej większej odporności na ludzkie przeciwciała, co mogło znacznie oddalać perspektywę wyprodukowania skutecznej szczepionki. 

Likwidację feralnych ferm rozpoczęto od października. Przepisy epidemiczne pozwalały rządowi na uśmiercanie zwierząt na tych fermach, gdzie wykryto ognisko choroby albo na fermach sąsiadujących. Dalej jednak nie mógł się posunąć.

Nielegalna decyzja rządu

Na początku listopada duńska premier Mette Frederiksen zapowiedziała nakaz wybicia wszystkich hodowanych w kraju norek, niezależnie od ich kontaktu z koronawirusem i niezależnie od dystansu do najbliższej zainfekowanej fermy. 

Szacuje się, że pod wpływem wypowiedzi premier hodowcy z własnej inicjatywy wybili ok 2,5 miliona norek. Ta sytuacja jeszcze bardziej zaogniła tarcia na duńskiej scenie politycznej. Opozycyjni przedstawiciele parlamentarnej prawicy zwracali uwagę, że wystąpienie premier Frederiksen może być jedynie apelem bez żadnych skutków prawnych, o niepotrzebne uśmiercenie norek oskarżyli także ministra ds. żywności Mogensa Jensena. Zarzuty kierowane wobec niego doprowadziły zresztą wkrótce do jego dymisji. 

Kolejną kwestią do rozstrzygnięcia było to, kto odda hodowcom pieniądze za norki wybite nie wskutek istniejących przepisów prawa, ale na podstawie niewiążącego apelu szefowej rządu.

Porozumienie z opozycją

W połowie listopada nie było jeszcze pewne czy rzeczywiście dojdzie do wybicia pozostałej przy życiu części duńskich norek. Dalej nie istniała bowiem podstawa prawna takiej decyzji, a gabinet Mette Frederiksen był rządem mniejszościowym (pozostaje takim zresztą do dziś). Porozumienie z opozycją doprowadziło do usankcjonowania nakazu wybicia norek i to ze skutkiem wstecznym, co ma znaczenie, jeżeli chodzi o odpowiedzialność odszkodowawczą państwa. Zakazało one także hodowli norek w Danii do 2022 roku. 

25 stycznia parlament przegłosował, że na odszkodowania dla branży futrzarskiej przeznaczonych zostanie nawet do 19 miliardów koron (ok. 2,5 miliarda euro). W większości będą to rekompensaty za uśmiercone 17 milionów sztuk zwierząt, niewypracowane zyski ze sprzedaży skór i za demontaż budynków należących do gospodarstwa rolnego.

Niespodziewany problem

Ta sprawa mogłaby się tak zakończyć, gdyby nie zaskakujące komplikacje związane z rozkładającymi się truchłami wybitych norek. Jako że nie zostały one spalone a pochowane w ziemi, już pod koniec listopada rząd przyznał, że konieczna może okazać się ich ekshumacja. Pojawiły się obawy o nadmierne wydzielanie przez nie do ziemi trujących pierwiastków – fosforu i azotu. 

Ponadto pochowane płytko pod ziemią, truchła zostały z powrotem wypchnięte na powierzchnię. W grudniu rząd zadecydował o ekshumacji 4 milionów martwych norek celem ich spalenia. Pod miejscami, gdzie je zakopano faktycznie doszło do skażenia gleby, ale rządowa agencja ochrony środowiska, która opublikowaławstępne wyniki badań tego miejsca wyraźnie zaznaczyła, że nie ma niebezpieczeństwa skażenia ujęć wody pitnej.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy