”Covidowy rocznik” będzie miał łatwiej

Minister Edukacji i Nauki- Przemysław Czarnek 16 grudnia podpisał rozporządzenie w sprawie przyszłorocznych matur i egzaminów ósmoklasisty. W związku z pandemią i zdalnym trybem nauczania, wymagania dla uczniów zostaną obniżone. Zmiany mają dotyczyć nie tylko zakresu materiału, ale i formy egzaminów.

Jakie zmiany na maturze?

Maturzyści w 2021 będą zdawali egzamin dojrzałości na uproszczonych zasadach:

  • nie będzie obowiązkowych egzaminów ustnych (tak jak i w tym roku),
  • do egzaminu ustnego zarówno z języka polskiego jak i obcego nowożytnego będą mogli przystąpić uczniowie, którym wynik będzie potrzebny do rekrutacji na studia za granicą,
  • nie będą musieli zdawać egzaminu z przedmiotu dodatkowego,
  • do uzyskania świadectwa dojrzałości wymagane będzie jedynie zaliczenie przedmiotów obowiązkowych na poziomie podstawowym (tj. matematyki, polskiego i obcego nowożytnego) na co najmniej 30 %,
  • nie będzie wymagane więc aby podejść do jakiegokolwiek egzaminu na poziomie rozszerzonym,
  • do egzaminu z języka polskiego wprowadzono trzeci tematów do wyboru na odpowiedź pisemną (dotychczas były dwa).

Oprócz strony formalnej, zmieni się także zakres merytoryczny. Wykreślono niektóre zagadnienia np. z podstawy programowej z matematyki znikną bryły obrotowe.

Ośmioklasiści

Z podstawy programowej do egzaminu po ósmej klasie z listy lektur wykreślono m.in. „Tędy i owędy” Melchiora Wańkowicza. Jeżeli chodzi o matematykę to ograniczono zagadnienia związane z bryłami przestrzennymi oraz działaniami na pierwiastkach.  Na egzaminie z angielskiego uczniowie nie będą pytani o mowę zależną ani o czas past perfect.

Nowa lista wymagań do obu egzaminów dostępna jest na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej w zamieszczonym tam rozporządzeniu wraz z załącznikami. Do 31 grudnia CKE ma opublikować aneksy do informatorów z poszczególnych przedmiotów.

Amnestia Czarnka

Oprócz tego nowe przepisy przewidują możliwość “dodatkowego zaliczenia” matury dla absolwentów poprzednich lat (tzw. “amnestia Czarnka”). Dotyczy to tych abiturientów, którzy w poprzednich latach z każdego przedmiotu obowiązkowego w części pisemnej otrzymali co najmniej 30 proc. Umożliwi to więc zaliczenie matury tym, którzy nie zdali matury, ponieważ nie zaliczyły części ustnej z polskiego lub języka obcego.

Trudno ocenić jednak czy przepis ten znajdzie zastosowanie w praktyce. Amnestia Czarnka może bowiem zakończyć się fiaskiem podobnie jak rozwiązanie proponowane przez Romana Giertycha w roku 2006. To drugie zostało zaskarżone do TK przez Rzecznika Praw Obywatelskich jako niekonstytucyjne. W następstwie tych działań TK orzekł, że minister edukacji nie może w sposób samoistny i arbitralny zmieniać warunki zaliczania matur.

“Trybunał Konstytucyjny podziela stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, że Minister Edukacji Narodowej, stanowiąc rozporządzenia jako akty wykonawcze do ustaw, nie dysponuje pełną swobodą w określaniu, kto zdał egzamin maturalny.”
WYROK z dnia 16 stycznia 2007 r. Sygn. akt U 5/06*.

Uzasadnienie projektu

Niestety wbrew nazwie zamieszczony dokument nie rozwija tematu przyczyn decyzji.  Jedynym elementem jest zdanie w pierwszym akapicie uzasadnienia do rozporządzenia:

“Konieczność nowelizacji rozporządzenia (…) wynika z potrzeby określenia sposobu przeprowadzania egzaminów zewnętrznych w 2021 r. w warunkach trwającego w Polsce stanu epidemii COVID-19.”

Cała reszta wskazanego dokumentu to jedynie powtórzenie rozporządzenia i skrócony opis wprowadzanych zmian. Projektodawca powołuje się bowiem na szerokie konsultacje publiczne w tym zakresie (m.in. opinie nauczycieli, uczniów i jednostek naukowych). Warto byłoby więc dowiedzieć się, w jaki sposób odpowiedziano sobie na szereg wątpliwości, który budzi ten projekt.

Po pierwsze jest to pytanie, czy rozwiązanie takie można uznać za sprawiedliwe. Należy zastanowić się czy uczniowie innych roczników nie zostaną w ten sposób pokrzywdzeni. Mowa tu o abiturientów, którzy będą ubiegać się o wpis na kierunki, na których progi przyjęcia są bardzo wysokie. Maturzyści z mniejszym zakresem wiedzy będą mogli uzyskać wyższe wyniki z matur i konkurować z innymi również w przyszłych rekrutacjach.

Plan przeprowadzenia egzaminów z przedmiotów rozszerzonych w oparciu o ograniczony zakres wymagań podstawy programowej to duży błąd. Na egzaminie na poziomie rozszerzonym nie ma progu zdawalności. Wystarczy jedynie do niego przystąpić. Taka decyzja jest zupełnie nieuzasadniona.

Czy wskazane rozwiązanie jest zasadne z punktu widzenia samych uczniów? Co prawda łatwiejszy egzamin na pierwszy rzut oka może wydawać się dla nich wybawieniem. Pojawia się jednak wątpliwość, kiedy będą mieli nadrobić opuszczony materiał.

Sytuacja będzie najbardziej dotkliwa dla uczniów klas ósmych. Z podstawy wykreślono m.in część zagadnień związane z bryłami przestrzennymi oraz działaniami na pierwiastkach. Trudno sobie wyobrazić przerabianie materiału na poziomie szkoły średniej bez takich podstaw. Ustawodawca wydaje się tutaj zapominać, że czymś innym jest budowanie nowej podstawy programowej, a doraźne wykreślanie z niej niektórych fragmentów.

Nie można jednak ograniczać się tylko do słów krytyki. Ministerstwo Edukacji słusznie znajduje potrzebę wsparcia uczniów zdających w przyszłym roku egzaminy. Trzeba pamiętać, że ten rok był dla nich szczególnie trudny. Nie każdy miał odpowiednie warunki do nauki.

Wydaje się jednak, że działania ustawodawcy nie są dobrze ukierunkowane. O ile akceptowalnym rozwiązaniem jest obniżanie progu zdawalności (ew. dodatkowa możliwość poprawy), to pomoc nie powinna odbywać się kosztem najbardziej zdolnych i ambitnych uczniów.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy