Covidowe kontrowersje prawne

To, co do tej pory wydawało się polityczną awanturą, może wkroczyć na nową płaszczyznę. Ustawa antycovidowa oraz jej kolejne nowelizacje, radykalnie zmieniły wiele dziedzin prawa. Uchwalane w pośpiechu przepisy budzą też poważne wątpliwości co do zgodności z Konstytucją RP. W moim tekście przedstawiam te najbardziej kontrowersyjne.

Budowlana wolna amerykanka

W okresie od 8 marca do 5 września 2020 r. obowiązywał art. 12 ustawy o przeciwdziałaniu COVID-19.

Zgodnie z jego treścią, do projektowania, budowy, przebudowy, remontu, utrzymania i rozbiórki obiektów budowlanych, w tym zmiany sposobu użytkowania, w związku z przeciwdziałaniem COVID-19, nie stosowało się przepisów ustawy Prawo budowlane, ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, a w przypadku konieczności poszerzenia bazy do udzielania świadczeń zdrowotnych, także przepisów wydanych na podstawie ustawy o działalności leczniczej, regulujących wymagania, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą



We wskazanym okresie można było wznosić w zasadzie dowolne budynki i budowle na większości terenów, o ile wykazało się, że inwestycja taka prowadzona jest w związku z przeciwdziałaniem COVID-19. Przykładowo możliwe było wybudowanie wieżowca wśród zabudowy wiejskiej, czy też osiedla domów jednorodzinnych w lesie, o ile inwestor uzasadnił budowę przeznaczeniem obiektu na izolatoria, szpital, czy też inny obiekt wykorzystywany na rzecz chorych. Kto zorientował się w brzmieniu przepisu w odpowiedniej chwili zarobi podwójnie – najpierw na podstawowym celu inwestycji, a po zakończeniu epidemii na przekwalifikowaniu obiektów na cele biurowe lub mieszkaniowe i sprzedaniu ich z adekwatnym zyskiem. Wszystko przy braku zachowania procedur budowlanych i bez nadzoru.

W normalnych warunkach proces budowlany do droga przez mękę i slalom między przepisami oraz istniejącymi ograniczeniami. Przyszedł COVID-19 – i nagle wolność zabudowy pojawiła się z kształcie nieznanym od zamierzchłych czasów.

O wykrytych nadużyciach na gruncie powołanego przepisu opowiadamy o osobnym artykule.

Rozporządzenia ministra z mocą ustawy

Kuriozalne – aczkolwiek uzasadnione potrzebą chwili – przepisy wprowadził art. 28 ustawy o przeciwdziałaniu COVID-19. Do ustawy Prawo oświatowe dodano art. 30b i 30c.

Zgodnie z nimi, minister właściwy do spraw oświaty i wychowania uzyskał uprawnienie do czasowego ograniczenia lub zawieszenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty w przypadkach uzasadnionych nadzwyczajnymi okolicznościami zagrażającymi życiu lub zdrowiu młodzieży na obszarze kraju lub jego części. W sytuacji takiej minister uzyskał też uprawnienie do wydania rozporządzenia, którym wyłącza stosowanie niektórych przepisów Prawa oświatowego, ustawy o systemie oświaty oraz ustawy o finansowaniu zadań oświatowych, w odniesieniu do wszystkich lub niektórych jednostek systemu oświaty, a także wprowadzenia w tym zakresie odrębnych unormowań tak, aby zapewnić prawidłową realizację celów i zadań tych jednostek.

Zgodnie z tą regulacją minister edukacji może zawiesić stosowanie aktu prawnego wyższego rzędu – ustawy i wydać rozporządzenie, które zastąpi jej przepisy. Nijak ma się to do postanowień Konstytucji RP

– art. 92 ust. 1 i 2 wskazuje, że rozporządzenia są wydawane przez organy wskazane w Konstytucji, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Upoważnienie powinno określać organ właściwy do wydania rozporządzenia i zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu. Organ upoważniony do wydania rozporządzenia nie może przekazać swoich kompetencji innemu organowi.

Rozporządzenia ministra edukacji wydawane na podstawie art. 30b i 30c Prawa oświatowego nie dotyczą wykonywania ustawy, ale wyłączania jej stosowania, a także wprowadzania własnych regulacji, zastępujących ustawę. Tymczasem zgodnie z Konstytucją żaden minister nie może mieć takich uprawnień – rozporządzenia z mocą ustawy, może wydawać wyłącznie Prezydent RP, w czasie stanu wojennego i tylko wtedy, kiedy Sejm nie może zebrać się na posiedzenie.

Szerzej o praktycznych następstwach wprowadzenia przytoczonego przepisu opowiemy w tekście o działalności szkół w czasach stanu epidemii.

Wielki Brat patrzy


18 kwietnia 1984… poprawka: 2020 r., wszedł w życie art. 11f ustawy o przeciwdziałaniu COVID-19. 

Zgodnie z jego treścią, w związku z przeciwdziałaniem COVID-19, podczas stanu zagrożenia epidemicznego, stanu epidemii albo stanu klęski żywiołowej, operator w rozumieniu przepisów Prawa telekomunikacyjnego. jest obowiązany do udostępniania ministrowi właściwemu do spraw informatyzacji danych lokalizacyjnych, obejmujących okres ostatnich 14 dni, telekomunikacyjnego urządzenia użytkownika końcowego chorego na chorobę zakaźną COVID-19 lub objętego kwarantanną, na żądanie oraz w sposób i w formie ustalonej przez ministra właściwego do spraw informatyzacji. Operator ten na żądanie ministra właściwego do spraw informatyzacji jest obowiązany do przekazania w sposób i w formie ustalonej przez tego ministra, w celu przeciwdziałania COVID-19, podczas stanu zagrożenia epidemicznego, stanu epidemii albo stanu klęski żywiołowej zanonimizowanych danych lokalizacyjnych urządzeń końcowych użytkowników końcowych. Zgoda użytkownika końcowego na przetwarzanie i udostępnianie danych nie jest przy tym wymagana.

Regulacja ta w praktyce oznacza ustawowe usankcjonowanie śledzenia obywateli przez państwo, z wykorzystaniem ich własnego sprzętu – najczęściej smartfonów. Smartfony wydają się stawać orwellowskimi „teleekranami”.

O tym, że państwo w praktyce przywłaszczyło sobie prawo własności smartfonów (a właściwie wywłaszczyło obywateli z tego prawa) świadczy również art. 7e ustawy o przeciwdziałaniu COVID-19.

Zgodnie z tym przepisem, osoba podlegająca na podstawie przepisów o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi obowiązkowej kwarantannie w związku z podejrzeniem zakażenia wirusem SARS-CoV-2 instaluje na swoim urządzeniu mobilnym udostępnione przez ministra właściwego do spraw informatyzacji oprogramowanie służące do potwierdzania realizacji obowiązku przestrzegania kwarantanny oraz używa go do potwierdzania realizacji tego obowiązku. Obowiązek zainstalowania i używania oprogramowania, nie dotyczy osoby z dysfunkcją wzroku (niewidzącej lub niedowidzącej), osoby, która złożyła oświadczenie, że nie jest abonentem lub użytkownikiem sieci telekomunikacyjnej lub nie posiada urządzenia mobilnego umożliwiającego zainstalowanie tego oprogramowania. Oświadczenie składa się pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia. Składający oświadczenie zamieszcza w nim klauzulę następującej treści: ,,Jestem świadomy odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia.” Klauzula ta zastępuje pouczenie organu o odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia. Oświadczenie składa się do Policji lub państwowego powiatowego inspektora sanitarnego właściwego dla miejsca odbywania kwarantanny. Oświadczenie może być złożone za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej. Oświadczenie może być złożone za pośrednictwem organów administracji publicznej oraz jednostek organizacyjnych wykonujących zadania związane z potwierdzaniem realizacji obowiązku przestrzegania kwarantanny.

Z przepisu tego faktycznie wynika, że każdy użytkownik sprawnego smartfona, na żądanie władz państwowych, ma obowiązek zamienić go w bransoletkę do dozoru elektronicznego – jak w przypadku odbywania kary pozbawienia wolności poza murami zakładu karnego. Ocenę konstytucyjności tych uregulowań chyba należy pominąć milczeniem.

Samorządy zawodowe – swoboda głosu zagrożona

Zgodnie z art. 14h ust. 1 i 3 ustawy o przeciwdziałaniu COVID-19 wprowadzono możliwość głosowania w organach kolegialnych w trybie obiegowym oraz na odległość, z możliwością zniesienia wymogu tajności.

W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, kolegialne organy samorządów zawodowych, a także ich organy wykonawcze oraz inne organy wewnętrzne mogą podejmować uchwały przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość lub w trybie obiegowym. W przypadku gdy ustawa szczególna wymaga podjęcia uchwały w głosowaniu tajnym, organy te mogą znieść wymóg tajności głosowania w określonej sprawie.

Regulacja ta, jakkolwiek ma zapewnić ciągłość funkcjonowania samorządów zawodowych, budzi bardzo poważne wątpliwości na gruncie demokratyczności tych instytucji. Zasada głosowania tajnego, najczęściej występująca przy wyborach, ale też w innych kwestiach osobowych, jest istotną gwarancją swobody oddawania głosu. Wyłączenie jej może prowadzić do osłabienia autorytetu władz samorządowych i wiarygodności samych samorządów zawodowych.

Wyłączenia stosowania Prawa zamówień publicznych

Ustawa o przeciwdziałaniu COVID-19 zawierała i zawiera szereg wyłączeń stosowania przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych. Ustawa ta w normalnej sytuacji jest prawną gwarancją właściwego wydatkowania środków publicznych. Jednakże w sytuacji nadzwyczajnej może prowadzić do przedłużenia procesu uzyskiwania pilnie potrzebnych dóbr, stąd też w atmosferze, jaka panowała wiosną 2020 roku, ze względu na ochronę wyższych dóbr, jakimi jest życie i zdrowie ludzkie, celowe wydawało się przyspieszenie zakupów, zwłaszcza środków niezbędnych podmiotom leczniczym. Niestety zawarcie ogólnych klauzul uzasadniających odstąpienie od stosowania ustawy spowodowało dokonanie szeregu nietrafionych zakupów (głośne medialnie sprawy maseczek i respiratorów), które z obecnej perspektywy wydają się mieć zabarwienie kryminalne, a przynajmniej tak jest to przedstawiane przez niektórych polityków i komentatorów. Każde wyłączenie przepisów, jakie stoją na straży pieniędzy publicznych, a następnie zmarnotrawienie tych pieniędzy, budzi oburzenie w społeczeństwie. Pewne mechanizmy zostały stworzone właśnie po to, aby takim zdarzeniom przeciwdziałać – pochopna rezygnacja z ich stosowania powoduje następstwa jak zarysowane wyżej. Ze względu na zakres opisanej problematyki, zostanie ona omówiona szerzej w odrębnym artykule.

Czy przy takiej legislacji można w ogóle wymagać od obywatela znajomości prawa?

Starożytni Rzymianie mawiali: ignorantia iuris nocet. Zasada, że nieznajomość prawa szkodzi miała jak najbardziej sens w czasach, gdy prawo mieściło się na dwunastu tablicach umieszczonych na widoku w miejscu publicznym i było możliwe do pamięciowego opanowania przez przeciętnego człowieka. Ustawa o przeciwdziałaniu COVID-19 nie dość, że została wprowadzona z bardzo krótkim vacatio legis i do tego była wielokrotnie nowelizowana, to zawiera takie potworki legislacyjne jak np. art. 15zzzzzz. Tak, autorowi niniejszego tekstu nie zacięła się klawiatura. Ustawa, która ma pół roku, posługuje się jednostkami redakcyjnymi oznaczonymi w sposób uniemożliwiający precyzyjne operowanie nimi w języku mówionym. Takie podejście do prawa pozbawia je przymiotu powszechności, czyniąc je niedostępnym i niezrozumiałym dla przeciętnego obywatela. O ile jednak można to zrozumieć przy przepisach o charakterze technicznym czy branżowym, jak ww. art. 15zzzzzz (dotyczący terminu przedstawienia raportu o stanie jednostki samorządu terytorialnego), to przepisy wprowadzające sankcje dla obywateli (art. 15zzzn ust. 1 – kara za złamanie zasad kwarantanny), powinny być wyodrębnione, czytelne i łatwo dostępne. Tymczasem w ustawie o przeciwdziałaniu COVID-19 panuje pod tym względem chaos tak wielki, że łamie chyba wszystkie zasady pisania ustawy, określone w rozporządzeniu Prezesa Rady Ministrów w sprawie „Zasad techniki prawodawczej”. Jednym z następstw nieczytelności tej ustawy jest bardzo zła praktyka przekazywania wprowadzanych, nowych rozwiązań prawnych przez konferencje prasowe lub ustami rzeczników prasowych, a także przez grafiki publikowane na stronach rządowych. W normalnej sytuacji, tj. kiedy ustawa przewiduje racjonalny vacatio legis, działania takie są pożyteczne o ile upowszechniają wiedzę o nowym prawie. Niestety w obecnych warunkach prowadzą do chaosu informacyjnego u obywateli, niepewności prawa oraz braku możliwości zweryfikowania przekazu z treścią zamieszczaną w urzędowym publikatorze.

Wskazane problemy w bliskiej perspektywie odpowiadają za narastający, społeczny bunt przeciwko kolejnym regulacjom i sprzyjają brakowi szacunku dla prawa. Atmosfera zaś taka, w dalszej perspektywie i utrzymaniu obecnych praktyk, doprowadzić może do zagrożenia praworządności – nie tylko ze strony państwa, ale też ze strony zwykłych obywateli. Jedna z teorii definiuje prawo jako sposób porządkowania rzeczywistości społecznej. Jeżeli prawo przestaje coś porządkować, tylko wprowadza chaos, to czy dalej jest prawem? I czy należy go przestrzegać? A jeśli nie, to czy i czego przestrzegać? Na ten moment pytania te zadaje sobie hipotetycznie niewielka grupa komentatorów w toku prowadzonej dyskusji eksperckiej. Pytanie, co się stanie, jeśli zacznie je sobie zadawać społeczeństwo. Niewątpliwie dyskusja o praworządności powinna teraz wejść na tory walki o pewność prawa i jego powszechność.

W kolejnych artykułach przedstawiona zostanie pogłębiona analiza zasygnalizowanych w niniejszym tekście problemów.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy