Cokolwiek przydarza się ziemi – przydarza się człowiekowi

Kukułki są bardzo bystre. Szare, małe, niepozorne. Niby bardzo płochliwe i delikatne – ale jakże bezwzględne.  W okolicach maja, samica kukułki składa jaja – w ilości ok 20 sztuk i chowa je w leśnym poszyciu. W tym czasie robi mały rekonesans w okolicy i wybiera gniazdo, w którym zauważa jajka podobne do swoich. Zmniejsza tym samym prawdopodobieństwo, że właściciele gniazda zorientują się, że robi im przemeblowanie. Samica kukułki wizytuje upatrzone gniazdo w momencie, gdy właścicieli nie ma w pobliżu, usuwa jedno z ich jajek, tak aby ich liczba w gnieździe się zgadzała, a następnie w jego miejsce umieszcza własne. Kiedy piszę „usuwa” – nie mam na myśli nic humanitarnego – ona je po prostu zjada lub wyrzuca. To samo zresztą zrobi potem jej pisklątko. Jak tylko nabierze sił, po trudach wyklucia, zabiera się do porządków w gnieździe. Wie, że konkurencja nie działa na korzyść jego żołądka – dlatego sukcesywnie eliminuje braci i siostry. Podobnie jak mamusia – kochane maleństwo – również nic sobie nie robi z etyki i zabija całe towarzystwo – mając wygodne i czyste gniazdo tylko dla siebie.

Tak jest z kukułkami. A ze śmieciami? Moim zdaniem bardzo podobnie. Niestety różnica jest tylko taka, że pliszka czy świergotek – nie mają pojęcia o groźnym intruzie w swoim gnieździe, a my – Polska – witamy go chlebem i solą.

Czym chata bogata

Według informacji pochodzącej od Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska – zarówno w roku 2018, jak i 2019, przywóz odpadów do Polski z zagranicy przekroczył 400 tys. ton. Śmieci suną do nas wszystkimi możliwymi środkami transportu, z całego świata. To nie przesada. Jesteśmy gościnni nie tylko dla sąsiedzkich odpadów z Niemiec – ale serdecznie witamy również śmieciowe samoloty z Nigerii i Australii. Możemy się poszczycić zbieraniną niechcianych brudów z każdego zakątka świata. W tak niedużym kraju środkowej Europy, zmieściły się odpady i z Włoch i Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Szwecji. Duma! Gościnność zawsze była naszą marką. Jak to w ogóle jest możliwe? Po prostu: jesteśmy tani. 

Każdemu z krajów, który tak hojnie obdarowuje nas swoimi śmieciami, zdecydowanie bardziej się opłaca ponieść koszt transportu i opłacenie pozbycia się niechcianego towaru, niż recyklingować go u siebie. Tym bardziej, że w praktyce nikt tych odpadów nie jest w stanie sprawdzić. Przykładowo Szwecja i wieloletnia współpraca naszej rodzimej firmy uRecycle z ich biznesem. Przez kilka lat wpływały na teren Polski odpady akumulatorowe. Zasadniczo miały być one recyklingowane w jednej z hut polskich i były – ale tylko 1/3. Pozostała część, była wykorzystywana do budowy dróg, fundamentów domów, do inwestycji. Problem w tym, że substancja ta jest niebezpieczna – wewnątrz obudowy utylizowanych baterii znajduje się czarna masa, zawierająca metale ciężkie. Na tej właśnie pospółce, która powstała ze zmieszania toksycznych odpadów z ziemią – budowane były domy i infrastruktura. Czego się wykorzystać nie dało – szło do ziemi.

Co do zasady – trafiające do Polski odpady, nie maja służyć rekultywacji – w praktyce – nigdy do końca nie wiemy, co tak naprawdę do nas jedzie, płynie czy leci. A lecą najróżniejsze rzeczy – Głównie odpady metalonośne, w tym pyły gazów odlotowych (z branży odlewniczej, hutnictwa) oraz odpady ze wstępnego przetwarzania akumulatorów kwasowo-ołowiowych. Zdarza się, że kody na kontenerach są sfałszowane i na miejscu okazuje się, że zamiast plastiku, który jest łatwy do przetworzenia – odpakowuje się odpady toksyczne. 

Nie mówię tu, o jakichś sporadycznych wydarzeniach z przeszłości, czy jednorazowych pomyłkach. Mam na myśli cały, bardzo dobrze funkcjonujący biznes, polegający na ściąganiu do Polski wszystkiego, czego nie chcą u siebie inne kraje. Właśnie została podpisana umowa (za zgodą Głównego Inspektora Ochrony Środowiska) – przez polska firmę Pri-Bazalt – z kontrahentem niemieckim, na odbiór i legalny wwóz do kraju ponad 40 ton pyłów gazów odlotowych – których składowanie w Niemczech jest nielegalne. Transport odbędzie się drogą lądową – przez powiaty zgorzelecki, lubański i lwówecki na Dolnym Śląsku. Będzie to aż 1 500 kursów. Według opinii Inspektoratu – nie są to odpady niebezpieczne. Polsce nie są, a w Niemczech są! W opinii ekologów- ryzyko zanieczyszczenia środowiska jest wysokie. 

Dlaczego tak bardzo ryzykujemy?

Na terenie Polski przybywa firm, które odpady pozyskują, ale nie przybywa miejsc, które zajmują się utylizacją. Na teren kraju masowo wpływają odpady zawierające azbest, szkła z ekranów telewizorów czy monitorów lub paliwa alternatywne. Nikt na świecie tego nie chce, a my nie potrafimy się powstrzymać przed łatwym i szybkim zarobkiem. Pomimo, iż Niemcy są europejskim liderem w imporcie odpadów – do nas trafia rokrocznie kilkanaście razy więcej śmieci niż do nich.

Jesteśmy nimi przytłoczeni. Kiedy kolejna dostawa przybędzie, magazyny się szczelnie wypełnią a nie ma gdzie ich dalej oddać, lub też przybyło coś, czego zutylizować się nie da… zaczynają płonąć składowiska. Na terenie Polski, w 2016 roku spłonęło 117 składowisk, w 2017 roku – 132, a w 2018 roku – aż 243. Nie ma pełnych danych za rok 2019 – ale liczba ta wydaje się spadać. Oby – bo każdy taki pożar to ogromna katastrofa ekologiczna. Mówimy nie tylko o skażeniu gleby, powietrza czy wody. Pożary to każdorazowo zagrożenie zdrowia i życia zarówno strażaków, jak i okolicznych mieszkańców. W dymie mogą znajdować się tlenki azotu, tlenek węgla, tlenki siarki, dioksyny, furany, pył zawieszony itp. Pomimo, iż strażacy wykonują swoją pracę w sprzęcie ochrony układu oddechowego, to nie sposób zabezpieczyć wszystkich sąsiedztw i innych ludzi znajdujących się w pobliżu. Nawet spalane zwykłych opon, smarów czy olejów, uwalnia silnie trujące związki – a co dopiero kiedy pali się azbest, odpady farmaceutyczne lub chemiczne.

Ściąganie coraz to większej ilości śmieci jest wielką pokusą, zwłaszcza po tym, jak Chiny zamknęły swoje granice dla importu śmieci, a pozostałe kraje azjatyckie również się buntują. Przedsiębiorcy w Polsce widzą w tym wielkie możliwości i szansę zarobku. Tylko, że Polska sama nie radzi sobie z własnymi odpadami, dlatego import cudzych śmieci to „brudne szaleństwo”. To nie powinno mieć miejsca. Dopiero uczymy się segregowania śmieci i zachowań ekologicznych. Otwierając osiedlowe śmietniki widać, że przed nami jeszcze daleka droga do perfekcji. 

A tymczasem dwie najpilniejsze sprawy dla Polski – skuteczne blokowanie wszelkich prób nielegalnego wwozu odpadów do kraju i egzekwowanie wysokich kar za podpalenia wysypisk.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy