Bieszczadzkie „Wilczyce”

Dla każdego Polaka zajmującego się przyrodą jest jasne, iż jej stan z roku na rok się polepsza. Wzrasta lesistość Polski. Nasza gospodarka leśna jest jedną z najlepszych w Europie. Pozytywnie odstępujemy od upraw leśnych w wielu obszarach naszego kontynentu, gdzie priorytetem jest pozyskiwanie drzewa w wieku „przemysłowym”. 

Po 1946 roku, lesistość w nowych granicach Polski wynosiła zaledwie niecałe 21% powierzchni kraju, dochodząc w 2000 roku do 28,4% i osiągając w 2018 roku 29,6%. Licząc wszystkie grunty leśne współczynnik ten obecnie wynosi 30,9%. Innym ważnym współczynnikiem jest wiek drzewostanu, który średnio wynosi 60 lat z trendem do wzrostu. Same drzewostany powyżej 100 lat zajmują na obszarach zarządzanych przez Lasy Państwowe 13% powierzchni. Zaś w lasach prywatnych stanowiących około 20% lasów w Polsce tylko 3,6%. 

Tylko te dane pokazują, iż prowadzona przez Lasy Państwowe gospodarka leśna jest dobra. Dodatkowym argumentem, żeby ocenić pozytywnie dotychczasową politykę leśną w Polsce jest rozwijający się przemysł drzewny i sam las jako źródło utrzymania dla dziesiątek tysięcy mieszkańców terenów wokół lasów. Także stan zwierzyny leśnej ma się coraz lepiej.

Jednakże od co najmniej dwóch dekad mamy w Polsce do czynienia z działaniami małych, ale głośnych grup mających na celu” ratowanie” polskich lasów. Jedną z nich jest głośna obecnie w Bieszczadach kilkuosobowa grupa nazywająca się „Wilczyce”, która na swoim profilu na Facebooku m.in.  napisała:

„My, Wilczyce, stajemy dziś w obronie Lasu. W imieniu wszystkich istot domagamy się sprawiedliwości międzygatunkowej. Żądamy zaprzestania wycinki i polowań w ponad stuletnich drzewostanach w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, w planowanych i projektowanych rezerwatach przyrody oraz we wszystkich lasach w kraju, wskazanych przez stronę społeczną oraz środowisko naukowe jako lasy, które powinny zostać wyłączone z gospodarki leśnej. Żądamy podjęcia natychmiastowych działań ochronnych oraz reformy LP zgodnej z oczekiwaniami społecznymi. Od tego zależy przyszłość klimatyczna, nasze bezpieczeństwo wodne oraz dobro pozostałych gatunków, które mają takie samo prawo do życia, wolności i realizowania swoich naturalnych potrzeb, w środowisku wolnym od presji człowieka”.

Grupa jest bardzo głośna i „anonimowa”. Wielu leśników zwraca uwagę, iż wcześniej te twarze widziano na protestach w Puszczy Białowieskiej. 

Skutkiem protestu w Białowieży była interwencja instytucji Unii Europejskiej i wstrzymanie wycinki chorych drzew. Doprowadziło to do obumierania kolejnych obszarów puszczy, ale o tym „ekolodzy” już milczą, gdyż osiągnęli swój cel, czyli zaprzestanie wycinki. W tym samym czasie i w podobnych uwarunkowaniach w niemieckiej Bawarii lasy zagrożone kornikiem wycinano na ogromnych połaciach. Tutaj instytucje UE ani ekolodzy nie protestowali.

Odchodząc od samego problemu ochrony przyrody należy zwrócić uwagę na inny aspekt całej sprawy. Mianowicie na fakt, iż protestujące kobiety w Bieszczadach mają niesamowite zaplecze logistyczne. Przebywając w Bieszczadach w zimie w namiotach młode dziewczyny nakładające na siebie maski wilków mają na Facebooku dobrze zarządzaną stronę.  Jak mówią leśnicy, te” biedne” wegetarianki są pod opieką bardzo drogich kancelarii prawnych. Tylko to wskazuje na inspirowane z zewnątrz działania. 

Gdy przyjrzymy się bliżej jak organizowano w wielu państwach „kolorowe rewolucje” to zobaczymy zbieżność pewnych działań, oczywiście w skali mikro. 

Wiele lat temu amerykański profesor Gene Sharp opracował doktrynę „nonviolent action”, która nazywana jest walką bez użycia przemocy. W Polsce znane jest tłumaczenie tej koncepcji pod tytułem „Od dyktatury do demokracji. Drogi do wolności”. Początkiem wspomnianego działania jest protest i perswazja bez przemocy w formie pikiet, plakatowania, protestów. 

Zasadą założoną przy tego typu akcjach jest to, że nie wolno dopuścić do jakiejkolwiek współpracy z przeciwnikiem (bojkot przeciwnika). Kolejnym stopniem są interwencje bez przemocy, czyli świadome działania, mające na celu wpływ na sytuację. Są to akcje, które wkraczają w porządek ustalony przez przeciwnika i utrudniają mu normalne funkcjonowanie. 

Oczywiście z całej palety poszczególnych faz używanych w dużych protestach wybiera się tylko te elementy które służą do doraźnych celów ograniczonej akcji, z jaką mamy do czynienia w Bieszczadach. Właśnie tego typu akcje mają dwa zasadnicze cele: 

  • pierwszy to osiągnięcie celów zamówionych przez podmioty je finansujące; 
  • drugi to zgromadzenie wokół tych kilkunastu osób szerokiego grona, które po wyselekcjonowaniu psychologicznym można szkolić na przyszłość do poważniejszych akcji politycznych i społecznych na terenie kraju.

Obozy, na których szkoliło się młodzież do tego typu akcji z oporu bez przemocy znajdowały się m.in. w Polsce. To w 2019 roku Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przeznaczył 3,6 mln złotych na szkolenie anarchistów z „ulicznej gimnastyki”. Na stronie internetowej m. st. Warszawy czytaliśmy o nim tak: 

Grupa oddolna, której celem jest tworzenie przestrzeni do wymiany wiedzy na temat akcji bezpośrednich. Prowadzimy warsztaty, polegające na demokratycznej dyskusji pomiędzy osobami na każdym poziomie doświadczenia akcyjnego. Dajemy czas uczestniczkom na dzielnie się wiedzą między sobą, zadawanie pytań, trening. Zajmujemy się takimi zagadnieniami jak szybkie podejmowanie decyzji, bezpieczeństwo, techniki demonstrowania itp.”. 

Podobne szkolenia odbywały się latem 2020 roku w Poznaniu.

Sama sprawa jest bardzo rozwojowa, gdyż „Wilczyce” w Bieszczadach już prawie każde prace leśne traktują jako prowokacje. Tu nasuwa się pytanie, a mianowicie czy kwestią ochrony lasów w Polsce powinny się zajmować wyspecjalizowane instytucje czy też grupy anarchistyczne odporne z założenia na wszelką argumentację? Dodatkowe pytania, które trzeba sobie postawić to, kto finansuje i szkoli tego typu grupy, kto zapewnia im opiekę prawną, kto operacyjnie to koordynuje. 

Czy kilka kobiet w przebraniu wilków byłoby w stanie samodzielnie sparaliżować pracę setek leśników i pracowników leśnych?  Czy mała grupka aktywistek może zdecydować o polityce państwa w obszarze lasów państwowych? Autor tytułem próby na Fb dokonał wpisu krytycznego wobec całej akcji. Post za chwilę zniknął. Ktoś tym kręci i pytanie zasadnicze które należy postawić to jakie są prawdziwe cele, do których wykorzystano te młode dziewczyny? 

Fot. facebook.com/kolektyw.wilczyce

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy