30 groszy, tylko nie płacz proszę

„30 groszy w zębach Ci przynoszę” … Sądowa gehenna pewnej emerytki z Łodzi, rozpoczęła się w roku 2009. Historię, którą opisuję, można by spuentować krótkim zdaniem: „przerost formy nad treścią”. Ale może warto zagłębić się w szczegóły, choćby po to, aby mieć świadomość, że w Anno Domini 2021 – absurd nadal ma się świetnie.

Właściwie, to należałoby użyć czasu przeszłego, bo ten konkretny przypadek doczekał się wreszcie pożądanej reakcji. Jak poinformowała właśnie Prokuratura Krajowa – Sąd Najwyższy uchylił wyrok i umorzył sprawę po kasacji Prokuratora Generalnego. Ale wróćmy do źródła.

Money, money, money…

Kolejność zdarzeń była następująca: w roku 2009, dorabiająca sobie w punkcie ksero w Łodzi, Pani Emerytka – dokonała sprzedaży detalicznej z pominięciem kasy rejestrującej. Mówiąc wprost „skserowała” i nie wydała klientowi paragonu. Nie jest ujawnione, czy klientem był pracownik Urzędu Skarbowego, czy ktoś na Panią Emerytkę „doniósł”. Faktem jest, że Urząd Kontroli Skarbowej w Łodzi, oskarżył kobietę o wykroczenie zagrożone karą grzywny, co poskutkowało skierowaniem sprawy do Sądu Rejonowego Łódź Widzew.

Żeby mieć pełen ogląd sprawy – należy wiedzieć, że wartość transakcji objętej zarzutem wynosiła 30 gr, natomiast wartość uszczuplonej przez kobietę należności publicznoprawnej wyniosła 5 gr.

Wspomniany wyżej Sąd Rejonowy Łódź Widzew uznał Panią emerytkę winną popełnienia wykroczenia skarbowego określonego w art. 62 § 5 kodeksu karnego skarbowego w związku z art. 62 § 4 kodeksu karnego skarbowego i skazał na karę grzywny w wysokości 130 złotych oraz zasądził koszty sądowe w kwocie 170 złotych.

Nagle więc z przestępstwa 5 groszowego – zrobiło się 300 zł.

Pani Emerytka, słusznie powołując się na znikomą szkodliwość czynu, od wyroku się odwołała. Niestety, nonsens miał trwać nadal, ponieważ sąd drugiej instancji utrzymał zaskarżony wyrok w mocy oraz obciążył emerytkę kosztami również tego postępowania.

Na tym etapie wkroczył Prokurator Generalny i wniósł kasację. Zbigniew Ziobro zarzucił Sądowi Okręgowemu w Łodzi rażące i mające istotny wpływ na wynik naruszenie przepisów prawa procesowego.

Sąd Najwyższy podziela argumentację PG

W odpowiedzi na kasację, Sąd Najwyższy, do którego sprawa emerytki trafiła – przyznał rację co do tego, że stopień społecznej szkodliwości czynu oskarżonej jest znikomy i uchylił decyzję sądu drugiej instancji. Wyrok, który zapadł jest prawomocny.

Argumentacja Prokuratury: „…Prokurator Generalny wskazał, że sąd okręgowy zaniechał dokonania rzetelnej kontroli odwoławczej w zakresie podniesionego w apelacji zarzutu naruszenia art. 1 § 2 kodeksu karnego skarbowego i zaaprobował błędny pogląd sądu I instancji, iż przy ustalaniu stopnia społecznej szkodliwości czynu przypisanego oskarżonej nie bierze się pod uwagę wartości dokonanej transakcji i wysokości uszczuplonej lub narażonej na uszczuplenie należności publicznoprawnej.

W kasacji podniesiono, że nieuwzględnienie tej okoliczności przy ocenie stopnia karygodności, jak również nieuprawnione nadanie istotnego znaczenia okolicznościom, które nie wschodzą do katalogu przesłanek decydujących o stopniu społecznej szkodliwości, miało nie tylko rażący charakter, ale istotnie wpłynęło na treść orzeczenia…”

Każdy absurd ma logikę?

O ile – ostatecznie – cała sprawa zakończyła się dla oskarżonej szczęśliwie, należy zwrócić uwagę, jak łatwo krótkowzroczność urzędnicza i brak myślenia systemowego może prowadzić do kosztownych dla podatnika absurdów.

Jak krótka jest droga od nadgorliwości do niedorzeczności i abstrakcji.

Postepowanie, o którym piszę, trwało kilka lat, wymagało zaangażowania sądów dwóch instancji oraz Sądu Najwyższego, prokuratora, adwokatów, radców prawnych i urzędników. Wszystkie te osoby musiały wykonać określoną pracę, mierzoną w roboczogodzinach, za które zapłacił podatnik. W tym samym czasie, te same osoby były odciągnięte od obowiązków rzeczywiście ważnych i społecznie potrzebnych.

Biorąc pod uwagę czas trwania sprawy, ilość podmiotów zaangażowanych oraz pism koniecznych do wytworzenia – wartość pracy w nią włożonej wydaje się warta nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie wspominając o sprawach innych obywateli, które zostałyby załatwione szybciej, gdyby oddelegować do nich osoby zajmujące się sporem o 5 groszy.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy