250 tysięczna armia hasło czy możliwa rzeczywistość?

Zapowiedzi ministra Błaszczaka związane ze zwiększeniem stanu armii do 250 tysięcy żołnierzy służby czynnej są ważne z punktu widzenia naszej obronności. Ale czy realne? Poza samą koniecznością modernizacji technicznej SZ RP i ich finansowaniem nasuwa się wiele pytań związanych z naszymi obecnymi możliwościami, systemem organizacji i funkcjonalnością takiego rozwiązania w najbliższej przyszłości.

Nie jest publiczną tajemnicą, iż Ministerstwo Obrony Narodowej od lat ma bardzo duży problem funkcjonalny z przeprowadzaniem prostych zmian w prawie, które są już zdefiniowane od kilku lat a same projekty zmian przygotowane. Chodzi tu głównie o ustawę o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej, ustawę o przebudowie i modernizacji Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej. Po nowelizacji w 2017 roku zapisano limity dla żołnierzy zawodowych na poziomie 150 tysięcy a Obrony Terytorialnej na poziomie 50 tysięcy. 

O ile zmiana ustaw wymaga skomplikowanej drogi legislacyjnej, to oczekiwane zmiany w licznych rozporządzeniach ministra obrony można zrobić w miarę szybko. Jednak od kilku lat tutaj także trwa paraliż decyzyjny.  

Rozwinięcie Wojska Polskiego do stanu służby czynnej wynoszącej 250 tys. żołnierzy jest niemożliwe bez wprowadzenie kilku istotnych zmian w funkcjonowaniu wojska. Pierwszą kwestią, którą trzeba rozwiązać to potencjał zasobów osobowych. Bez przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej nie da się tego zrobić. Obecnie są znane problemy kadrowe w zakresie korpusu szeregowych oraz podoficerów liczone w kilku tysiącach wolnych etatów, głownie w garnizonach na zachodzie Polski. 

Jak wynika z raportów Najwyższej Izby Kontroli w 2019 r. nieobsadzonych było 5688 stanowisk żołnierzy zawodowych. Bez wprowadzenia kilkumiesięcznej zasadniczej służby wojskowej jest to niewykonalne. Oczywiście muszą być jednostki składające się w większości z żołnierzy zawodowych, ale wiele innych jednostek może mieć charakter mieszany, z dużym odsetkiem żołnierzy służby zasadniczej.

Kolejną niezwykle ważną sprawą są olbrzymie niedobory kadrowe w wojsku na poziomie podoficerów i młodszych oficerów. Jest to także powszechnie znana bolączka w wojsku. Ustawa z 2003 roku służbie żołnierzy zawodowych wprowadziła w art. 31 tzw. etatyzację, czyli przywiązanie etatu do stopnia. Z góry jest limitowana ilość żołnierzy w określonych stopniach. Właśnie pod ilości wolnych etatów szkolono i nadal szkoli się kadry. 

Błędność takiego rozwiązania jest widoczna od lat, co najmniej w dwóch obszarach. Pierwszy to wyczerpanie rezerw kadrowych w przypadku wojennego rozwinięcia SZ RP, a druga wystąpiła w chwili rozpoczęcia formowania WOT, gdzie wielu oficerów wojsk operacyjnych wprost skarżyło się na „wykradanie” kadry do WOT. Pomimo upłynięcia kilku lat wspomnianego problemu nadal nie rozwiązano

Wobec powyższego mając na uwadze, iż ponad dwukrotnie większa armia operacyjna będzie wymagała ponad dwukrotnie większej ilości kadry, taki proces będzie trwał, co najmniej dekadę.  Dodatkowo na dzisiaj brak nawet kadry do szkolenia tych, co mają szkolić przyszłe kadry. Co roku z wojska odchodzi ponad cztery tysiące doświadczonych żołnierzy. Obawiam się, iż dojdzie do kanibalizmu tym, razem jednostek WOT z najlepszych zasobów. Ta formacja nie osiągnęła jeszcze minimalnych stanów a już będzie pozbawiana zasobów, które i tak będą się kurczyć wskutek ograniczenia ochotników, których dodatkowo odstrasza wizja „obowiązkowych” szczepień.

Tak duża zmiana w ilości wojska w stanie czynnym, to także problem z brakiem koszar na nowe jednostki. Obecnie mamy 104 garnizony i kilka w budowie. Przypomnę, iż jeszcze w 1997 r., posiadaliśmy 335 garnizonów, kiedy Wojsko Polskie miało stany, do których zmierza minister Błaszczak w deklaracjach (nie liczę koszar dla WOT). W rzeczywistości po 1990 r. pomniejszono zasoby WP o prawie ¾ struktur wojskowych i 2/3 garnizonów. Czy jesteśmy, chociaż część z nich w stanie odtworzyć w kilkanaście lat?

Rozbudowa sił zbrojnych to nie tylko żołnierze czy też garnizony. Nie jest także tajemnicą, iż niektóre jednostki operacyjne posiadają wyposażenie indywidualne żołnierzy pamietające jeszcze z poprzednią epokę (metalowe hełmy, stare wzory mundurów, przestarzała broń osobista). Każdy, kto ma styczność z wojskiem wie, że żołnierzy wyjeżdżając na poligony indywidualnie kupują podstawowe wyposażenie taktyczne (np. szelki taktyczne), gdyż brak go w jednostkach. Generalnie widać już oznaki przerwania dotychczas systematycznego procesu wymiany i modernizacji wyposażenia żołnierzy w niezbędnych ilościach.

Zwiększenie ilościowe WP musi być powiązane ze zwieszeniem jakościowym i ilościowym w zakresie odpowiedniego nowoczesnego sprzętu. Obecnie w jednostkach operacyjnych mamy „wyspy” tylko nowoczesności i to przy ponad dwukrotnie mniejszej armii niż zapowiada minister. Zmiana w tym względzie wymagałaby ponad dwukrotnego zwiększenia budżetu ON, tj. do ponad 100 mld PLN, co sytuowałoby Polskę, na poziomie wysokości nakładów porównywalnych z Kanadą, Izraelem czy też Turcją.  Czy państwo polskie jest na to gospodarczo gotowe?

Wydawałoby się, iż najrozsądniejsze jest zwiększenie wojsk operacyjnych do stanów ok. sześciu dywizji (posiadamy obecnie cztery), a pójście w kierunku powszechnego rozwoju WOT (w drugim etapie do stanów ponad dwustu tysięcy). Oczywiście podstawową determinantą są tu koszty w porównaniu do potrzeb i efektów. Jednocześnie należy skoncentrować się na wojskach operacyjnych, aby miały w całość współczynniki nowoczesności zbliżone, co najmniej do 70%. 

Podpisany w 1990 r. Traktat o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych w Europie (CFE) zawierał limity polskiego potencjału militarnego. Były one następujące: 234 tys. żołnierzy, 460 samolotów bojowych, 130 śmigłowców bojowych, 1730 czołgów, 2150 bojowych wozów opancerzonych, 1610 dział kalibru powyżej 100 mm. 

Dzisiaj daleko nam do ich spełnienia. Co prawda jeden z głównych sygnatariuszy tego dokumentu tj. Rosja w 2015 r. wstrzymała swój udział w jego realizacji, to jednak ówczesne wskaźniki dotyczące Polski w zakresie nowoczesnego sprzętu wojskowego powinny pozostać celem do osiągnięcia. 

Nowoczesne wojny stawiają nowe wyzwania technologiczne, operacyjne i sprzętowe. Jednakże Polska znajduje się, póki co na głównym kierunku ewentualnej konfrontacji i inwestowanie w nowoczesne systemy musi iść w parze z utrzymaniem klasycznych zasobów.

Fot. wojsko-polskie.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy