Wojna „dyplomatyczna” o Ukrainę

We współczesnej strategii wojskowej wojna informacyjna jest jednym z podstawowych elementów. Nie tylko w trakcie jej przygotowań, ale także w trakcie jej trwania. Dzisiaj przeciętny odbiorca informacji coraz mniej wie z tego, co się dzieje rzeczywiście na salonach władzy.  A tym bardziej w coraz bardziej zawiłej grze geopolitycznej.

Od kilku tygodni obserwujemy wzmacnianie potencjału wojskowego Rosji i Białorusi w pobliżu granic Ukrainy. Z drugiej strony wymuszanie przez Moskwę kanałami dyplomatycznymi decyzji Unii Europejskiej i państw NATO, aby te zagwarantowały nierozmieszczanie infrastruktury wojskowej na Ukrainie oraz jej zmniejszenie w państwach byłego Układu Warszawskiego. Dla Zachodu te żądania są podobne do taktyki rodem z podręczników do przeprowadzania „kolorowych rewolucji”, gdzie na pewnym etapie stawia się właśnie żądania, które są nie do spełnienia przez druga stronę. Taka postawa ma na celu z jednej strony pokazanie społeczeństwom, że się chce pokoju a z drugiej, iż druga strona nie chce rozmawiać.

Dla opinii publicznej wygląda to na nieodwracalne parcie Rosji do pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Mało kto zastanawia się w tym wszystkim nad strategią Rosji, a wiedza przedstawicieli mediów o jej doktrynie użycia sił zbrojnych jest praktycznie żadna.

Właśnie przebieg kolorowych rewolucji w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie unaocznił zmiany, które dokonały się w sposobach prowadzenia wojen. Precyzyjne określenie granicy między pokojem a wojną przestało być możliwe, a co za tym idzie dla postronnych obserwatorów trudne do uchwycenia w formie jakiegoś zdarzenia.

Po wybuchu w 2013 roku na Ukrainie Euromajdanu, rosyjscy stratedzy opracowali nową doktrynę wojen, którą nazwali „wojnami nowej generacji”. Jej istotnym elementem jest z jednej strony brak określonej, jednej formy prowadzania operacji a drugiej szybkie działania z wykorzystaniem broni precyzyjnej, sił specjalnych i jednostek powietrzno-desantowych.

Oczy wielu obserwatorów są dzisiaj skierowane na potencjał, który znajduje się u granic Ukrainy. Mniejszą wagę przywiązuje się do tego co może się znaleźć w ciągu kilku godzin z głębi Rosję w głębi Ukrainy. Zasadniczym celem Rosji jest tak jak w przypadku wszystkich wojen przejęcie zasobów przeciwnika, w tym zasobów osobowych bez niszczenia infrastruktury i przy maksymalnym ograniczeniu strat wśród cywilów.

Dla Moskwy istotą obecnych działań jest odzyskanie głębi strategicznej do stolicy państwa na kierunku zachodnim oraz przejecie pod kontrolę niezależnie od formy tych terenów, gdzie znajduje się przynajmniej kilkunastoprocentowy potencjał prorosyjski wśród miejscowej ludności.

Na kimś trzeba budować w przyszłości administracje przejętych terenów. Taki scenariusz wyklucza trwałe przejecie ziem, gdzie żywioł ukraiński jest narodowo świadomy i dominujący. Na takim terenie prowadzi się czasowe działania i traktuje go jako element przetargowy w przyszłych negocjacjach.

Tylko wskazane elementy strategii Rosji pokazują, iż ewentualna wojna będzie miała ograniczony zakres i użyte środki walki nie będą miały charakteru uderzeń pancerno-zmechanizowanych. Oczywiście nie należy wykluczyć, iż nie będą one użyte, jednak w ograniczonej głębokości od granic Rosji i Białorusi w całym pasie około trzech tysięcy kilometrów wspólnej granicy lądowej. Takie związanie mimo wszystko niedużych sił ukraińskich spowoduje ich rozciągniecie, a przez to małe nasycenie przestrzeni Ukrainy. Dodając przy tym desant morski z rejonu Krymu w kierunku Odessy, system obronny Ukrainy nie ma możliwości obrony tak rozległego terytorium.

W rzeczywistości ukraińska obrona może zacząć stawiać skuteczny opór dopiero na linii Dniepru, a właśnie oto chodzi Rosjanom. Wschodnia i południowa Ukraina będzie obszarem działania wojsk powietrzno-desantowych Rosji i jej oddziałów specjalnych. Takiego nasycenia na wschodnich terenach państwa wojskiem Ukraina nie jest w stanie zapewnić.

Innym istotnym czynnikiem będą uderzenia bronią precyzyjną w elementy łączności dowodzenia i infrastrukturę krytyczną. Rosjanie nazywają to wojnami szóstej generacji czy też wojnami bezkontaktowymi, których propagatorem był gen. Władimir Slipczenko.

Generalnie w wojnach nowej generacji Rosjanie w początkowej jej fazie główny nacisk kładą na oddziaływanie psychologiczne i informacyjne nie tylko percepcji ludności żyjącej na terenach przeznaczonych do zdobycia, ale także na społeczności międzynarodowej.

Właśnie jak się zachowa duża część społeczeństwa na zaatakowanym obszarze zależy to czy przeciwnik ją zdobędzie. Tutaj wywołanie presji i zastraszenia w postaci przekazu o nieuchronnym przejęciu tego obszaru tak jak to się stało na Krymie będzie kluczem. Jeżeli ludność dużych aglomeracji na wschód od Dniepru wywoła bierny opór przeciwko totalnej obronie wojsk ukraińskich, Rosjanie przejmą ten obszar bez dużych starć.

Obecnie widzimy, iż na Ukrainie trwa proces załamania woli oporu czego przykładem jest ucieczka dużej części elity finansowej tego państwa, a nawet niektórych polityków. To sugeruje społeczeństwu, iż oni ich już sprzedali kraj i nie ma co się narażać. W najbliższym okresie należy spodziewać się uruchomienia przez Rosjan różnych grup paramilitarnych, w tym gwałtownego zwiększenia przestępczości zorganizowanej, co jest kolejnym elementem taktyki „wojen nowej generacji”.

Użycie samych sił zbrojnych do ataku na Ukrainę, jeżeli zapadnie taka decyzja, będzie miała charakter masowego użycia broni precyzyjnej i jednostek specjalnych. Odbędzie się to w zmasowanym zakresie z odcięciem linii energetycznych do dużych miast, aby wywołać tam chaos.

Wszelki opór na wschodniej Ukrainie będzie niszczony bronią precyzyjną. Tak więc ostatnie dostawy broni przeciwpancernej przekazanej Ukrainie przez Zachód będą mogły być użyte w bardzo ograniczonym zakresie.

Tych działań nie wolno odrywać od tego co się może dziać w rejonie Iranu a nawet Tajwanu. Jest mało prawdopodobne, aby to nie było koordynowane. Po ograniczonej penetracji do wschodniej i południowej Ukrainy przez oddziały rosyjsko-białoruskie jest wysoce prawdopodobne, iż dojdzie do fazy dyplomatycznej. Pytanie czy Zachód będzie nadal walczył z Rosją sankcjami, czy też będzie chciał wyjść z twarzą proponując federalizację lub defragmentację Ukrainy. To co dziś wydaje się absurdem, za pewien czas może być rzeczywistością.

Dzisiaj nie wolno myśleć schematami wojen, które już były a należy patrzeć na egoistyczny interes wielu państw. W wielu społeczeństwach europejskich może wygrać przeświadczenie, iż nie warto walczyć o coś, co sami Ukraińcy nie byli w stanie obronić.

Wszak to oni poprzez demokratyczne głosowanie będą decydowali, jakie będą mieli rządy i co one mają robić. Oby tylko Polska nie stała się beneficjentem kosztów materialnych i politycznych wojny na Ukrainie. Tutaj potrzebna jest roztropna polityka i roztropny rachunek zysków i strat.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy