Uzależnienie od mediów społecznościowych

Uzależnienie od social mediów staje się epidemią. Choć formalnie nie jest uznawane za chorobę, może siać spustoszenie i wymagać pomocy specjalistów. Eksperci twierdzą, że korzystanie z mediów społecznościowych działa jak narkotyk, każdy uzyskany lajk wprowadza w stan podobny do odurzenia, a powiadomienia działają podobnie, jak dopamina. Jak zachowuje się użytkownik portali społecznościowych, kiedy zostanie pozbawiony do nich dostępu? 

Naukowcy z Austrii przeprowadzili eksperyment. Zakazali 152 badanym korzystać mediów społecznościowych przez jeden tydzień. Okazało się, że już po kilku godzinach, podobnie jak u narkomanów, wystąpił u nich „zespół odstawienia”. Polegał na odczuwaniu niepokoju, depresji i nudy, które narastały z upływem czasu. 

Ponad 40% nie wytrzymało i wróciło do swojego nałogu. Siedem dni okazało się dla nich okresem zdecydowanie za długim. Jeśli media społecznościowe są aż tak uzależniające, czy nie czas na terapię odwykową?     

Między dwoma światami

Dziś ludzie, głównie młodzi, uzyskali możliwość funkcjonowania między dwoma światami, a Internet pozwala im na swobodny wybór, do którego pragną należeć. Aktualnie sieć dysponuje kilkunastoma popularnymi serwisami społecznościowymi, które łączą ludzi ze względu na ich pasje czy wyznawane poglądy. Doszło do tego, że znaczna część społeczeństwa nie wyobraża już sobie życia bez posiadania konta na którymś z tych portali.  

Relacje utrzymywane za ich pośrednictwem sprawiają, że tworzą się wirtualne mikrospołeczności. Niestety, nieodparta potrzeba bycia online i kontrolowania poczynań wirtualnych znajomych szybko zaczyna dezorganizować codzienne życie. 

Droga do uzależnienia

Można wyraźnie wskazać drogę, która prowadzi internautów do takiego uzależnienia, poczynając od pierwszego spotkania z komputerem, które jest zawsze fascynujące. Bycie w sieci jest zarówno lekiem na samotność, jak i na złe samopoczucie. Są tam „cyberprzyjaciele”, z którymi coraz silniej się wiążemy. Możliwość natychmiastowego nawiązania kontaktu i świadomość należenia do tej wspólnoty daje poczucie spokoju i równowagi. 

Media społecznościowe mają potężną siłę rażenia i mogą doprowadzić do destrukcji osobowości, zmuszając do osiągania zaplanowanej „doskonałości” i bycia kimś, kim nie jesteśmy. 

Podstępnie formatują i zmieniają oczekiwania wobec życia. Przestajemy odczuwać satysfakcję z własnych osiągnięć, żyjemy porównując się z innymi, stajemy się zazdrośni i próbujemy pisać historie, czerpiąc z życia innych. Z czasem coraz intensywniej angażujemy się w ten świat i spędzamy w nim coraz więcej czasu uciekając od rzeczywistości. W Internecie nie ma codziennych trosk, za to w świecie realnym zbiera się ich coraz więcej. 

Czy już jestem uzależniony?

Jak każdy nałóg, także i ten ma bardzo negatywne konsekwencje. Jednak nikt nie nauczył nas jak bezpiecznie korzystać z social mediów, tak by nie wpaść w uzależnienie. Istnieje kilka symptomów, które pozwalają rozpoznać, że sprawa jest już naprawdę poważna:

  • Pierwszy – wewnętrzny przymus stałego korzystania z portali społecznościowych.  Człowiek uzależniony nie może skupić się na żadnej innej czynności – musi ją przerywać i wchodzić na social media. Jeżeli z jakiejś przyczyny zostanie od Internetu odcięty, odczuwa silny dyskomfort i pogarsza się jego nastrój. Łatwo to zaobserwować w przypadku narad i konferencji w pracy czy oficjalnych spotkań rodzinnych, gdzie korzystanie ze smartfona jest uniemożliwione.
  • Drugi – ważnym sygnałem jest stałe wydłużanie czasu przebywania w social mediach, przy stopniowej rezygnacji z własnego hobby i pasji, spotkań towarzyskich, uprawiania sportu. Trwa to do czasu, gdy kontakty na portalach internetowych praktycznie wyeliminują spotkania z bliskimi. 
  • Trzeci – musimy zadać sobie pytanie, czy opinie o nas zamieszczane na portalach traktujemy z przymrużeniem oka czy śmiertelnie poważnie? To ostatnie bowiem prowadzi do depresji, a nawet samobójstw. Znane są przypadki ciężkich załamań nerwowych po krytycznych wpisach dotyczących np. wyglądu (szczególnie tuszy) na Istagramie czy Facebooku.  

Dzwonek alarmowy 

Jest to moment, w którym niemal wszystkie relacje międzyludzkie przenieśliśmy już do sieci kosztem obowiązków rodzinnych, szkolnych, zawodowych, towarzyskich itp. Kiedy wyznacznikiem naszej własnej wartości staje się ilość wirtualnych znajomych czy lajków pod naszymi wpisami. Jest źle, gdy w celu uzyskania popularności na portalu zdolni jesteśmy do tworzenia sobie nowej „poprawionej” fizjonomii, fikcyjnej tożsamości, a wpisy dopasowujemy do oczekiwań odbiorców, nawet kosztem ich rzetelności. 

Chęć zaimponowania, wynikająca z bardzo silnej lub niezaspokojonej potrzeby akceptacji i uznania, może stać się pułapką. Życie online bardzo szybko doprowadza do utraty kontroli nad własnym życiem. 

Stajemy się bardziej nerwowi, agresywni, zestresowani. Jakiekolwiek odseparowanie od social mediów sprawia, że jesteśmy zdekoncentrowani, bo chcielibyśmy być na bieżąco.

Najbardziej znaczące konsekwencje nałogu

Skutki uzależnienia od social mediów można podzielić na trzy grupy:

1. Skutki natury psychologicznej – sprowadzają się do ograniczenia zainteresowań, motywacji, zaburzeń zachowania, obniżenia umiejętności poznawczych, uzależnienia poczucia własnej wartości od cudzych komentarzy i lajków. Wzrasta podatność na propagandę i manipulację. Pojawiają się też nowe fobie i stany lękowe np. nomofobia, czyli paniczny strach przed utratą telefonu komórkowego. 

2. Skutki międzyludzkie – wiążą się z zanikiem więzi emocjonalnych z otoczeniem. Pojawiają się trudności w zawieraniu znajomości w świecie rzeczywistym. Ma miejsce zaniedbywanie swoich obowiązków i okłamywanie najbliższych co do swojego stanu.

3. Skutki związane z fizjologią (zdrowiem) – chodzi głównie o uszkodzenie lub osłabienie wzroku, bóle kręgosłupa, cieśń nadgarstka, RSI, zaburzenia cyklu okołodobowego (bezsenność) i zaburzenia samopoczucia.

Najważniejsze to uświadomienie sobie uzależnienia

Trudne, bo trudno jest przyznać, że nie panuje się nad swoim życiem. Dlatego powodem do spóźnionej refleksji stają się dopiero nieprzyjemne konsekwencje nałogu – kłopoty rodzinne, problemy w pracy… Wtedy trzeba poważnie zastanowić się nad tym, ile czasu spędzamy w mediach społecznościowych i jak wpływa to na nasze relacje z bliskimi. 

Warto też przyjrzeć się naszej osobistej reakcji na odcięcie od komunikowania się w sieci. Czy wywołuje to tylko niepokój, czy już złość, a nawet agresję?

Nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić

Po analizie i refleksji część z nas chce samodzielnie coś naprawić. Warto spróbować robić sobie przerwy od social mediów. Im dłuższe tym lepiej. Spróbuj dawnych aktywności jak sport, spotkania z przyjaciół, czytanie książek, zamiast tkwić na „fejsie”. 

Nie kreuj sztucznego wyobrażenia o sobie. Rzeczywistość bardzo szybko je zweryfikuje. Bądź sobą! To ty jesteś ważny, z całym swoim bagażem doświadczeń, wiedzy, umiejętności, cech charakteru, a nie twój avatar z sieci.

Jednak nie każdy potrafi samodzielnie wyrwać się ze szponów uzależnienia. Brakuje dyscypliny i wytrwałości. Deprymuje fakt, że już nie ma w realu znajomych – zaniedbywani latami odeszli – a kondycja fizyczna pogorszyła się na tyle, że wszelkie ćwiczenia zamieniają się w katorgę. Wtedy trzeba poszukać fachowej pomocy.  

Jeżeli nie mamy siły, by poradzić sobie z nałogiem powinniśmy zgłosić się do specjalisty – psychiatry, psychologa, psychoterapeuty. Posiadają oni wiedzę i metody, które pomogą zrozumieć mechanizmy uzależnienia. Nauczą też, jak racjonalnie korzystać z portali i kontrolować czas na nich spędzany.

Epilog

Najbardziej podatne na internetowy nałóg są osoby z problemami emocjonalnymi i z trudnościami z nawiązywaniem relacji, osoby z niskim poczuciem własnej wartości, a także uzależnione od innych używek. Mogą one łatwo rekompensować te deficyty na Facebooku, udając piękniejszych i mądrzejszych. 

Nie zmienia to faktu, że miliony ludzi na całym świecie przestały normalnie z sobą rozmawiać, bo tradycyjną konwersację zastąpiły aplikacją. Chowają się w sobie, zakładają internetowe maski, przestają inicjować jakikolwiek kontakty z realnymi ludźmi. Zamiast tego, starają się dopasować do sieci. Przestają odczuwać satysfakcję z własnych osiągnięć. Stają się zazdrośni, porównując się z „wybrańcami fortuny”, którzy kreują na portalach swój idealny, często fałszywy wizerunek „absolutnej szczęśliwości”. Nawet nie zauważają jak łatwo nimi manipulują. 

Manipulują też na potęgę same portale, które nie są przecież instytucjami charytatywnymi. Są tam influencerzy, wyłudzacze danych, profilowane oferty – ale to już inna opowieść… Lecz przecież „chcącemu nie dzieje się krzywda”- nasz wybór.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy