Ustawa o obronie ojczyzny. Nasza analiza

Zapowiedz nowej ustawy o obronie ojczyzny, która skompensuje w sobie kilkanaście aktów prawnych, w tym obszerną ustawę po powszechnym obowiązku obrony jest przełomowym wydarzeniem. Oczywiście tylko wtedy, kiedy uda się ją przeprowadzić przez niezwykle trudny proces legislacyjny tak, aby nie popełnić zasadniczych błędów, które będą za chwilę nowelizowane.

Sam proces ogłoszenia założeń bez poddania pod powszechna dyskusję gotowego projektu jest odnoszeniem się do celów dokumentu, który może być w debacie publicznej różnie rozumiany. Problemem przy wprowadzeniu tego typu dokumentu, jest brak odniesienia się w nim do celów polskiej polityki bezpieczeństwa zawartych w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z maja 2020 roku. Dokument ten w wielu obszarach jest na dzisiaj już wadliwy i należałoby opracować nowy.

Tak więc, komentarz będzie odnosił się do informacji prasowych, a nie do samego dokumentu, który na obecną chwilę nie jest dostępny publicznie. Nie ma co dyskutować o zmianach w sytuacji geostrategicznej w Europie, która stanęła u podstaw zmiany najważniejszej ustawy dotyczącej obronności RP. Ona wymaga samodzielnego odniesienia i oceny. Pewna retoryka zawarta w ustawie, a dotycząca tworzenia armii zawodowej wynoszącej 250 tys. żołnierzy budzi wiele znaków zapytania.

Obecnie Polska ma bardzo duże problemy z przezbrojeniem istniejących zawiązków taktycznych w nowoczesny sprzęt, gdzie na razie prowadzi się tzw. politykę wyspową, czyli dostarcza na wyposażenie sprzęt będący zaledwie małym procentem potrzeb. Przykładem niech będzie zapowiedź kupna ok. 250 czołgów Abrams, gdzie potrzeby zakupowe dla armii zawodowej wynoszącej nieco ponad 100 tys. będą stanowiły tylko ok. 50% potrzeb. Jeżeli weźmiemy pod uwagę rozwinięcie SZ RP o kolejne ponad 100 tys. to okaże się, iż będzie to zaledwie ok. 20% potrzeb.

Podobnie jest w zakresie pozyskania innego sprzętu. Jeżeli armia zawodowa nie będzie nasycona w pełni potrzebnym sprzętem, to bardziej odpowiedzialne jest rozwijanie ilościowe formacji OT. Zresztą samo założenie, iż perspektywicznie OT będzie wynosiło około 50 tys. żołnierzy, czyli niespełna 0.2% populacji kraju jest niepoważne.

Kolejnym problemem są koszty utrzymania i zakupu nie tylko nowego sprzętu, ale także koszty osobowe takich stanów armii. Jeżeli w projekcie budżetu obronnego na 2022 rok wydatki na utrzymanie potencjału osobowego i świadczenia z zaopatrzenia emerytalnego dla 115 500 żołnierzy zawodowych mają wynieść ponad 13 mld PLN, a w zakresie zaopatrzenia emerytalnego ponad 8 mld PLN, to oznacza, iż same koszty osobowe wyniosą ponad 21 mld PLN. Stanowi to ponad 1/3 wydatków na obronę narodową (ogólna kwota 57 051 608 tys. PLN).

Zwiększenie armii o kolejne 130 tys. osób doprowadzi do zwiększenia wydatków osobowych z 13 mld PLN do około 30 mld PLN, czyli ponad 50% obecnego budżetu. Licząc wyposażenie dla tych nowych stanów osobowych należy założyć, iż budżet obronny musimy podnieść co najmniej do 4% PKB, z obecnych 2,2%.

Kolejnym wrażliwym elementem jest deklaracja, iż nie powróci obowiązkowa służba wojskowa. To należy odczytywać nie jako rezygnację z czegoś niepotrzebnego, ale jako deklaracja wyborcza, gdzie strach przed potrzebną decyzją paraliżuje interes wyborczy.

Obecne stany i wiek rezerw w najbliższych latach doprowadzą do braku możliwości uruchomienia mobilizacyjnego rozwinięcia wojsk. Jest to ostatni moment na przywrócenie obowiązkowej, krótkotrwałej służby wojskowej. Tutaj należy zaznaczyć, iż przez najbliższe lata z uwagi na braki kadrowe i logistyczne nie uda się przeszkolić rocznie więcej niż 10% poborowych w danych rocznikach. Nie zastąpi się tego ochotniczym zaciągiem na szkolenie 28 dniowe, jak zapowiedziano w projekcie.

Zapowiedź podziału służby rezerwowej na aktywną i pasywną trudno oceniać bez wczytania się w akty prawne. Nie ulega wątpliwości, iż służba w OT nie jest służbą czynną (jak jest obecnie traktowana) a służbą w rezerwie, gdyż zasadniczo żołnierz OT spędza w wojsku dwa dni w miesiącu i jest bardziej rezerwistą niż żołnierzem służby czynnej. Tutaj faktycznie rozwiązaniem byłoby, aby żołnierzy OT traktować jako służbę rezerwową aktywną w odróżnieniu od rezerwistów posiadających tylko przydziały mobilizacyjne.

Istotną pozytywną zapowiadaną zmianą jest likwidacja tzw. „szklanego sufitu” wprowadzonego ustawą o służbie zawodowej w 2003 roku, gdzie przypisano stopień do stanowiska. Tamten zapis nosił znamiona dywersji, gdyż ograniczał kreowanie zasobów osobowych w korpusach podoficerskich i oficerskich. Tutaj muszą istnieć swoiste widełki w zakresie stopni i funkcji.

Zaskakuje natomiast wprowadzenie bzdurnej zapowiedzi nowego stopnia starszego szeregowego specjalisty. Tutaj należy iść drogą innych służb i dać możliwość awansowania po wielu latach służby w korpusie podoficerskim. Co stoi na przeszkodzie, aby kierowca zamiast starszego szeregowego specjalisty po 20 latach służby był np. starszym kapralem. Nie wszystkie stopnie awansowe w zakresie podoficerów młodszych powinny wymagać ukończenia szkoły podoficerskiej. W niektórych wypadkach awansowanie powinno być związane z wysługą lat.

Oczywiście dobrym rozwiązaniem jest oddzielenie zadań obronnych od rekrutacji rezerw. Należy tutaj jednak pójść dalej i przywrócić system okręgów wojskowych, które w razie wojny przekształcałyby się w regionalne dowództwa obrony. Tutaj należy rozpocząć poważną dyskusję. Pozytywnymi trendami przedstawionymi na konferencji jest rozwijanie systemu szkolenia studentów na podoficerów i oficerów. Jednak należy pamiętać, iż około 30% zasobów osobowych OT posiada wykształcenie wyższe i ludzie ci latami służą w stopniach szeregowych lub podoficerskich. Tutaj musi nastąpić istotna zmiana, gdzie obecne zasoby kadrowe OT w znacznej części należy traktować jako zaplecze kadrowe do mobilizacyjnego rozwinięcia tej formacji w setki tysięcy. Tutaj także należy zerwać z przynależnością stopnia do stanowiska. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w kompanii było kilkunastu oficerów i kilkudziesięciu podoficerów. Kryterium powinno być jedno, a mianowicie posiadanie wiedzy wojskowej i zdolności przywódcze.

Trudno przy tak skąpych informacjach ocenić cały projekt ustawy. Jednak pewne kierunki już widać. Błędem konferencji, na której wicepremier Jarosław Kaczyński i minister Mariusz Błaszczak przedstawili koncepcję jest brak odniesienia się do systemu obronnego jako całości. To jest klucz do dalszej dyskusji.

W mojej opinii nie stać nas na sprawną i nowoczesną armię liczącą 250 tys. żołnierzy zawodowych, ale stać nas na 150 tys. armię zawodową i liczoną w setki tysięcy Obronę Terytorialną. Obecny kryzys na granicy pokazał, iż nasycenie wojskiem terenu jest równie ważne jak jego jakość.

Źródło fot. fakt.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy