Tylnymi drzwiami

W ostatnich miesiącach powiedziano i napisano całe elaboraty o dobrowolności lub o obowiązku szczepień, a także wielokrotnie przybliżono przepisy regulujące te kwestie. Zatem: nie ma obowiązku szczepień na COVID-19. Na pewno? Wprost tak, ale tylnymi drzwiami pracodawcy oraz uczelnie zaczynają wprowadzać swoje wewnętrzne wymogi, które mają na celu wymuszenie zaszczepienia się. Zwalniają, uprzykrzają życie i dyskryminują niezaszczepionych tak, aby ci chcąc normalnie funkcjonować, musieli się zaszczepić.

Przypomnijmy po raz kolejny

Ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a także wydane na jej podstawie rozporządzenie w sprawie obowiązkowych szczepień ochronnych, są aktami prawnymi, które w sposób zupełny i wyłączny regulują możliwość wprowadzenia obowiązku szczepień ochronnych. 

Wspomniane rozporządzenie w § 2 zawiera katalog chorób zakaźnych, które są objęte obowiązkiem szczepień ochronnych. W katalogu tym nie wymieniono COVID-19, zatem szczepienie na tę chorobę jest dobrowolne. 

Z kolei art. 17 ust. 10 pkt 1 ww. ustawy jasno i jednoznacznie wskazuje, że organem posiadającym wyłączną kompetencję do określania wykazu chorób zakaźnych objętych obowiązkiem szczepień ochronnych jest Minister właściwy do spraw zdrowia. Zaś aktem prawnym, w którym obowiązek taki się w prowadza, jest rozporządzenie ministra. 

Żadne inne podmioty i organy funkcjonujące na terytorium państwa nie mają zatem kompetencji, aby obowiązki takie wprowadzać. Przynajmniej wprost, w postaci powszechnie obowiązującego prawa. 

Pojawiają się oddolne inicjatywy

Niektóre podmioty, którym z przyczyn zawodowych lub edukacyjnych podporządkowane są pewne grupy ludzi (pracownicy, studenci), w jakiś sposób od nich uzależnione (ekonomicznie, zakładowo), postanowiły jednak, aby używając wewnątrzzakładowych narzędzi prawnych, prowadzić politykę wymuszania szczepień na całej podporządkowanej im populacji.

Niektórzy pracodawcy argumentują wprowadzanie wymogu zaszczepienia się przez pracowników: 

  • organizacją pracy, 
  • względami bezpieczeństwa, 
  • kosztami, jakie pracodawca musi ponosić w związku z utrzymywaniem podwyższonego reżimu sanitarnego dla niezaszczepionych, 
  • wizerunkiem firmy w oczach klienta, 

a także innymi argumentami składającymi się na szeroko rozumiany interes pracodawcy. Kto się nie zaszczepi – naraża się na zwolnienie.

Uczelnie z kolei – z których najbardziej znaną akcję przeprowadza krakowska AGH – oprócz argumentów ze sfery bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, „zachęcając” do szczepień podnoszą kwestie związane z organizacją pracy i nauki, w szczególności praktyk studenckich. Uczelnia zaprzecza wprawdzie, że studentów, którzy się nie zaszczepią spotkają jakieś sankcje, np. w postaci konieczności powtarzania roku. Niemniej w tym roku nie będą oni mieli możliwości zaliczenia praktyk, które przesunie im się na następny. 

Każdy kto studiował wie, jak brak możliwości odbywania praktyk w preferowanym terminie może zdezorganizować życie, a więc może to być wykorzystywane jako represja. 

Która postawa ważniejsza?

Solidarność społeczna kontra lenistwo i szacunek dla innego światopoglądu. Opisane wyżej działania bez wątpienia w jakimś wymiarze mają mobilizować osoby, które nie chcą się zaszczepić ze zwykłego lenistwa. Niemniej stanowią też dyskryminację osób o innym światopoglądzie, które z tego powodu traktują szczepienie jako zabieg medyczny, któremu ze względu na własne przekonania, nie chcą się poddać, bo jest dla nich istotnym ograniczeniem wolności. 

Orędownicy przedstawionych mechanizmów oddolnego zmuszania do szczepień podnoszą jednak, że ich działania nie są dyskryminacją, a nawet jeśli tak ktoś je postrzega, to jest to działanie w stanie wyższej konieczności – depczemy czyjąś wolność i prawo do poszanowania światopoglądu w imię ochrony zdrowia i życia, a więc wartości wyższego rzędu.

Konflikt dóbr prawnych

Ścierające się postawy i dobra prawne powodują skrajne reakcje uczestników debaty publicznej. Na pewno nie jest to zero-jedynkowy temat, gdzie jedna ze stron ma pełnię racji, a druga powinna być potępiona. Podobnie należy się spodziewać, że różne będą wyroki sądów – zwłaszcza sądów pracy, do których zwrócą się pracownicy zwolnieni przez pracodawców ze względu na odmowę poddania się szczepieniu. 

Pracownicy ci będą dowodzić, że padli ofiarami dyskryminacji ze względu na światopogląd, podczas gdy Konstytucja i przepisy prawa międzynarodowego gwarantują im wolność od eksperymentów, dobrowolność zabiegów medycznych oraz równe traktowanie. 

Podobnie studenci, którzy postanowią nie uczestniczyć w akcji szczepień i zostaną w jakiś sposób wykluczeni lub spowolnieni w toku studiów, rozważą kroki prawne przeciwko uczelniom, np. w sferze naruszenia dóbr osobistych. 

A sądy – w zależności od siły argumentów – będą rozstrzygać sprawy bardzo różnie, bowiem co do ważenia dóbr prawnych objętych tym sporem, podzieleni są również prawnicy, a każdy ma bardzo bogaty zasób racjonalnie brzmiących argumentów.

W całym tym zamieszaniu przewiduję kilka ścieżek, którymi obecna sytuacja może się rozwinąć.

  • Pierwsza, to marginalizacja spraw sądowych – pracownicy i studenci w przytłaczającej większości ugną się dla „świętego spokoju” i dla zachowania swojej pozycji zawodowej czy naukowej zaszczepią się tak, jak od ponad roku uginali się przed rządowymi obostrzeniami o mocno wątpliwej legalności. Pracodawcy i uczelnie osiągną zatem swój cel, a kilku wojujących o swoje prawa, nawet jak trafi do sądu i wygra, to będzie stanowiło pomijalny koszt wobec uzyskanej wartości, jaką jest odzyskanie przedpandemicznej wydajności działania danego podmiotu.
  • Druga, to mobilizacja społeczna przeciwników szczepień – w tych podmiotach, gdzie uda się wyłonić taką grupę, będzie ona poważnym zagrożeniem dla zakładu pracy czy uczelni – zarówno koordynując procesy sądowe, punktując wizerunkowo dany podmiot jako działający dyskryminacyjnie i wpływając na postawy niezdecydowanej wobec szczepień części ludzi. Tutaj – podobnie jak w przypadku lockdownowych zakazów prowadzenia działalności gospodarczej – kilka korzystnych wyroków sądów może dać wiatr w żagle pokrzywdzonym i napędzić spiralę roszczeń odszkodowawczych.
  • Trzecia, to wygaszenie problemu wobec wygaszania pandemii. Jeżeli zdjęte zostaną obostrzenia zawarte w powszechnie obowiązujących przepisach prawa (np. ze względu na uzyskanie odporności stadnej lub takie ograniczenie działania wirusa, że nie będzie on stanowił zagrożenia dla wydajności służby zdrowia), zarówno pracodawcom, jak i uczelniom zniknie argument za zmuszaniem do szczepień z przyczyn zdrowotno-sanitarnych. W razie braku odgórnego reżimu sanitarnego i występowania zagrożenia na obecnym poziomie, zakłady pracy czy inne podmioty dalej będą narzucały wymóg szczepienia, ich szanse w ewentualnych sporach sądowych zaczną topnieć.

Jakie wnioski można wyciągnąć?

Podobnie jak w przypadku obostrzeń dostrzec można ciekawe zjawisko – gotowość do akceptowania przez przytłaczającą większość społeczeństwa łamania prawa przez silniejszego (państwo, pracodawcę, uczelnię), jeżeli tylko na szali jest „powrót do normalności” czy „ochrona zdrowia i życia”. 

Szkoda, że pandemia tak pokierowała poczuciem praworządności – przecież to właśnie prawo powinno być tak ukształtowane, aby porządkować rzeczywistość społeczną, z uwzględnieniem tych wartości. Jeżeli zaś treść prawa i rzeczywistość społeczna coraz bardziej się rozjeżdżają, czas zadać sobie pytanie, czy receptą nie byłaby aktualizacja prawa napisanego w czasach przedpandemicznych do współczesnych potrzeb. 

W przeciwnym razie „oficjalne prawo” będzie martwą literą, a rzeczywiste reguły życia będą narzucane tylnymi drzwiami przez podmioty nieposiadające ku temu odpowiedniej legitymacji.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy