Szkolny błąd

Minął miesiąc od momentu, kiedy dzieci i młodzież wróciły do szkół. Czas na sformułowanie wstępnych obserwacji i porównanie ich z niedawnymi oczekiwaniami. Temat funkcjonowania szkół dzieli się na co najmniej kilka aspektów – to nie tylko obostrzenia covidowe, kwarantanna i miejscami nauka zdalna. To także pytania o akcję szczepień – czy liczba uczniów zaszczepionych sprawia, że rząd może ogłosić sukces frekwencyjny?

Niedawno media podchwyciły zdjęcia z XXX Forum Ekonomicznego w Karpaczu (zwanego przez niektórych „polskim Davos”), podczas którego w salach gdzie znajdowało się kilkadziesiąt osób prawie nikt nie miał założonej maseczki. Ta postawa dziennikarzy, polityków i innych uczestników Forum przebywających w zamkniętych pomieszczeniach została zestawiona ze zdjęciami uczniów przebywających na terenie placówek oświatowych na oficjalnych galach i akademiach z okazji nowego roku szkolnego.

Absurdów jest oczywiście więcej. Faktycznie obostrzenia covidowe w szkołach w pełni nie funkcjonują, bo i funkcjonować nie mają prawa. Teoretycznie obowiązuje m. in. zachowanie dystansu 1,5 metra od innej osoby oraz noszenie maseczki w częściach wspólnych kiedy dystansu utrzymać się nie da. Różnice między bazami dydaktycznymi poszczególnych placówek są jednak tak istotne, że sztywne wytyczne często są wręcz bezsensowne. Ten i pokrewne problemy sprawiają, że egzekwowanie przepisów znajduje się w sferze fikcji.

Nie pomogły tu w każdym razie nawet apele o stosowanie w szkołach procedur WMT (wietrzenia, maseczek i testowania), formułowane już u progu roku szkolnego przez naukowców z zespołu do spraw COVID-19 przy prezesie PAN. Nie pomoże zapewne także zapowiadane przez Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka wysłanie do szkół „pakietów bezpieczeństwa” (termometrów, środków dezynfekcji etc.) za kilkadziesiąt milionów złotych.

Przykład polityków łamiących na każdym kroku ustanowione przez siebie przepisy i pokazujących przez to, co tak naprawdę myślą o „pandemii”, na pewno wpędza niektórych nauczycieli we frustrację. Część z nich zżyma się w mediach na fakt, że do istniejących wcześniej obowiązków właśnie na ich barki spadło teraz egzekwowanie nieżyciowych wytycznych sanitarnych.

To jednak może być dopiero początek niedogodności. Zaczął się bowiem okres jesienno-zimowy, który zgodnie z zapowiedziami ma minąć pod znakiem „IV fali zachorowań”. Już na początku roku szkolnego kilka szkół z różnych miast (m. in. z Poznania i Grudziądza) przeszło na naukę zdalną. W ostatnim dniu września natomiast lekcje zdalne w samej tylko Małopolsce odbywały się już w pojedynczych klasach 15 szkół (na 4860 funkcjonujących w tym województwie).

Ministerstwo edukacji i nauki publikuje kolejne raporty na ten temat na podstawie danych z kuratoriów.

Wielu uczniów, nauczycieli, dyrektorów szkół i samych pedagogów nie chce powrotu do pandemicznego modelu nauczania. Problem polega jednak na tym, że za część kwarantann i naukę zdalną odpowiedzialni byli nawet zaszczepieni nauczyciele. Jest to kolejna kwestia do podniesienia w sporze o sensowność szczepień w szkołach. Co więcej, jeśli chodzi o wpływ szczepień na organizm ucznia, niektóre dane mówią o większym ryzyku powikłań po szczepieniu niż po przejściu zakażenia koronawirusem w tak młodym wieku.

Tym niemniej na początku roku na nauczycieli został nałożony kolejny obowiązek – mieli oni za zadanie sprawdzić zapotrzebowanie na zorganizowanie w szkołach punktów szczepień. Osiągano to m. in. przy użyciu takich narzędzi jak tydzień informacyjny o szczepieniach czy spotkania informacyjno-edukacyjne z rodzicami. Liczby nie powalają na kolana. Według danych resortu sprzed połowy września jedynie 48 303 rodziców zadeklarowało chęć zaszczepienia dziecka w szkole. Liczba ta nie obejmuje pracowników szkół i członków rodzin uczniów – w sumie jest to niecałe 5000 osób.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy