Świat przed decyzją – wojny czy pokojowa rywalizacja?

Po II wojnie światowej ukształtował się nowy ład, którego egzemplifikacją było powstanie Rady Bezpieczeństwa ONZ. To właśnie USA, Związek Radziecki, Republika Chińska a następnie od lat 70-tych Chińska Republika Ludowa, Francja i Wielka Brytania stanowił trzon układu, który miał pilnować światowego porządku bezpieczeństwa.

Oczywiście gestorzy tego układu sami siebie nie pilnowali i przez dekady prowadzili wojny pośrednie. Wydawało się, iż upadek Układu Warszawskiego w 1991 r. zburzy dotychczasowy porządek. Jednakże Rosja przejęła spuściznę po ZSRR wraz z pozycją w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Było to zapewne zaskoczenie dla wielu państw, gdyż nie spowodowało to istotnych nacisków, aby na nowo ułożyć światowy system bezpieczeństwa. Francja i Wielka Brytania nie posiadała już wtedy większości kolonii. A nowe państwa posiadające znacznie większe zasoby demograficzne od wspomnianych państw nie upomniały się o swoje miejsce w światowej architekturze bezpieczeństwa. Wiadomo było jednak, że taki czas nastąpi.

Pęd do maksymalizacji zysków i obniżenia kosztów życia spowodował nieroztropne lokowanie produkcji przemysłowej, a z nią technologii do Azji. Idylla trwała zaledwie trzy dekady i spowodowała niesamowity wzrost potęgi gospodarczej i militarnej Chin i innych państw regionu.

Dzisiaj wielu geopolityków nie podważa tezy postawionej przez Praga Khanna wyrażonej w książce „Przyszłość należy do Azji. Globalny porządek w XXI stuleciu”. USA zostały wyrugowane z Azji i do tego kontynentu należy przyszłość.

Samo powstanie osi Pekin-Teheran-Moskwa, niezależnie od intencji poszczególnych ośrodków siły postawiło Waszyngton przed swoistą pułapką Tukidydesa. Powstał problem wyrażający się w pytaniu czy wzrost potęgi Chin doprowadzi do wojny z USA o pozycję w Azji?

Były asystent wielu sekretarzy obrony USA Graham Allison w swojej książce „Skazani na wojnę? Czy Ameryka i Chiny unikną pułapki Tukidydesa” zwrócił uwagę, że z jego analiz wynika, iż na szesnaście badanych w przeszłości podobnych przypadków, aż w dwunastu doszło do wojny.

Czy dzisiaj także będziemy mieli do czynienia z konfliktem i wojną o wpływy? Wiele wskazuje, iż jest to wysoce prawdopodobne.

Poza samą rywalizacją o wpływy świat staje jeszcze przed inną konfrontacją, a mianowicie ociepleniem klimatu i wyżem demograficznym. Afryka z dzisiejszymi 1,3 mld mieszkańców około 2050 roku osiągnie ok. 2, 5 mld mieszkańców. W tym samym czasie Azja z obecnym 4,5 mld mieszkańców około 2050 roku osiągnie około 5,5 mld mieszkańców. Same wskazane liczby jeszcze nie zatrważają. Ale jeżeli te dodatkowe dwa miliardy ludzi w tym czasie będą zmierzać do życia w średnim standardzie europejskim, to może się okazać, iż przyrost konsumpcyjny ludności wzrośnie nie o dwa, ale cztery-pięć miliardów ludzi.

Jeżeli na to nałożymy ocieplenie klimatu i pustynnienie obszarów obecnego bumu demograficznego, to może się okazać, iż świat stoi przed nową wędrówką ludów do obszarów dogodnych do życia.

Tymi obszarami może okazać się Europa i rosyjska część Azji z największymi na świecie zasobami słodkiej wody oraz rozwijającym się rolnictwem, któremu będzie sprzyjało ocieplenie klimatu.

Tak więc dzisiejsze napięcia na świecie to nie tylko rywalizacja o wpływy i ich podział na światowej szachownicy, ale wstęp do dużo ważniejszej rywalizacji. A mianowicie wojny o przestrzeń do życia i surowce. Tymi pożądanymi na świecie surowicami będą właśnie woda i urodzajna ziemia.

Zmiany i napięcia na świecie z którymi mamy właśnie do czynienia wydają się początkiem czegoś większego. Będzie to prawdopodobnie trwało przez najbliższe dekady – nie tylko w Azji, ale także w Afryce. To z kolei spowoduje nowe koalicje w Europie i Azji,. Nie będą one miały już takiego napięcia historycznego związanego z konfliktami i urazami z przeszłości. One zapewne będą koalicjami egzystencjonalnymi, gdzie poszczególne państwa będą sobie wzajemnie gwarantować przetrwanie, gdyż samodzielnie będzie o to trudno.

Pytanie tylko, czy w polskim społeczeństwie, a tym bardzie w klasie politycznej jest takie myślenie. Przyszłość zapewniamy sobie nie doraźna polityką, ale strategicznym myśleniem i budowaniem związków które dadzą Polsce przyszłość.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy