#StrajkKobiet, obrona kościołów i impreza – relacja z KRAKOWA

W ostatnim tygodniu Polskę zalała fala manifestacji. To reakcja na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. Na ulice wyszły tłumy przeciwników oraz zwolenników tego postanowienia. 

Manifestacje w Krakowie rozpoczęły się o godzinie 12:00, kiedy to swój strajk zainicjowali studenci. Wymaszerowali spod budynku Uniwersytetu Jagiellońskiego na Rynek Główny. Sam pochód przemieszczał się spokojnie. Wśród okrzyków słychać było: “Kto nie skacze, ten za PiS-em”, “Myślę, czuję, decyduję” oraz wiele innych zawierających wulgarne słowa. Manifestacja zgromadziła ok. 5 tysięcy osób. Podczas przemarszu, wejścia do krakowskiej kurii pilnowało kilka wozów policyjnych. Mimo obaw, tłum przeszedł spokojnie.

“Odbijają sobie juwenalia”

W czasie, kiedy kilka wozów policyjnych broniło kurii, kilkanaście metrów dalej (na pl. Wszystkich Świętych), trwała impreza. Na balkon jednej z kamienic wystawiono głośniki oraz DJ, który rozkręcił zabawę. Grupka młodych tańczyła oddając się ostrej muzyce techno. Część manifestantów czekała na swoje zamówienie ze znajdującej się tam restauracji fast food. Jedna z osób obserwujących to zdarzenie, stwierdziła żartobliwie, iż studenci w tym momencie “odbijają sobie juwenalia, których nie mieli”.

Siedząc na ławce przysiadły się do mnie dwie uczestniczki. Jak się okazało studentki drugiego roku. “Chcemy mieć wybór. Nie chcemy, aby ktoś decydował o naszym ciele” – powiedziała jedna z nich zachrypniętym głosem. “Wiele kobiet, które tutaj są oburza ten wyrok. Nie można nikogo zmusić do bohaterstwa. Bardzo często kobiety nie są gotowe na to, by urodzić martwe dziecko. To bardzo skomplikowany temat” – odparła. “Każda kobieta powinna decydować o sobie, a nie Kaczyński” – dodała druga. 



Patrząc na bawiących się ludzi jedna z moich rozmówczyń stwierdziła, że takie pomysły burzą powagę protestu. “Są też pretekstem do tego, aby wyśmiać nasze postulaty i to, o co walczymy” – skwitowała. Zapytana o to, czy wierzy w skuteczność protestów odparła, że “to jest moment, aby się sprzeciwić i pokazać swoją niezgodę. Rząd musi widzieć, że społeczeństwo się nie godzi na takie traktowanie”.

Z kolei inna odparła wprost: “Wiem, że to nie ma sensu i jesteśmy jak palec, wobec tego PiS-iurskiego rządu. Nawet policja nie reaguje, a trzymam w ręce piwo. Przecież w innych okolicznościach by nas tu zgarnęli.  Ale przynajmniej jest impreza! Wiem o tym, że jest to zagrywka rządu. Oni tam sobie teraz siedzą i się z nas śmieją”.

Nie tylko kobiety protestują

Przechadzając się po Starym Krakowie, mijałem wiele restauracji i witryn sklepowych, które popierały toczące się przez Polskę protesty. “Zamknięte z przyczyn oczywistych”, “Strajk” lub “Nieczynne, bo mamy do załatwienia kilka spraw na mieście” – można było zobaczyć przy jednej z witryn sklepowych. Co jakiś czas na ulicach przylegających do centrum Krakowa widać było taksówki przystrojone w emblematy protestu. Wśród manifestujących było też wielu przedsiębiorców i restauratorów, którzy z powodu obostrzeń epidemicznych mogą stracić dorobek całego życia. Aby dać temu wyraz, pod Wierzą Ratuszową pojawiła się trumna z napisem “Śp. Polska Gastronomia”. 

“Nam nie chodzi o niszczenie kościołów”

W obawie przed aktami agresji wymierzonymi w budynki sakralne, przy kościołach na trasie przemarszu stały małe grupki skrzykniętych spontanicznie osób. Ich zadaniem było bronienie wejścia do świątyń. Podszedłem do dwóch mężczyzn, którzy stali przy wejściu do kościoła franciszkanów. “Przyszliśmy bronić naszych świętości przed profanacją” – powiedział jeden. Moi rozmówcy stwierdzili jednak, że na razie jest spokojne. Pojawiło się tylko kilka incydentów, które były głównie inwektywami wymierzonymi w obrońców kościołów. 

“Każdy może manifestować, ale jeśli to opiera się na dewastowaniu zabytków i miejsc świętych, na to nie ma przyzwolenia. Trzeba ich bronić ze wszystkich sił” – powiedział mój rozmówca wskazując, że nie jest źle nastawiony do manifestantów. O kwestię profanacji i aktów wtargnięć do kościoła zapytałem jedną z uczestniczek marszu. Stwierdziła, że sama potępia takie akty i nie utożsamia się z nimi. “Nam nie chodzi o niszczenie kościołów.” – stwierdziła. Jak jednak poinformował mnie inny rozmówca doszło do kilku aktów wandalizmu na obiektach sakralnych.

“Generalnie było spokojnie”

Główny punkt krakowskiego protestu był zaplanowany na godzinę 19. Rozpoczęła go dyskoteka pod Muzeum Narodowym. Następnie tłum wyruszył w kierunku Rynku Głównego. Najbardziej newralgicznym momentem był przemarsz obok krakowskiej kurii. Teren wokół kościoła franciszkanów broniła grupka ok. 20 dobrze zbudowanych mężczyzn. Protestujący przeszli jednak spokojnie, nie zwracając uwagi na broniących wejścia do świątyni. 

Jeden z członków grup broniących wejść do kościołów poinformował mnie, że było kilka incydentów, jednak były one głównie agresją słowną wymierzoną w modlących się na różańcu. “Były próby zakłóceń. Kilka razy chcieli wejść w grupę modlących się. Interweniowała nasza straż, włączyła się potem policja” – relacjonuje przedstawiciel grupy.

Większe napięcie wywołał moment, kiedy osoby broniące Kościoła Mariackiego chciały oczyścić pomnik Adama Mickiewicza z “lewackich transparentów”. Zostali oni zaatakowani przez manifestantów. Według relacji mojego rozmówcy, doszło do przepychanki. Kilku obrońców kościoła odpowiedziało gazem. Sytuacjia się uspokoiła po interwencji policji. 



“Policja interweniowała bardzo rzadko”

O raport ze środowej manifestacji zapytałem rzecznika krakowskiej policji. Zdaniem mł. insp. Sebastiana Glenia było nad wyraz spokojnie. “Zdarzały się akty wandalizmu, ale nie łączyłbym ich z samymi manifestacjami” – stwierdził. Policja szacuje, że na terenie Starego Miasta mogło manifestować ok. 20 tysięcy osób, których pilnowało ok. 300 policjantów. “Funkcjonariusze byli we wszystkich newralgicznych miejscach i panowali nad sytuacją” – oznajmił. Pojawiła się tylko jedna napięta sytuacja, kiedy przy kurii pojawiła się kontrmanifestacja środowisk patriotycznych. “Na szczęście zakończyła się ona zanim pojawiło się czoło marszu” stwierdził rzecznik.

Na pytanie o liczbę interwencji policji, rzecznik odpowiedział, że w tym czasie przyznano dosłownie kilka mandatów. “Zdajemy sobie sprawę z tego, że sam wulgarny język występujący na manifestacji już jest wykroczeniem, ale trudno by było dawać mandaty wszystkim uczestnikom protestu. Głównym zadaniem policjantów jest zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom”. 

Środowe manifestacje przebiegły w pokojowej atmosferze. Jedynie język może budzić zastrzeżenia. Idąc trasą protestu oraz rozmawiając z uczestnikami po obu stronach nie doświadczyłem żadnego aktu agresji. Osoby były skore do rozmowy. Można było dostrzec, że wyszli na ulice, aby zamanifestować swoje niezadowolenie z obecnej sytuacji w Polsce.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy