Spis Powszechny w dobie powszechnej inwigilacji

1 kwietnia br. rozpoczął się Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021. Ma zakończyć się 30 września 2021. Obowiązkową formą jego przeprowadzenia jest „samospis” internetowy. Metodą uzupełniającą jest podanie informacji przez telefon, na infolinii spisowej. Za nieprzystąpienie do spisu lub podanie fałszywych danych grożą nam wysokie kary.

Wiele przepisów administracyjnych które chronią nasze dane osobowe, w tym RODO w wypadku Spisów Powszechnych zostało zawieszonych. Mimo to stale rośnie liczba obywateli, którzy twierdzą, że formularz i aplikacja konieczna do jej wypełnienia są nieprzemyślane, a pytania zawarte w ankiecie wchodzą o wiele za daleko w naszą prywatność.

Postanowiłam się przyjrzeć tym elementom spisu, które budzą wśród Polaków największe kontrowersje.

Po co ten spis?

Duże wątpliwości budzi sama idea spisu w roku 2021. Koszty jego zorganizowania, promocji, opracowania danych są ogromne. Obciążają one podatników. Z powodu pandemii udało się wprawdzie część z kosztów spisu przerzucić na obywateli i zamiast rachmistrzów spisowych mamy procedury „samospisywania” elektronicznego i telefonicznego. Ale i tak są to kwoty niemałe.

Wiele pytań spisowych wydaje się zbędnych. Nasze numery PESEL są przecież w posiadaniu Urzędów Miast i Gmin, tam też znajdują się wykazy nieruchomości i akty własności. Każdy właściciel nieruchomości dostaje od lat do domu informacje o podatku od nieruchomości, gdzie określona jest dokładnie powierzchnia mieszkania, domu i działki… Banki posiadają wykazy naszych kont i mnóstwo innych danych dotyczących dochodów, kredytów, a nawet bieżących wydatków. Numery telefonów mają operatorzy. Służba zdrowia ma bazy EWUŚ, a ZUS, Urzędy Pracy i Urzędy Skarbowe -resztę. Nawet ilość rezydentów i cudzoziemców w Polsce można bez problemu ustalić przy pomocy Biur Paszportowych i placówek wydających pozwolenia na pracę.

Co jednak najważniejsze – ludzie są dzisiaj mobilni- zmieniają miejsca zamieszkania, studiują w różnych miastach. Raz wynajmują mieszkania 30 m², za chwilę 60m², raz są w Polsce, raz za granicą, zmieniają partnerów… Jaka jest więc wartość badań opartych na nieweryfikowalnych, anonimowych deklaracjach? 

Wydaje się, że w XXI wieku o wiele lepiej opierać się na twardych danych posiadanych przez instytucje państwa. Często wiedzą one o nas więcej niż my sami.

Co z tą anonimowością?

„Gwarantujemy pełną anonimowość ankietowanym” – deklaruje prezes Głównego Urzędu Statystycznego. Tymczasem od wypełniającego formularz wymaga się wpisania swojego numeru PESEL, szczegółowych danych dotyczących miejsca zamieszkania, numeru telefonu itp. W ten sposób powstaje baza, która jednoznacznie od początku identyfikuje daną osobę i jej stan posiadania.

Organizatorzy spisu doskonale zdają sobie z tego sprawę, bo jak inaczej mogliby grozić anonimowym ankietowanym karami za wpisanie fałszywych danych? Czy jest to brak odpowiedzialności za słowo, czy zwykle kłamstwo?

Bezpieczeństwo danych. 

Prezes GUS-u zapewnia nas o bezpieczeństwie podawanych w spisie danych, argumentując, że wszystkie osoby zbierające dane „składały przysięgę dochowania tajemnicy danych statystycznych”. Piękne w teorii, ale w praktyce, gdy bazy danych na świecie są nagminnie spieniężane, a hackerzy włamują się i przejmują dane kont, nawet z doskonale zabezpieczonych banków, wydaje się to nadmiernym optymizmem.

A co się stanie, gdy dane te wyciekną z GUS lub zostaną zhakowane?  Spis to też okazja dla różnego rodzaju służb, wywiadowni gospodarczych wrogich państw, a nawet grup przestępczych do powiększenia wiedzy o Polakach. Ułatwi i tak już zaawansowaną inwigilację obywateli. Na dzień dzisiejszy, żaden ankietowany nie może być też pewnym czy jego odpowiedzi nie zostaną upublicznione, a w najgorszym wypadku użyte przeciwko niemu.

Żaden urzędnik nie zagwarantuje nam pod odpowiedzialnością finansową, karną, odszkodowawczą zachowania w tajemnicy ujawnionych w spisie informacji. Jest oczywiste, że poza deklaracjami Prezesa obywatele powinni otrzymać dokładne informacje jak będą chronione ich dane „wrażliwe”. Jakie procedury i jakie narzędzia zostaną do tego wykorzystane i jakie kary spotkają tych, którzy dopuszczą się przestępstwa lub zaniedbań w tej mierze. Obawiam sie, że po tym spisie może dojść do fali kradzieży, lipnych pożyczek, które złodzieje mogą brać na konto starszych ludzi a także okradania domów. Złodziej będzie wiedział, ile osób tam zastanie. Najgorzej, gdy osoba mieszka samotnie.

Pytania dotyczące osób trzecich

Algorytm spisu został tak skonstruowany, że bez podania PESELI i nawet drugich imion osób „współzamieszkujących” nie można kontynuować spisu. Nie każdy zna te numery, a jeśli nawet, to podawanie danych osób trzecich w osobistym kwestionariuszu wydaje się nadużyciem. Przecież często nie mamy zgody tych osób na ujawnianie ich personaliów.

Pytania o przynależność do mniejszości etnicznych, wyznanie i wiarę.

Te pytania nie są obowiązkowe, bo konstytucja zabrania w ogóle ich zadawania i domagania się odpowiedzi na nie.  Tu akurat uważam, że wiedza na ten temat byłaby dla naszego kraju dość istotna, ze względu na procesy migracyjne i zmiany kulturowe zachodzące w naszym kraju. 

Nie każdy ma Internet i smartfon.

Ponieważ nie każdy ma dostęp do sprzętu elektronicznego, a rachmistrze raczej do nas nie trafią z powodu epidemii, pozostaje nam telefon i infolinia. I tutaj kolejny problem. Linia ta jest wiecznie zajęta. Kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu oczekujących nie zachęca do kilkugodzinnego oczekiwania.

Pojawia się też problem podszywania się przez przestępców pod rachmistrzów spisowych. Przez telefon mogą oni uzyskać wszystkie potrzebne im dane do skrzywdzenia ankietowanego. Jak uwierzytelnić prawdziwego rachmistrza? Może tylko do niego można dzwonić, a on do nas nie? Dlaczego nikt nie podaje obywatelom wyjaśnień!

Podsumowanie

Wygląda na to, że tegoroczny Spis Powszechny jest programem niedopracowanym i nie uwzględniającym zagrożeń wynikających z rozwoju przestępczości internetowej. Spis inny niż wcześniejsze, bo masowy. Niestety tylko z nazwy jest on anonimowy, a może okazać się zamachem na bezpieczeństwo obywateli i ich wolności.

Na razie logiczne myślenie zastępuje lęk. Lęk, że zostaniemy ukarani grzywną, a po roku epidemii nie możemy sobie już na to pozwolić, bo z pieniędzmi krucho. Tymczasem konieczne jest poinformowanie obywateli, gdzie i w jaki sposób będą przechowywane ich dane. Potrzebna jest też deklaracją ze strony Ministra Sprawiedliwości, że pod groźbą kary więzienia, żaden spisowy dokument nie będzie udostępniany prokuraturom, sądom, komornikom, służbom specjalnym i nikomu innemu za wyjątkiem GUS. Bez tego osoby, którym zależy na bezpieczeństwie własnym i własnych rodzin powinny dwa razy zastanowić się czy w ogóle brać udział w tym Spisie.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy