Rosyjsko-amerykańska gra Ukrainą

Rosja gromadzi kolejne bataliony na granicy z Ukrainą, Białoruś przygotowuje się do wsparcia rosyjskich działań, a Stany Zjednoczone grożą Moskwie sankcjami. Pytanie, czy rzeczywiście Rosja chce zaatakować Ukrainę, czy też chce tylko wywrzeć na niej określone decyzje, w tym federalizację kraju?

Zgromadzone przy granicy z Ukrainą siły rosyjskie mogą być w każdej chwili wzmocnione jednostkami powietrzno-desantowymi w ilości około 30 tysięcy żołnierzy, czyli Rosjanie mieliby ok. dwieście tysięcy żołnierzy u granic Ukrainy. To za mało, aby zając większość tego państwa, ale wystarczająco, aby zająć jeden lub dwa obwody. Więcej Moskwie nie trzeba, gdyż to już wystarczy do upadku obecnego rządu i doprowadzenia do ogólnego chaosu w państwie. Pytanie tylko, co wystąpi najpierw, gwałtowana destabilizacja państwa czy też militarne uderzenie punktowe Rosjan.

Gdyby Moskwie chodziło tylko o Ukrainę to rozciągnie cały proces na wiele miesięcy grając nastrojami społecznymi przy wsparciu służb i wojska. Jednakże, jeżeli działanie Rosjan na Ukrainie jest wkomponowane w szerszy plan to będą równocześnie działania destabilizacyjne i militarne. Co też może być szerszym planem.

W rejonie Zatoki Perskiej i na Bliskim Wschodzie trwa wyścig z czasem o to czy Iran zbuduje kilka czy też kilkanaście ładunków jądrowych. To, że ma już przynajmniej jeden, to jest pewne. Wsparcie ataku Izraela na to państwo przez USA może być związane z wykorzystaniem polskich i ukraińskich lotnisk. Ewentualna akcja rosyjska na Ukrainie może mocno sparaliżować część amerykańskich planów.

Tak, więc obserwując, co zrobi Moskwa będziemy widzieli, co ma zrobić Tel Awiw. Nie należy wykluczać także interesu Pekinu w postaci wiązania sił amerykańskich na kierunku białorusko-ukraińskim przed ewentualnymi działaniami przeciwko Tajwanowi.

Relacje międzynarodowe są bardzo skomplikowane, ale założenia do osiągnięcia tych działań prawie zawsze są proste. W tego typu rozgrywkach należy patrzeć nie na cele operacyjne, ale na cele strategiczne, gdyż to one są dla mocarstw istotne. Osiągniecie sukcesu w postaci zdobycia przez Rosjan jakiegoś miasta, czy nawet obwodu nie są warte kosztów międzynarodowej izolacji, no chyba, iż tym punktem byłoby strategiczne miejsce takie jak Krym.

Na obecną chwilę widać, iż Moskwa realizuje scenariusz, który ma się rozpocząć od destabilizacji Ukrainy. Braki węgla w elektrociepłowniach, możliwe odłączenia gazu, braki energii elektrycznej, postępująca drożyzna to dobry powód do wyjścia na ulice setek tysięcy mieszkańców dużych miast na wschodzie Ukrainy.

Także rozciągniecie ograniczonych zasobów ukraińskiej armii do wzmocnienia ochrony ukraińsko-białorusko-rosyjskiej ponad 3000 km granicy nie wróży dobrze możliwościom obronnym Ukrainy. Samo przetrzymanie tygodniami żołnierzy na granicy oraz na linii obrony w Donbasie spowoduje poderwanie ich woli walki. No chyba, że rozpoczęcie scenariusza destabilizacyjnego jest tylko rosyjską maskirowką i nastąpi jednak punktowe uderzenie z zaskoczenia. 

Sposób działania Rosjan jest ważny także dla Polski, jako obserwatora tych działań z uwagi na to, iż zobaczymy jak daleko realnie to państwo jest się w stanie posunąć, aby osiągnąć swoje cele bez wojny totalnej.

Podobnie ważne dla Polski jest zachowanie USA, jako gwaranta naszego bezpieczeństwa w ramach sojuszu NATO i zobowiązań, które złożyło wobec Kijowa. Należy zakładać, iż poza wsparciem wywiadowczym Amerykanie nic nie zrobią, jeżeli na Ukrainę wejdzie formalnie armia rosyjska, a nie tak jak dotychczas tzw. milicja separatystycznych republik. Na otwarty, nawet ograniczony konflikt o Ukrainę Waszyngton nie pójdzie.

Dla polskich elit politycznych ważne jest także inne pytanie, a mianowicie jak się zachowuje i zachowa ludność zachodniej Ukrainy. Dzisiaj widzimy postępujący i niezrozumiały w obecnym czasie kult ukraińskiego nazizmu w postaci ogłoszenia roku 2022 rokiem UPA.

Tak się stało w obwodzie lwowskim i wołyńskim. Wygląda to tak jakby nacjonalistom ukraińskim zależało na pognębieniu z jednej strony konfrontacji społecznej na Ukrainie a z drugiej strony wzmocnienia niechęci Polski do jakiejkolwiek pomocy Kijowowi. Samo zachowanie lokalnych polityków zachodnioukraińskich należy oceniać, jako działanie na zlecenie. Także w tym względzie należy oceniać to, co się dzieje w Polsce, gdzie mieliśmy niedawno prowokacje w postaci sprofanowania przez Ukraińców pomnika legionistów w Krakowie. Tolerowanie przez Warszawę lokalnych i zagranicznych wyznawców UPA wyjdzie nam bokiem.

Gra się rozpoczęła, a zapewne na stole leżą różne scenariusze. Jedno jest pewne – wszystkie zakładają odzyskanie przez Rosje wpływów na Ukrainie. Pytanie tylko o ich głębokość, bo zapewne zachodnia Ukraina nie jest już w zainteresowaniu Moskwy, jako obszar wpływu a jedynie, jako obszar trwałej destabilizacji pogranicza polsko-ukraińskiego.

źródło fot. Twitter Biały Dom (@WhiteHouse)

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy