Próba autoregulacji rynku przy bierności państwa

W polskiej przestrzeni prawnej na próżno szukać regulacji, mających na celu przeciwdziałanie zjawisku fake newsów. Jako społeczeństwo jesteśmy bezradni wobec treści udostępnianych na portalach światowych gigantów, jak Facebook czy Twitter. Większość rodzimych komentatorów ogranicza swoje wywody w tym zakresie jedynie do zauważenia zjawiska. Potrzeba konkretnych sposobów walki.

Dotychczas polski ustawodawca nie wprowadził chociażby do konsultacji publicznych żadnych idei związanych z nowymi regulacjami przeciwdziałającymi fake news. Niemniej, w tym zakresie Polska nie jest wyjątkiem. Co do zasady, większość państw na świecie obecnie boryka się z problemem braku pomysłu na racjonalne rozwiązanie tego problemu, w szczególności, aby potencjalne regulacje nie naruszały w sposób niedopuszczalny wolności słowa.

Tak zakreślony stan faktyczny w istocie prowadzi do wniosku, że obecnie na takich portalach jak Facebook lub Twitter istnieje w istocie nieograniczona możliwość publikowania wszelkich możliwych treści, z zastrzeżeniem wyjątków, w ramach których portal społecznościowy arbitralnie ocenia czy dany post nie narusza jego zasad. Kolejno, podkreślenia wymaga, że odpowiednio zorganizowana akcja fałszywych informacji może być zagrożeniem zarówno dla społeczeństwa, stabilności kraju jak i funkcjonowania każdego biznesu.

W konsekwencji, w USA globalne marki, takie jak Coca-Cola, Ford, Adidas, Volkswagen czy Starbucks oficjalnie zbojkotowały Facebook’a i solidarnie nie publikują na jego łamach swoich reklam. Przedstawiciel firmy Patagonia, światowego producenta odzieży, Ryan Gellert, w oficjalnym wywiadzie udzielonym radiu BBC wyraźnie zaznaczył, że decyzja spółki była determinowana faktem, że Facebook zarabia na mowie nienawiści i dezinformacji. Jednocześnie, Gellert podkreślił, że w ocenie reprezentowanej przez niego spółki, Facebook powinien odpowiadać za udostępnione na jego łamach treści tak jak każdy wydawca. Z wyliczeń udostępnionych przez brytyjski portal The Telegraph wynika, że rocznie Facebook traci wskutek bojkotu wskazanych koncernów ok. 245 milionów euro.

Stanowisko przedstawiciela firmy Patagonia w ciekawy sposób uwypukla problem społeczny związany z portalami społecznościowymi, który wydaje się, że nie przebił się wystarczająco do świadomości polskiego obywatela. W mojej ocenie zasadna jest hipoteza, że dla większości Polaków Facebook stanowi nie tylko portal do wzajemnej komunikacji, ale codzienne i najważniejsze źródło informacji. Jak wynika z badań zgromadzonych przez Marcina Baumana – współpracownika portalu – aktywnymi użytkownikami mediów społecznościowych jest 19 milionów osób. Innymi słowy, prawie połowa populacji naszego kraju korzysta z takich portali jak Facebook czy Twitter. Jednocześnie, z powołanych badań wynika, że średnio dziennie spędzamy 2 godziny korzystając z serwisów i aplikacji społecznościowych. Również z przedmiotowych badań wynika, że Facebook w Polsce może swoimi treściami reklamowymi dotrzeć do 16 milionów użytkowników. Nawet przy założeniu, że realnie jedna osoba może tworzyć kilka profili, treści reklamowe (również opiniotwórcze i polityczne) za pomocą Facebooka dochodzą do kilkunastu milionów Polaków dziennie. W konsekwencji, obecnie to podmioty prywatne decydują o treści uzyskiwanych informacji przez znaczną część społeczeństwa oceniając czy określony post „narusza standardy”. Zatem w ramach kolejnej hipotezy, zasadne może być stwierdzenie, że brak pozytywnego nadzoru nad portalami społecznościowymi może potencjalnie prowadzić do naruszenia zasady wolności słowa w sytuacji, gdy polityka portalu narusza powszechnie przyjęte standardy reglamentując dostępne treści. Rzecz jasna, wszelkie regulacje ingerujące w tę materię powinny być dokonane w sposób niezwykle rzetelny i ostrożny, tak aby nie naruszyć kruchej granicy między państwowym zapewnieniem wolności słowa a wprowadzeniem cenzury prewencyjnej.

Powyższe żądania reklamodawców w interesujący sposób ukazują próby autoregulacji rynku przy bierności państwa. W istocie trudno przewidzieć w jaki sposób Facebook rozwiąże ten problem, niemniej wydaje się, że bojkot tego portalu przez globalne marki może mieć znacznie większy wpływ na wewnętrzne regulacje Facebook’a aniżeli starania ustawodawstw poszczególnych państw. Warto w tym miejscu zasygnalizować, że Facebook od października wprowadza nowy regulamin

W podobnym duchu zmierza autoregulacja innej kluczowej platformy jaką jest Twitter. Oficjalne konto Twittera opublikowało informację, wedle której Twitter testuje nowy system sygnalizujący użytkownikowi otwarcie i zapoznanie się z materiałem przed jego retweetowaniem. Bez wątpienie próby wprowadzenia takiego rozwiązania są odpowiedzią z jednej strony – na intensyfikację fake newsów, a z drugiej na właściwy balans pomiędzy wolnością słowa a cenzurą prewencyjną.  Twitter zdecydował się na taki ruch, bowiem jak wynika z badań ok. 60% ludzi nie czyta artykułu przed jego udostępnieniem w social mediach. Niemniej, pamiętać należy, że fake newsem mogą być również zdjęcia lub nagrania. W tym kontekście żadna z głównych platform nie zaproponowała dotychczas rozwiązania, choć można się spodziewać, że również takowe nastąpią, jeśli trend zostanie utrzymany.

Truizmem jest stwierdzenie, że fake newsy mają systemowy i fundamentalny negatywny wpływ na kondycję każdego społeczeństwa i państwa. Prawidłowo zorganizowany system fake newsów może zagrozić stabilności każdego kraju. Jednocześnie większość ustawodawstw, w tym Polska, nie ma precyzyjnego ujęcia norm prawnych, które pozwalałby skutecznie walczyć z tym zjawiskiem. Tym bardziej cieszą wszelkie próby nacisku prywatnych organizacji na platformy społecznościowe. Abstrahując od rzeczywistych przyczyn determinujących ten nacisk, skutki polityki walczącej z fake newsami mogą być dla nas bardzo pozytywne. Niemniej, w mojej ocenie aktywność państwa na tym polu musi zostać zintensyfikowana. Moim zdaniem nie można dopuścić do sytuacji, w której globalne marki stanowiące w istocie o poziomie wiedzy społeczeństw co do codziennych wydarzeń w sposób dowolny będą kreowały swoją politykę. W konsekwencji, należy postulować wprowadzenie regulacji krajowych, które w sposób jednoznaczny określałyby kompetencje i obowiązki takich portali, jednocześnie nie naruszając wolności słowa poprzez cenzurę prewencyjną. Jednakże kształt takiej ustawy jest zagadnieniem wykraczającym poza ramy niniejszego tekstu i zostanie przeanalizowany w odrębnym artykule.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy