Polskie patenty na obostrzenia

Podziemie usługowe rośnie w siłę. Już nie tylko hotele, gastronomia i branża fitness znalazły sposoby na pomijanie prawa. Fryzjerzy „amputują” włosy lub pracują na parkowej ławce. Sklepy zmniejszają swoją powierzchnię taśmą. Wiele firm nie zamierza się zamknąć. 

Premier Morawiecki oraz minister zdrowia podczas ostatnich konferencji wspominali o monitorowaniu aktywności Polaków. Zdają sobie sprawę, że obecne obostrzenia nie do końca się sprawdzają. 

Według ostatniego rozporządzenia z dnia 25 marca 2021 r. (poza salonami kosmetycznymi i fryzjerskimi) zamknięto jedynie sklepy o powierzchni powyżej 2000 mkw. Posunięcie to uderzyło np. w branże meblowo-budowlaną, sieć sklepów Castorama, Obi, Ikea czy Agata meble. Pozostałe takie jak Bodzio, Black and White, Mrówka, Jula, funkcjonują bez zastrzeżeń. Tam pojawia się zdecydowanie więcej klientów. 

W poszukiwaniu wiosennych butów dla dziecka mieszkańcy dużych miast pokonują 20-30 km, aby znaleźć wolnostojące sklepy popularnych marek. Nie widać by ruch uliczny i samochodowy znacząco zmalał, a przecież to był główny argument dla zamknięcia żłobków i przedszkoli. Tylko ograniczenia mobilności nie widać. 

W ubiegłym roku, kiedy zachorowania liczyliśmy w setkach, byliśmy niemal całkowicie odizolowani od świata zewnętrznego. Dziś, przy zachorowalności rzędu 30 tys. osób dziennie wielu Polaków całkowicie ignoruje wprowadzone ograniczenia, a rząd ma związane ręce. 

Aby skutecznie karać, musiałby wprowadzić stan wyjątkowy, bo demagogia już dawno przestała działać. 

Sprytni i kreatywni 

Sklepy ze sprzętem rtv i agd, które przekraczają dozwoloną powierzchnię lub znajdują się na terenie galerii handlowych znalazły wyjście z trudnej sytuacji. Posiadają w swojej ofercie sprzęt medyczny, jak np. ciśnieniomierze, termometry czy pulsoksymetry, dzięki temu działają nadal. I wydaje się, że robią to zgodnie z aktualnym rozporządzeniem, bo klepy medyczne nie podlegają zamknięciu. W akcie prawnym nie znalazły się informacje jaki procent powierzchni sklepu powinien zajmować sprzęt lekarski. 

Poza granicami Polski, np. w Niemczech lub na Słowacji duże markety spożywcze mogą sprzedawać wyłącznie żywność i produkty pierwszej potrzeby. Pozostała powierzchnia sklepu jest niedostępna i oddzielona taśmą. W Polsce wstęga służy czemuś innemu. Kreatywni przedsiębiorcy wyznaczają 2000 tys. mkw powierzchni sklepu, a pozostałą część oddzielają taśmą. Tam poruszać się już nie wolno. W ten sposób funkcjonuje market budowlany w Radomsku. 

Według serwisu radomszczanska.pl na drzwiach marketu widnieje informacja, że został on zmniejszony do 1955 mkw – sprawę skomentowała Małgorzata Widawska z radomskiego sanepidu:

„Nie ma możliwości podziału powierzchni przez wyłączenie jej części z eksploatacji, tak by klienci nie mieli do niej dostępu. Bo Sanepid bierze pod uwagę nie to, co wyznaczy kierownictwo sklepu, ale wielkość powierzchni sprzedażowej wynikającą z zezwoleń. I jeśli jest większa niż 2000 m kw. określonych w rozporządzeniu, to taki sklep powinien pozostać zamknięty (…). Jeśli działa, jest podstawa do wszczęcia postępowania i nałożenia na właściciela kary administracyjnej” 

Na tym nie koniec. Jak informuje serwis subiektywnieofinasach.pl, podobne rozwiązanie zastosowały sklepy Decathlon. Rzecznik prasowy poproszony o komentarz w tej sprawie, powiedział, że w kilku sklepach rzeczywiście tymczasowo odgradzano regałami powierzchnię sprzedaży artykułów, jednak ze względu na trudną sytuacje epidemiologiczną, wycofano się z tego pomysłu. 

Polak jednak potrafi 

Męski salon fryzjerski z Bytowa tymczasowo przebranżowił się i obecnie dokonuje amputacji włosów i zarostu. 

Hitem Internetu stał się plenerowy zakład fryzjerski. Przechodzień uwiecznił scenę profesjonalnego strzyżenia w parku. 

Źródło: Facebook

Samozwańczy przywódca  

Paweł Tanajno jest twarzą i założycielem #StrajkuPrzedsiębiorców. Z całą stanowczością wspiera firmy, które mimo wprowadzanych przez rząd obostrzeń nie zawieszają działalności. Jest bardzo aktywny w social mediach. Niemal każdego dnia namawia kolejne grupy do bojkotu obostrzeń, podając jeden twardy argument – zakazy wprowadzone w drodze rozporządzenia nie mają mocy prawnej. My również na ten fakt już kilka razy zwracaliśmy uwagę. 

Przekaz płynący od pana Tanajno jest jednoznaczny – mobilizuje swoich przyszłych wyborców, niezadowolonych z obecnej, kryzysowej sytuacji. Część firm ulega namowom i rzeczywiście funkcjonuje, odpierając co jakiś czas wizyty sanepidu i policji. Po wprowadzeniu kolejnych ograniczeń i zamknięciu do 11 kwietnia branży Beauty, środowisko Tanajny działa jeszcze prężniej. Zachęca do oklejania lokali plakatami nawiązującymi do #strajku. 

Według Michała Łenczyńskiego, założyciela grupy #Beautyrazem, zrzeszającej ponad 49 tys. firm branżowych, wynika, że co 3 salon fryzjerski i kosmetyczny nie zamierza zamknąć swojej działalności na czas wprowadzonych ograniczeń lub będzie prowadził mobilne usługi w domu klienta.

Wpisy w social mediach tylko te dane potwierdzają. Internautki przekazują sobie informacje o otwartych salonach w swoim mieście lub chwalą się, że zaplanowane usługi wcale nie zostały im anulowane. Podczas rozmowy telefonicznej otrzymały bowiem propozycje wykonania manicure w domowym zaciszu. Chętnych nie brakuje. 

Krytykować czy zrozumieć 

Żarty się skończyły, epidemia w Polsce ma taki zasięg, że jeżeli nie będziemy się zachowywać jak poważni, rozsądni, dorośli ludzie, to będziemy umierać.

prof. Marcin Czech, były wiceminister zdrowia na łamach Rzeczpospolitej.

Przedsiębiorstwa z pewnością nie musiałyby tak kombinować, jeśli otrzymałaby odpowiednio wysokie rekompensaty z powodu przymusowego zamknięcia. Z drugiej strony państwo nie jest przygotowane, aby tak ogromne sumy wypłacać. Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji. 

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy