Pod latarnią najciemniej – UE na cenzurowanym

Znany francuski dziennik „Liberation” opublikował wyniki dziennikarskiego śledztwa dotyczącego problemu korupcji i demoralizacji na szczytach władzy Unii Europejskiej. Aferę uznał za bardzo poważną. Mimo wysokich uposażeń i licznych udogodnień unijni urzędnicy dopuszczali się niegodziwości wobec unijnych społeczeństw.

Komisję Europejską, Trybunał Sprawiedliwości (TSUE) ba, nawet Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (l’Office européen de lutte antifraude – Olaf) toczy trąd. Okazało się, że stopień zepsucia jest ogromny, a o ważnych spawach decydują układy i układziki zawierane miedzy „przyjaciółmi”.

Francuski dziennik ujawnia szeroką sieć powiązań unijnych komisarzy i urzędników, głównie związanych z Europejską Partią Ludową (PPE), z lobbystami i grupami interesów, a także bliskie związki aktualnego przewodniczącego Trybunału Sprawiedliwości z Karelem Pinxtenem wieloletnim audytorem Europejskiego Trybunału Obrachunkowego – skazanym niedawno przez tenże TSUE za rozliczne przestępstwa kryminalne i korupcyjne.

Dziennikarze określili moralność tych unijnych dygnitarzy „etyką z tombaku” (l’éthique en toc).

Dlaczego dopiero teraz?

Publikacja „Liberation” wydaje się nieprzypadkowa i wiązać ją należy z odejściem od władzy w Niemczech chadeków i samej Angeli Merkel. Wybory wygrali socjaliści, a i samo „Liberation” to pismo socjalistyczne.  Być może są to porachunki z przedstawicielami Europejskiej Partii Ludowej i ze zdominowanym przez Niemców kręgiem totumfackich odchodzącej pani kanclerz. Do tego sama Francja mogła poczuć się zagrożona, bo jej głos przestał się liczyć, kiedy prezydent USA dogadał się z Niemcami.

Dotychczas ŻADEN liczący się dziennik europejski nie ośmielił się opisać w sposób tak metodyczny nieprawidłowości działania władz UE. Jeśli nawet pisano o pojedynczych przypadkach korupcji czy skandalach związanych ze złym prowadzeniem się europosłów, były to przypadki incydentalne i szybko zamiatane pod dywan. Chronieni immunitetami, wyemancypowani spod opinii obywateli krajów ich pochodzenia, wpływowi i bogaci europejscy urzędnicy czuli się bezkarni.

Absolutna władza absolutnie demoralizuje. Brak kontroli i niedemokratyczny system wyborów w Komisji Europejskiej i innych ciałach UE sytuacji tej jedynie sprzyjał. Doszło do tego, że nominowano i powierzano wysokie stanowiska faworytom z przeszłością korupcyjną. Modelowym przykładem jest Vera Jurova, oskarżona w Czechach o milionowe przestępstwa korupcyjne, która awanse na stanowiska komisarza ds. sprawiedliwości, spraw konsumenckich i równości płci, a następnie wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej zawdzięcza Jean-Claude Junckerowi.

W tym kontekście należałoby wspomnieć również o Donaldzie Tusku, którego wybór na urząd przewodniczącego Rady Europejskiej dokonał się wbrew protestowi Polski, która zgłosiła inną kandydaturę.

Konflikty interesów i handel wpływami na szczytach UE

Dziennikarze zarzucili europejskim dygnitarzom, że nadużywają swych stanowisk i handlują wpływami, a to osłabia Unię Europejską. Doskonałym przykładem jest opisany w pierwszym z serii artykułów casus Klausa-Heinera Lehna – przewodniczącego Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Został on oskarżony przez reporterów o kradzież środków publicznych. Nie były to oskarżenia bezpodstawne, bo ten europejski dygnitarz z powodu podejrzenia o defraudację został już przesłuchany przez komisję budżetową Parlamentu Europejskiego.

Praworządność a TSUE – fałszywi nauczyciele moralności 

Osobny materiał poświęcony jest sędziom TSUE. Dowiadujemy się, że ulegali oni lobbystom i politykom związanym z kierowaną przez D. Tuska frakcją EPL, kontrolowaną – jak pisze „Liberation” – przez niemieckich chrześcijańskich demokratów. Za pieniądze zapadały korzystne dla zleceniodawców wyroki. Procederem tym miał kierować sam przewodniczący TSUE sędzia Koen Lenaerts.

To może tłumaczyć źródła finansowego szantażu, jakiemu notorycznie poddawana jest Polska i Węgry. Co ciekawe, TSUE od dawna usiłuje zrobić swój główny leitmotiv z kwestii rzekomej zależności wymiaru sprawiedliwości od władzy politycznej. Wyjątkowo odrażająca jest w tym wszystkim rola D. Tuska. Nie tylko na niemieckie zlecenie dopuszczał do ekonomicznego niszczenia Polski przez TSUE, ale w tym celu sam instytucję tę korumpował!

Lista przewinień polityków EPL nie ma końca.

Dziennikarze twierdzą, że Europejska Partia Ludowa stała się państwem w państwie. Wyłudzanie pieniędzy z unijnego budżetu na nierealizowane przedsięwzięcia czy opłacanie fikcyjnych mieszkań w Luksemburgu, to tylko niektóre z grzechów jej członków. Ponadto w latach 2010–2018 mieli oni z publicznych pieniędzy finansować „spotkania”, w których brał udział m.in. były szef KE J-C. Juncker, były wiceprzewodniczący KE Jyrki Katainen oraz Johannes Hahn – obecny komisarz UE ds. budżetu, bliski współpracownik przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen.

Organizatorem tych imprez był m.in. skazany za oszustwa finansowe były audytor w Europejskim Trybunale Obrachunkowym, Karel Pinxten. Wśród oskarżonych wymieniany jest sam szef Rady Europejskiej, Charles Michel. Do lobbowania i urabiania polityków miało dochodzić w zamku Chambord, który słynął z polowań i bankietów dla przedstawicieli polityki i biznesu.

Komisja Europejska i wielu topowych polityków europejskich, co krok pouczających Polskę, co do „łamania praworządności”, bez żenady naciskało na Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych, by nie prowadzono w tej sprawie śledztwa.

„Unia Europejska powinna realizować praworządność u siebie”

Traktaty europejskie nie przewidywały, że Unią rządzić będzie jeden kraj – Niemcy! Jednak ujawniony przez dziennikarzy „Liberation” smutny fakt, że dostojnicy unijni konsultowali się głównie z niemieckimi politykami dowodzi, że to Niemcy zarządzają dzisiaj Unią Europejską, w tym Trybunałem Sprawiedliwości. Tak rozumieć należy dyktatorskie i buńczuczne wystąpienie nowego kanclerza.

Francuzi są w szoku. Po odejściu Wielkiej Brytanii liczyli na rządzenie w duecie. Teraz okazało się, że zwycięzca może być tylko jeden. USA nie będą protestować, bo Joe Biden woli się dogadywać z Niemcami. Dla Emmanuela Macrona sytuacja jest jeszcze trudniejsza gdyż, by wygrać wybory, potrzebuje wsparcia EPL. A trudno „zjeść ciastko i mieć ciastko”.

Reszta Europy, targana problemami z pandemią, zrujnowana gospodarczo i skłócana wewnętrznie (często z niemieckiego poduszczenia), może zostać łatwo rzucona na kolana szantażem energetycznym. Wielkie rury Nord Stream i Nord Stream 2 przyniosą korzyści Rosji i Niemcom, ale dla reszty państw europejskich, uzależnianych od kilkunastu lat dostaw gazu, będą ogromnym zagrożeniem. Niemcy i Rosja regulując ceny gazu mogą bardzo łatwo wywracać gospodarki mniejszych i słabszych państw.

Komu więc przyjdzie naprawić zepsutą europejską maszynkę? Obawiam się, że będzie to „mission imposible” .

źródło fot. unsplash.com

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy