Pensja od państwa dla każdego. Zasiłek czy styl życia?

Bezwarunkowy dochód gwarantowany. Jego przyjęcie w tym roku wysunął Polski Instytut Ekonomiczny – gospodarczy think tank nadzorowany przez Prezesa Rady Ministrów. Według propozycji miałby on wynosić 1200 zł na każdą dorosłą osobę i 600 zł na każde dziecko. W ostatnich miesiącach temat jest coraz częściej obecny w mediach. Jak daleko jesteśmy od tego rozwiązania i dlaczego pomysły rządzących zmierzają w tę stronę?

Na Zachodzie prowadzone są już ograniczone w skali eksperymenty. Polegają one na ustanowieniu tzw. bezwarunkowego dochodu gwarantowanego, czyli płacenia każdemu obywatelowi określonego odsetka minimalnej pensji za nic – bez potrzeby pracy. Pilotażowe programy tego typu podjęte zostały w takich krajach jak Niemcy, Finlandia i USA (stan Alaska).

Wydawać by się mogło, że Polska jeszcze nie jest państwem bardzo zamożnym, a tym samym nie może sobie pozwolić na tak ekstrawagancki pomysł. Tymczasem na poważnie zastanawiają się nad nim eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

W opublikowanym przez Instytut raporcie na ten temat czytamy między innymi, że dochód gwarantowany ma odpowiadać na poważne problemy społeczne:

„Do wyzwań tych należą m.in. luki w dostępie do świadczeń socjalnych związane z pracą na podstawie tzw. elastycznych form zatrudnienia, niska trwałość zatrudnienia związana ze zmieniającym się zapotrzebowaniem na kwalifikacje pracowników, a także związana z tym konieczność zmiany lub podnoszenia kwalifikacji w cyklu trwania życia jednostki. Dochód podstawowy miałby odpowiadać na te wyzwania i ewentualne luki obecnie funkcjonującego systemu zabezpieczeń i pomocy społecznej poprzez zapewnienie wypłaty świadczenia każdej osobie bez konieczności wykazywania faktu spełnienia jakichkolwiek warunków”.

Przeciwnicy projektu wśród jego wad wymieniają między innymi:

  • brak motywacji beneficjentów świadczeń do podejmowania pracy w niektórych zawodach (taką zależność wykazał eksperyment fiński),
  • drastyczne podniesienie podatków,
  • możliwość wystąpienia wysokiej inflacji albo hiperinflacji,
  • propagowanie demoralizacji poprzez wpędzanie ludzi w lenistwo,
  • inne ważne czynniki ekonomiczne, moralne i społeczne.

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce została już wprowadzona pewna forma dochodu podstawowego jaką jest 500+. Jest ona przecież przyznawana na każde dziecko bez kryterium dochodowego, a rodzice mają swobodę w dysponowaniu pieniędzmi wypłacanymi w ramach tego programu.

Świadczenie to nie spełniło żadnych nadziei związanych z poprawą sytuacji demograficznej, należy jednak przyznać, że osiągnęło cel znacznego ograniczenia skrajnego ubóstwa w rodzinach, zwłaszcza wielodzietnych.

Obecnie coraz częściej mówi się o potrzebie waloryzacji 500+. Przez pięć lat od jego wprowadzenia straciło ono na wartości już prawie 70 złotych, i to przy uwzględnieniu ogólnej inflacji. Jeżeli chodzi o artykuły pierwszej potrzeby, takie jak żywność, jest ono dziś warte ok 410 zł – biorąc pod uwagę różnicę siły nabywczej polskiej waluty między 2016 a 2021 rokiem.

Tymczasem od przyszłego roku planowane są inne programy rozdawnicze, takie jak np. dopłaty do rachunków za prąd, których potencjalnemu zwiększeniu jeszcze niedawno politycy zaprzeczali.

Być może poligonem doświadczalnym dla dochodu podstawowego stała się też pomoc w ramach tzw. tarczy antykryzysowej. Lockdowny, które były zarządzane przez władze, doprowadziły do pozbawienia przedsiębiorców dochodów, a w zamian za to państwo wypłacało im część utraconych przez nich pieniędzy.

Tarcza antykryzysowa doprowadziła do ogromnego zadłużenia państwa. Tym bardziej należy zapytać: jaka jest potencjalna możliwość sfinansowania tak rewolucyjnego projektu jak bezwarunkowy dochód gwarantowany?

Instytut odpowiada: podatki, likwidacja innych świadczeń, jeszcze większe zadłużenie.

Jedną z nowych danin publicznych mógłby stać się zasygnalizowany niedawno mimochodem przez premiera Mateusza Morawieckiego „podatek od luksusu”. Czy pod pojęcie towaru luksusowego podpada już od tego roku benzyna?

To wszystko dzieje się w momencie, gdy największe korporacje płacą CIT rzędu kilku/kilkunastu tysięcy zł rocznie od wielomiliardowych dochodów wypracowanych na terenie Polski.

Abstrahując od pomysłu dochodu podstawowego, na razie zmiany w samym prawie do zasiłku są kosmetyczne i jak się wydaje w większości racjonalnie uzasadnione. Od przyszłego roku na przykład przedsiębiorcy będą mogli uzyskać świadczenia z tytułu ubezpieczenia chorobowego nawet w przypadku nieterminowego opłacania składek. Świadczenie chorobowe na czas pobytu w szpitalu ulegnie zwiększeniu z 70% do 80% podstawy wymiaru zasiłku.

Dodana zostanie także przesłanka przyznawania zasiłku macierzyńskiego kobietom, których ubezpieczenie z tytułu pracy uległo zakończeniu z powodu śmierci pracodawcy (do tej pory przysługiwało to w przypadku upadłości lub likwidacji zakładu pracy).

Powyższe krótkie zarysowanie problemu prowadzi do następującego spostrzeżenia: istnieje zagrożenie, że bezwarunkowy dochód podstawowy, w krajach które go wprowadzą, będzie narzędziem do uciszania wszelkiej politycznej opozycji. Jeżeli dochód obywatela będzie uzależniony albo od rządu albo od pracy w jedynych podmiotach, które nie zbankrutują, czyli w międzynarodowych korporacjach – na pewno w pierwszej możliwej chwili ten bezwarunkowy dochód stanie się warunkowym. A podstawą do jego wypłacania mogą stać się kryteria ewaluacji obywatela takie jak funkcjonują np. w Chinach.

Ważne jest, żeby zasiłki (jakkolwiek byłyby nazwane) z instrumentu pomocy potrzebującym nie stały się stylem życia. Przede wszystkim byłoby to w mniejszym lub większym stopniu degradujące dla jednostki, o czym mówi chociażby nauczanie społeczne Kościoła katolickiego.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy