Partnerstwo Wschodnie na rozdrożu

Przed kilkoma dniami w Brukseli zakończył się szczyt Partnerstwa Wschodniego. Uczestniczyli w nim m.in. szefowa Komisji Europejskiej oraz przewodniczący Rady Europejskiej. Wydaje się, iż całe przedsięwzięcie miało czysto symboliczny wymiar, bez możliwości wpływu i oddziaływania na rzeczywistość na wschodzie Europy.

Kiedy ponad dekadę temu, w grudniu 2008 r. powołano Partnerstwo Wschodnie padało mnóstwo deklaracji politycznych, które miały ukazać nowy wymiar wschodniej polityki Unii Europejskiej. Już same założenie skutecznego oddziaływania na takie państwa jak Gruzja po przegranej wojnie z Rosją, czy też podzielona od dwóch dekad Mołdawia ze swoim zamrożonym konfliktem pokazywało przerost oczekiwań nad realnymi możliwościami działania. Czym innym są polityczne deklaracje i demonstracja oczekiwań a czym innym realne możliwości modelowania rzeczywistości.

Sytuacja diametralnie zmieniła się po 2015 roku, kiedy to Rosja dokonała akcesji Krymu i uczestniczyła w destabilizacji wschodnich obwodów Ukrainy. Partnerstwo Wschodnie i możliwości jego wpływania na już trzecie państwo będące w fazie poważnej destabilizacji, zwłaszcza przy jego potencjale demograficznym oraz terytorialnym postawiło ten projekt przed nierealistycznymi celami. W tym momencie założenia stały się oczekiwaniami bez narzędzi ich prowadzenia, zwłaszcza że Unia Europejska weszła w fazę perturbacji związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty.

Kolejnym, ale istotnym problemem dla samego projektu stała się sytuacja na Białorusi. Zaangażowanie Brukseli, jako strona w konflikcie społecznym dotyczącym wyborów na Białorusi spowodowało, iż czwarte państwo tego partnerstwa weszło nie tylko w konflikt z Unią Europejska, ale także w konflikt wewnętrzny, który jest stymulowany czasowo aparatem siły użytym przez Mińsk.

Ostatnie dwa państwa Partnerstwa Wschodniego, tj. Armenia i Azerbejdżan w ubiegłym roku doprowadziły do sytuacji, gdzie doszło do militarnej konfrontacji między sobą, a jej skutki będą powodowały napięcia przez lata.

Sytuacja, w której wszystkie państwa biorące udział w projekcie są zdestabilizowane lub uczestniczą w konflikcie zewnętrznym stawia cały projekt Partnerstwa Wschodniego, jako inicjatywy już tylko życzeniowej, bez szans na powodzenie realizacji poszczególnych celów, które legły u podstaw jej powołania.

O braku szans i fasadowości tego projektu świadczy fakt, iż formalnie nie był on użyty instytucjonalnie, jako podmiot uczestniczący w rozwiązaniu konfliktu w ostatniej dekadzie na obszarach państw objętych destabilizacją. Zarówno tzw. Format Normandzki czy też porozumienia kończące konflikt armeńsko-azerbejdżański odbyły się bez udziału inicjatorów projektu.

Patrząc na cele Berlina i Paryża obszar interesów i wpływów tych państw dotyczy innych priorytetów, niż założenia projektu. Sam szczyt w Brukseli pokazuje brak wizji na przyszłość tej formuły. Warszawa i Szwecja, jako ambasadorzy tego projektu sprzed lat nie uczestniczą w żadnym formacie, który ma stabilizować sytuację w państwach objętych partnerstwem.

Wydaje się, iż same podmioty nim objęte od kilku lat traktują tą formułę współpracy wyłącznie, jako platformę politycznych kontaktów. Dla Polski obecny stan realizacji i szans na przyszłość polityki w ramach wspomnianych narzędzi, będzie tylko ukazywał nasz kraj, jako państwo niezdolne realnie wpływać na nasze otoczenie na wschodzie. Trzeba mierzyć siły na zamiary i bardziej angażować się w pozyskiwanie wpływów na obszarach naszych tradycyjnych zainteresowań, czyli na ziemiach wchodzących w przeszłości w skład I Rzeczypospolitej.

Tu nie chodzi o żaden rewizjonizm a tylko o kreowanie korzystnego nastawienia obszaru, który powinien sprzyjać współpracy z Polską.

źródło fot. https://newsroom.consilium.europa.eu/events/20211215-eastern-partnership-summit-2021/null/129321

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy